Reklama

Archeolog z katarynką

19/01/2005 14:29
Płock to nie Kraków, ale dobrze, że nasze miasto bierze z grodu Kraka przykład. Stąd pierwszy płocki benefis jest już za nami. Na kameralne spotkanie przy świecach przybyło blisko 100 osób, tworzących śmietankę towarzyską miasta. Honorowym gościem był znany archeolog – Andrzej Gołembnik. A kim jest tak naprawdę archeolog? To człowiek, który szuka w ziemi śladów historii. Andrzej Gołembnik od 15 lat odkrywa tajemnice Płocka, skryte wcale nie tak głęboko pod współczesnymi ulicami starówki. Nie ma też miejsca w historycznej dzielnicy naszego grodu, którego nie zbadałby. Z ciekawostek, które zebrani mogli zobaczyć na telebimie, wymienić można m.in. dwunastowieczną piwniczkę karczmy, skrytej pod półtorametrową warstwą ziemi na obecnym placu Narutowicza, w której zachowały się półtusze wieprzowe, jak również ślady odciśniętych końskich kopyt i stóp człowieka, czy garnek z niedogotowaną w czasach średniowiecznych zupą. – W żadnych zapisach historycznych nie znajdziemy takich odkryć. W tym właśnie kryje się urok i czar tego zawodu – przyznał Andrzej Gołembnik.
Okazuje się, że o archeologii nie trzeba mówić do końca poważnie, choć oczywiście do takiej rozmowy trzeba się odpowiednio przygotować. Marek Mokrowiecki przestudiował więc dokładnie książkę Andrzeja Gołembnika pt. „Historia Płocka w ziemi zapisana” i znalazł w niej stwierdzenie, że „wyobraźnia wczesnośredniowiecznych Mazowszan nie sięgała dalej niż otaczający ich horyzont”. Zebrani przyjęli z ulgą odpowiedź historyka, że „Płock i Mazowsze na szczęście ten czas mają już dawno za sobą”.
Na benefisie obok faktów, nie zabrakło też dobrej muzyki, choćby i nawet z katarynki. Grał na tym instrumencie pierwszy płocki kataryniarz Przemysław Predygier – dyrektor POKiS-u, który przy okazji udzielił lekcji Markowi Mokrowieckiemu, dzięki czemu mamy w Płocku już dwóch „zakręconych” dyrektorów. Zagrał też Andrzej Gołembnik.
Poza tym, gdy tylko padały słowa „panie Kaziu, możemy grać?”, wtedy benefis uświetniały muzyczne przerywniki w wykonaniu orkiestry z Domu Technika pod kierownictwem Kazimierza Chlebowskiego.
Takich imprez w Płocku zdecydowanie brakowało. W sali hotelu „Starzyński” było dość sympatycznie i wesoło, choć dla niektórych spotkanie trwało nieco przydługo. Przyszło jednak wiele osób, co zachęciło organizatorów – Towarzystwo Przyjaciół Płocka do kolejnych imprez. Następny benefis już za kilka miesięcy. Może być równie interesująco, bo zaproszonym gościem ma być Tadeusz Mazowiecki. Na to spotkanie dla naszych czytelników będą z pewnością specjalne zaproszenia.
tekst i fot. BeeS

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości