Płock to nie Kraków, ale dobrze, że nasze miasto bierze z grodu Kraka przykład. Stąd pierwszy płocki benefis jest już za nami. Na kameralne spotkanie przy świecach przybyło blisko 100 osób, tworzących śmietankę towarzyską miasta. Honorowym gościem był znany archeolog – Andrzej Gołembnik. A kim jest tak naprawdę archeolog? To człowiek, który szuka w ziemi śladów historii. Andrzej Gołembnik od 15 lat odkrywa tajemnice Płocka, skryte wcale nie tak głęboko pod współczesnymi ulicami starówki. Nie ma też miejsca w historycznej dzielnicy naszego grodu, którego nie zbadałby. Z ciekawostek, które zebrani mogli zobaczyć na telebimie, wymienić można m.in. dwunastowieczną piwniczkę karczmy, skrytej pod półtorametrową warstwą ziemi na obecnym placu Narutowicza, w której zachowały się półtusze wieprzowe, jak również ślady odciśniętych końskich kopyt i stóp człowieka, czy garnek z niedogotowaną w czasach średniowiecznych zupą. – W żadnych zapisach historycznych nie znajdziemy takich odkryć. W tym właśnie kryje się urok i czar tego zawodu – przyznał Andrzej Gołembnik.
Okazuje się, że o archeologii nie trzeba mówić do końca poważnie, choć oczywiście do takiej rozmowy trzeba się odpowiednio przygotować. Marek Mokrowiecki przestudiował więc dokładnie książkę Andrzeja Gołembnika pt. „Historia Płocka w ziemi zapisana” i znalazł w niej stwierdzenie, że „wyobraźnia wczesnośredniowiecznych Mazowszan nie sięgała dalej niż otaczający ich horyzont”. Zebrani przyjęli z ulgą odpowiedź historyka, że „Płock i Mazowsze na szczęście ten czas mają już dawno za sobą”.
Na benefisie obok faktów, nie zabrakło też dobrej muzyki, choćby i nawet z katarynki. Grał na tym instrumencie pierwszy płocki kataryniarz Przemysław Predygier – dyrektor POKiS-u, który przy okazji udzielił lekcji Markowi Mokrowieckiemu, dzięki czemu mamy w Płocku już dwóch „zakręconych” dyrektorów. Zagrał też Andrzej Gołembnik.
Poza tym, gdy tylko padały słowa „panie Kaziu, możemy grać?”, wtedy benefis uświetniały muzyczne przerywniki w wykonaniu orkiestry z Domu Technika pod kierownictwem Kazimierza Chlebowskiego.
Takich imprez w Płocku zdecydowanie brakowało. W sali hotelu „Starzyński” było dość sympatycznie i wesoło, choć dla niektórych spotkanie trwało nieco przydługo. Przyszło jednak wiele osób, co zachęciło organizatorów – Towarzystwo Przyjaciół Płocka do kolejnych imprez. Następny benefis już za kilka miesięcy. Może być równie interesująco, bo zaproszonym gościem ma być Tadeusz Mazowiecki. Na to spotkanie dla naszych czytelników będą z pewnością specjalne zaproszenia.
tekst i fot. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze