Na tak postawione pytanie można odpowiedzieć, że Tygodnik Płocki, który piórem swojej autorki, w artykule o amfiteatrze napisał: “Jedyny problem to obecna Morka, która powinna być przeznaczona do likwidacji lub przeniesiona w inne miejsce. – Ten obiekt trzeba ruszyć, on nie może być w tym miejscu – powiedział W. Ryżyński (architekt, autor projektu).Okazało się, że jako jedyni zauważyliśmy tę część wypowiedzi autora projektu, a trudno się dziwić, że bardzo zaniepokoiło to ludzi z Morki. Od razu zareagował Wiesław Wieczorek, prezes Morki, który absolutnie nie wyobraża sobie, że port i budynki Morki mogłyby zniknąć z nadwiślańskiego krajobrazu Płocka. - Szkoda, że nie byliśmy zaproszeni na tę prezentację – powiedział W. Wieczorek, - ale nad nami ciąży jakieś fatum. Władze miasta stale nas pomijają, uważając, że w nas nie warto inwestować. Ot, choćby Program Rozwoju Turystyki przygotowany przez miasto i prezentowany na Sesji. W Programie nie uwzględniono istnienia Morki, a ponieważ byłem nie usatysfakcjonowany tym programem, to pozwoliłem sobie wystąpić do przewodniczącego Rady Miasta z sugestiami. Ja zgadzam się w pełni z propozycją rozbudowy Sobótki, budową pól kempingowych i namiotowych na terenach pod Skarpą. Ale referent tematu, na dodatek z Torunia, proponował wykorzystanie przez Płock dla działalności turystycznej i sportów wodnych zbiornika włocławskiego. Poinformował też, że najlepszym miejscem do budowy portu jachtowego jest, cytuję “kierunek droga na Kutno”, czyli na brzegu radziwskim. To byłoby odwrócenie się całkowicie miasta od Wisły. A przecież wiadomo, że tam nie przypłynie żaden turysta, bo stamtąd jest wszędzie daleko. Dobry gospodarz rozbudowywałby tereny pod Skarpą. Stamtąd jest najbliżej do centrum, do fontanny, do katedry, muzeum, a nawet do Sobótki. W Morce już przed dwoma laty mówiono, że w rejonie istniejącego portu można niedużym nakładem środków zbudować ostrogę będącą prowadnicą ruchu lodów i zabezpieczeniem powodziowym. To stworzy naturalny basen portu jachtowego mogący przez najbliższe 10-15 lat obsługiwać ruch jachtów na Wiśle. – Nikt rozsądny nie powinien nawet myśleć – tłumaczy W. Wieczorek, - o budowie portu na lewym brzegu. Koncepcja budowy basenu pod Skarpą, w rejonie Morki istnieje od dawna i należy do niej wrócić, nie obmyślając nowej. Najlepiej byłoby, gdyby miasto współpracowało z Morką, a nie działało przeciw klubowi. Mamy prawo myśleć, że teraz działa przeciwko, bo Program nawet nie wspomina o takich możliwościach. Dlaczego opracowujący ten dokument nie zasięgnęli naszej opinii, my istniejemy już od 35 lat i mamy mnóstwo doświadczeń. Czyżby Morka w dalszych planach miała ulec likwidacji? Takie retoryczne pytanie, na które nie otrzymano satysfakcjonującej odpowiedzi, zadane zostało przed dwoma laty. Dziś, przy okazji budowy amfiteatru sprawa powróciła. Ale jak się okazuje powróciła tylko w naszej publikacji, bo władze miasta nie widzą żadnego problemu. – Morka była, jest i będzie – zapowiedział podczas spotkania z mieszkańcami osiedla Kochanowskiego prezydent miasta Płocka. To stwierdzenie bardzo ucieszyło żeglarzy, ale do końca ich nie przekonało. Nie da się zaprzeczyć, że nowy amfiteatr został dokładnie wpisany w nieckę, którą zajmuje obecny. Mieści się w przepisowej odległości od drogi, ale jest tam bardzo ciasno. Po drugiej stronie drogi jest Morka. Wolnego miejsca nie ma tam wcale i patrząc oczami architekta, który nie jest emocjonalnie związany z klubem żeglarskim, najlepiej byłoby całość przenieść w inne miejsce. Wtedy widok klubu nie zasłaniałby widoku na Wisłę z tarasu widokowego amfiteatru. Powstałe wolne miejsce można byłoby przeznaczyć, choćby na parkingi dla pojazdów przywożących artystów i gości. Co prawda architekt W. Ryżyński nawet nie wspominał, że przenieść należałoby także port, bo widok stojących w nim jachtów jest bardzo interesujący i wpisany w krajobraz miasta, mówił tylko o budynku klubowym. Ale port i klub to jedna całość. – Przenieść Morkę, nie jest sztuką – mówi W. Wieczorek. – Ale budowa nowego portu pochłonęłaby pewnie sumę zbliżoną do tej, jaka ma zostać wydana na amfiteatr. My do tego nie dopuścimy, nie pozwolimy na to, by Morka przestała istnieć. Zdajemy sobie sprawę, że amfiteatr to sztandarowa budowa Płocka, że my jako mały klub w tej sytuacji nie będziemy mieli nic do powiedzenia. A przecież skupiamy 70 osób wraz z rodzinami, już czwarte pokolenie płocczan wychodzi na wodę. To chyba jedyny sport, gdzie nie ma konfliktu pokoleń, a jest pełna współpraca starszych z młodymi. To mnóstwo przyjaźni z żeglarzami z całej Polski, to wspaniały sposób na wypoczynek dla każdego. Proszę zobaczyć, ile młodzieży wychodzi na wodę. Ja wiem, że Morka może przesłaniać widok, ale może lepiej pomóc nam w wyremontowaniu obiektu, tak by nie szpecił. Choć, mimo zapewnień prezydenta, Morka nie zniknie z mapy Płocka, dobrze że została rozpoczęta dyskusja. Prezes Wieczorek ma zapewnienie, że na każde następne spotkanie dotyczące amfiteatru zostanie zaproszony i będzie mógł śledzić na bieżąco ustalenia. Dobrze, że temat wywołaliśmy teraz, kiedy nie ma jeszcze szczegółowych ustaleń, a są zapewnienia, że klub będzie działał nadal. Będziemy trzymać władze miasta za słowo. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski Płocczanie nie wyobrażają sobie, że z Wisły mogłyby zniknąć żaglówki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze