Niespełna dwuletni Antoś Pracki to mały wojownik, który przez praktycznie całe swoje życie walczy z dwoma nowotworami. Ten niezwykle dzielny chłopiec przeszedł już bardzo wiele. Dzięki pomocy darczyńców udało się zabrać środki na jego leczenie w Stanach Zjednoczonych – jedynym miejscu, które dawało nadzieję na wyleczenie. Efekty leczenia są dobre, ale chłopiec musi być cały czas pod opieką specjalistów. Nowotwory w każdej chwili mogą wrócić. Niestety, koszty leczenia i wyjazdów są ogromne. Środki zebrane podczas poprzedniej zbiórki się kończą. Właśnie dlatego rodzice Antosia po raz kolejny zwracają się o pomoc do ludzi dobrej woli. Potrzeba 500 tys. zł.
Antoś dzielnie walczy każdego dnia. Od ponad roku jest pod opieką dr Abramsona. Niestety, jego choroby – glejak oraz siatkówczak obuoczny nie pozwalają jego rodzicom spać spokojnie, nawet pomimo dobrych wyników. W trakcje terapii może zdarzyć się wszystko. Tak było kilka miesięcy temu, kiedy podczas wizyty kontrolnej u chłopca wykryto kolejne zmiany. - Oba nowotwory są nieprzewidywalne. Nigdy nie wiemy, co zastaniemy podczas kolejnych badań i konsultacji. Wyniki mogą być dobre, a dosłownie za kilka dni okazuje się, że pojawiły się nowe zmiany. Właśnie dlatego tak ważne jest ciągłe kontrolowanie sytuacji. A to niesie za sobą ogromne koszty. Do tej pory na same koszty szpitalne wydaliśmy ok. 1 400 000 zł. Do tego dochodzą m.in. przeloty, dojazdy do szpitala... - mówi tata Antosia Damian Pracki. - Wizyty kontrolne w USA odbywają się co 6-8 tygodni. Podczas jednej z nich skutecznie zatrzymaliśmy rozwój nowych guzów w prawym oczku. Właśnie dlatego nie możemy zrezygnować, nie możemy się poddać i czekać na rozwój wypadków. Specjaliści z amerykańskiej kliniki traktują Antosia jako szczególny przypadek, bo nasza historia to nie tylko walka z nowotworem oczek, ale też groźnym guzem w główce. Kiedy wracamy do tych chwil pełnych strachu, wiemy, że już nigdy ponownie nie chcemy tam wrócić. Poświęciliśmy wszystko tej walce, dlatego zdrowie naszego małego wojownika musi pozostawać pod kontrolą lekarzy, którym możemy zaufać – wyjaśnia.
Życie Antosia zależy od nieprzerwanego kontrolowania jego sytuacji zdrowotnej. Wszystko, co do tej pory udało się osiągnąć może zostać zniweczone w jedną chwilę. Właśnie dlatego rodzice proszą o pomoc w zebraniu środków, które zabezpieczą jego leczenie na kolejnych kilka miesięcy. - Regularne wizyty, pokrycie kosztów badań dodatkowych oraz bilety lotnicze to koszty, które ciężko nam sobie wyobrazić. Jeśli doliczymy do tego rehabilitację bądź inne potrzeby medyczne Antosia, suma może sięgnąć nawet 500 tysięcy złotych! Świadomość tego, że potrzebujemy takich środków, by zabezpieczyć przyszłość naszego synka jest porażająca. Sami nie mamy szans! Nie damy rady zapewnić tego, czego potrzebuje najbardziej. Niestety, te potrzeby nie mogą czekać, bo wizyty są planowane w odniesieniu do wyników kolejnych badań. Jeśli nie zdobędziemy potrzebnej kwoty, terapia zostanie wstrzymana! Właśnie dlatego z całych sił prosimy o pomoc i wsparcie – wyjaśniają rodzice.
Chłopca można wspomóc wpłacając pieniądze za pośrednictwem zbiórki prowadzonej na stronie www.siepomaga.pl - „By koszmar nowotworu nigdy nie wrócił. Pomóż w walce o życie i zdrowie Antosia - tutaj. Pomagać można również na facebookowej grupie „TeamAntoś – pomaganie przez licytowanie” - tutaj , na której znajdziecie mnóstwo rzeczy i usług. Dochód z licytacji w całości trafia na konto zbiórki. Bieżące informacje na temat zdrowia Antosia możecie znaleźć na stronie profilu „Antoś Pracki kontra nowotwory” - tutaj.
(ek)
Fot. arch. pryw.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze