Reklama

Alumn w ekstraklasie - Uczta dla kibiców

23/04/2002 12:54
Kibice, którzy przyszli do hali Zespołu szkół Kupieckich w dniu, kiedy Alumn walczył o utrzymanie się w ekstraklasie, nie żałowali ani minuty spędzonej na dopingowaniu zawodników. Choć mecz trwał 3,5 godziny, to było jak u Hitchcocka. Najpierw trzęsienie ziemi, a potem emocje rosły.Ostatni ligowy pojedynek miał rozstrzygnąć, która z drużyn: Alumn czy Pogoń Siedlce pozostaną w ekstraklasie. Mecz musiał zostać rozstrzygnięty, a zwycięzca miał zająć VIII miejsce w tabeli. Obie drużyny prezentują wyrównany poziom, która zatem okaże się skuteczniejsza, która utrzyma nerwy na wodzy? Tym trzęsieniem ziemi był pojedynek Jacka Wandachowicza z Witoldem Skubiszewskim, zawodnikiem, który w tym sezonie w Mistrzostwach Polski zajął miejsce V-VIII. Teoretycznie reprezentant Alumna nie miał najmniejszych szans, ale w praktyce okazało się, że piękno sportu polega właśnie na tym, że wszystko się może zdarzyć. Pierwszego seta Wandachowicz przegrał do 8, w drugim i trzecim okazał się skuteczniejszy i wygrał do 7. W czwartym secie pojedynek był wyrównany. Dość powiedzieć, że zanotowano aż 14 remisów, a Jacek miał cztery piłki meczowe. Ostatecznie jednak to przeciwnik okazał się lepszy i wygrał czwartego seta 19:17. Ostatniego wygrał Jacek, mając przez cały czas lekką przewagę i doping publiczności. Po pierwszym meczu, niespodziewanie było 1:0 dla Alumna. Drugi mecz to spotkanie Jaromira Pyrka i Andrzeja Makowskiego. Jaromir zdobył jedyny punkt w pierwszym meczu Alumna z Pogonią, który rozegrany został jesienią. Tym razem musiał uznać wyższość przeciwnika, choć łatwo się nie poddał, a momentami był nagradzany ogromnymi oklaskami za zagrania. Ostatecznie wynik pojedynku był 2:3 (7:11, 11:3, 8:11, 11:9, 8:11). Dopiero w trzecim meczu kibice zobaczyli Simona Geradę. Wydawało się, że płocka rakieta nr 1 łatwo poradzi sobie z Pawłem Stopińskim, trzecim zawodnikiem siedleckiego teamu, ale okazało się, że rozegranych zostało aż pięć setów. Gerada wygrał 13:11, 9:11, 11:8, 5:11, 11:6, pokazując momentami swój kunszt. Po meczu, grający trener Alumna Jarosław Kołodziejczyk, usprawiedliwiał Simona, który fatalnie wypadł w Mistrzostwach Europy, do których przygotowywał się bardzo solidnie. Odpadł w pierwszym pojedynku i to bardzo przybiło go psychicznie. Były poważne obawy, czy będzie w stanie zagrać na swoim poziomie. Alumn po trzech meczach prowadził 2:1 i przyszedł czas na debla. To miał być pewny punkt dla drużyny, ale okazało się inaczej. Gerada i Kołodziejczyk przegrali 1:3 (9:11, 6:11, 11:8, 8:11). Stan meczu 2:2 i coraz częściej w oczach kibiców widać było pytanie, czy dadzą sobie radę? W piątym meczu ponownie do stołu podszedł Jacek Wandachowicz, który tym razem miał za przeciwnika Andrzeja Makowskiego, reprezentanta kraju którego trenerem w kadrze jest Jarosław Kołodziejczyk. Pierwszego i drugiego seta wygrał łatwo, zresztą zgodnie z przewidywaniami Makowski, a w trzecim prowadził już 10:3 i wydawało się, że jest po meczu. Tymczasem Wandachowicz dostał takiego wiatru w plecy, że wygrał tego seta 12:10, co już dla wszystkich było nieprawdopodobnym wyczynem, a potem następne dwa 11:9 i 11:8, a za chwilę odbierał gratulacje od kibiców. Okrzyki po zakończeniu tego pojedynku i oklaski dla zwycięzcy, były chyba głośniejsze niż po zdobyciu gola przez piłkarzy ORLEN-u. W ostatnim piątym secie był jeszcze nieprzyjemny zgrzyt. W ekipie siedleckiej widać było ogromne nerwy, mało kto przecież spodziewał się takiego obrotu sprawy. Przy stanie 7:7 szef Pogoni podskoczył do sędziego insynuując, że Jacek dotknął stołu. Sędzia uznał, że nic takiego się nie stało i zaliczył punkt Wandachowiczowi. Po licznych protestach i po zapewnieniu przedstawicieli Tele Topu, że mogą pokazać zarejestrowaną przez kamerę tę sytuację, Jacek podszedł do stolika sędziowskiego i cofnął przyznany sobie punkt. Trudno opisać reakcję publiczności na ten gest, a kiedy potem Jacek odchodził od stołu po wygranym meczu, oklaski i okrzyki były chóralne. Ktoś nawet zaproponował, i chyba słusznie, by zawodnikowi Alumna przyznać nagrodę fair play. To co zrobił było niesamowite i godne finału filmu Hitchcocka. Mecz Simona z Witoldem Skubiszewskim był w tej sytuacji tylko potwierdzeniem, że Alumn ma znakomitą drużynę, tylko nie potrafił w sezonie tego udowodnić. A może to i dobrze, bo przynajmniej kibice obejrzeli kawał bardzo dobrego tenisa, przeżyli ogromne emocji i wyszli z sali szczęśliwi. Simon wygrał 11:9, 11:8 i 1:5. A potem to już był jeden wielki karnawał. Zawodników obstąpili przyjaciele i łowcy autografów, długo brzmiały oklaski i chyba nikt nie żałował ani minuty z 3,5 godzinnego pojedynku. Alumn został w ekstraklasie, wygrał decydujący pojedynek z równorzędnym przeciwnikiem. A kibice mogą być pewni, że mają swój spory udział w tej wygranej. Dopingowali jak nigdy i jak nigdy zostali nagrodzeni ogromną dawka emocji. Po meczu trener Kołodziejczyk przypominał, że celem zespołu było zajęcie VI miejsca w tabeli, ale ten cel trzeba było zweryfikować już po rundzie jesiennej. – Ale jeśli ktoś dzisiaj widział Jacka Wandachowicza - wyjaśnił, - jak przegrywał 0:2 i w trzecim secie 3:10, a potem wygrał pojedynek, to nie ma wątpliwości, że nasze pozostanie w lidze było zasłużone. Na pewno sobą nie był dziś Simon, to było widać, ale udało mu się przełamać i z tego się cieszę. Muszę jednak wrócić do Jacka. System gry do 11 punktów jest nowy i ja jeszcze nie widziałem, aby coś takiego było możliwe. Emocje sięgnęły zenitu, na pewno pomogli nam kibice, których w hali było najwięcej w tym sezonie. Myślę, że miałem nosa układając skład na dzisiejszy mecz. Efekt był taki, jaki oczekiwaliśmy. Ostatecznie zajęliśmy VIII miejsce, ale mamy o sześć punktów za mało. Meczu z MRKS-em w Gdańsku nie mieliśmy prawa przegrać, z Grudziądzem u siebie mieliśmy już meczbola, a też u siebie, z Gliwicami przegraliśmy 3:4, choć tak być nie powinno. Ja wiem, że teraz po prostu „gdybam”. Ale powinniśmy wygrać piłki, które oddaliśmy przeciwnikom. Trener dodał, że powinni zająć ostatecznie VI miejsce w tabeli, tak jak przewidywali i planowali. Niestety, kalendarz gier był tak ustawiony, że najpierw grali z górą tabeli, pięć meczów przegrali i to się za nimi ciągnęło do ostatniego spotkania. – Uciekliśmy spod noża – podsumował J. Kołodziejczyk - i uratowaliśmy ekstraklasę dla Płocka. Jest to powód do radości. Teraz pozostaje pytanie co dalej? Będziemy próbować znaleźć na nie odpowiedź w następnych numerach TP. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości