Kibice, którzy przyszli do hali Zespołu szkół Kupieckich w dniu, kiedy Alumn walczył o utrzymanie się w ekstraklasie, nie żałowali ani minuty spędzonej na dopingowaniu zawodników. Choć mecz trwał 3,5 godziny, to było jak u Hitchcocka. Najpierw trzęsienie ziemi, a potem emocje rosły.Ostatni ligowy pojedynek miał rozstrzygnąć, która z drużyn: Alumn czy Pogoń Siedlce pozostaną w ekstraklasie. Mecz musiał zostać rozstrzygnięty, a zwycięzca miał zająć VIII miejsce w tabeli. Obie drużyny prezentują wyrównany poziom, która zatem okaże się skuteczniejsza, która utrzyma nerwy na wodzy? Tym trzęsieniem ziemi był pojedynek Jacka Wandachowicza z Witoldem Skubiszewskim, zawodnikiem, który w tym sezonie w Mistrzostwach Polski zajął miejsce V-VIII. Teoretycznie reprezentant Alumna nie miał najmniejszych szans, ale w praktyce okazało się, że piękno sportu polega właśnie na tym, że wszystko się może zdarzyć. Pierwszego seta Wandachowicz przegrał do 8, w drugim i trzecim okazał się skuteczniejszy i wygrał do 7. W czwartym secie pojedynek był wyrównany. Dość powiedzieć, że zanotowano aż 14 remisów, a Jacek miał cztery piłki meczowe. Ostatecznie jednak to przeciwnik okazał się lepszy i wygrał czwartego seta 19:17. Ostatniego wygrał Jacek, mając przez cały czas lekką przewagę i doping publiczności. Po pierwszym meczu, niespodziewanie było 1:0 dla Alumna. Drugi mecz to spotkanie Jaromira Pyrka i Andrzeja Makowskiego. Jaromir zdobył jedyny punkt w pierwszym meczu Alumna z Pogonią, który rozegrany został jesienią. Tym razem musiał uznać wyższość przeciwnika, choć łatwo się nie poddał, a momentami był nagradzany ogromnymi oklaskami za zagrania. Ostatecznie wynik pojedynku był 2:3 (7:11, 11:3, 8:11, 11:9, 8:11). Dopiero w trzecim meczu kibice zobaczyli Simona Geradę. Wydawało się, że płocka rakieta nr 1 łatwo poradzi sobie z Pawłem Stopińskim, trzecim zawodnikiem siedleckiego teamu, ale okazało się, że rozegranych zostało aż pięć setów. Gerada wygrał 13:11, 9:11, 11:8, 5:11, 11:6, pokazując momentami swój kunszt. Po meczu, grający trener Alumna Jarosław Kołodziejczyk, usprawiedliwiał Simona, który fatalnie wypadł w Mistrzostwach Europy, do których przygotowywał się bardzo solidnie. Odpadł w pierwszym pojedynku i to bardzo przybiło go psychicznie. Były poważne obawy, czy będzie w stanie zagrać na swoim poziomie. Alumn po trzech meczach prowadził 2:1 i przyszedł czas na debla. To miał być pewny punkt dla drużyny, ale okazało się inaczej. Gerada i Kołodziejczyk przegrali 1:3 (9:11, 6:11, 11:8, 8:11). Stan meczu 2:2 i coraz częściej w oczach kibiców widać było pytanie, czy dadzą sobie radę? W piątym meczu ponownie do stołu podszedł Jacek Wandachowicz, który tym razem miał za przeciwnika Andrzeja Makowskiego, reprezentanta kraju którego trenerem w kadrze jest Jarosław Kołodziejczyk. Pierwszego i drugiego seta wygrał łatwo, zresztą zgodnie z przewidywaniami Makowski, a w trzecim prowadził już 10:3 i wydawało się, że jest po meczu. Tymczasem Wandachowicz dostał takiego wiatru w plecy, że wygrał tego seta 12:10, co już dla wszystkich było nieprawdopodobnym wyczynem, a potem następne dwa 11:9 i 11:8, a za chwilę odbierał gratulacje od kibiców. Okrzyki po zakończeniu tego pojedynku i oklaski dla zwycięzcy, były chyba głośniejsze niż po zdobyciu gola przez piłkarzy ORLEN-u. W ostatnim piątym secie był jeszcze nieprzyjemny zgrzyt. W ekipie siedleckiej widać było ogromne nerwy, mało kto przecież spodziewał się takiego obrotu sprawy. Przy stanie 7:7 szef Pogoni podskoczył do sędziego insynuując, że Jacek dotknął stołu. Sędzia uznał, że nic takiego się nie stało i zaliczył punkt Wandachowiczowi. Po licznych protestach i po zapewnieniu przedstawicieli Tele Topu, że mogą pokazać zarejestrowaną przez kamerę tę sytuację, Jacek podszedł do stolika sędziowskiego i cofnął przyznany sobie punkt. Trudno opisać reakcję publiczności na ten gest, a kiedy potem Jacek odchodził od stołu po wygranym meczu, oklaski i okrzyki były chóralne. Ktoś nawet zaproponował, i chyba słusznie, by zawodnikowi Alumna przyznać nagrodę fair play. To co zrobił było niesamowite i godne finału filmu Hitchcocka. Mecz Simona z Witoldem Skubiszewskim był w tej sytuacji tylko potwierdzeniem, że Alumn ma znakomitą drużynę, tylko nie potrafił w sezonie tego udowodnić. A może to i dobrze, bo przynajmniej kibice obejrzeli kawał bardzo dobrego tenisa, przeżyli ogromne emocji i wyszli z sali szczęśliwi. Simon wygrał 11:9, 11:8 i 1:5. A potem to już był jeden wielki karnawał. Zawodników obstąpili przyjaciele i łowcy autografów, długo brzmiały oklaski i chyba nikt nie żałował ani minuty z 3,5 godzinnego pojedynku. Alumn został w ekstraklasie, wygrał decydujący pojedynek z równorzędnym przeciwnikiem. A kibice mogą być pewni, że mają swój spory udział w tej wygranej. Dopingowali jak nigdy i jak nigdy zostali nagrodzeni ogromną dawka emocji. Po meczu trener Kołodziejczyk przypominał, że celem zespołu było zajęcie VI miejsca w tabeli, ale ten cel trzeba było zweryfikować już po rundzie jesiennej. – Ale jeśli ktoś dzisiaj widział Jacka Wandachowicza - wyjaśnił, - jak przegrywał 0:2 i w trzecim secie 3:10, a potem wygrał pojedynek, to nie ma wątpliwości, że nasze pozostanie w lidze było zasłużone. Na pewno sobą nie był dziś Simon, to było widać, ale udało mu się przełamać i z tego się cieszę. Muszę jednak wrócić do Jacka. System gry do 11 punktów jest nowy i ja jeszcze nie widziałem, aby coś takiego było możliwe. Emocje sięgnęły zenitu, na pewno pomogli nam kibice, których w hali było najwięcej w tym sezonie. Myślę, że miałem nosa układając skład na dzisiejszy mecz. Efekt był taki, jaki oczekiwaliśmy. Ostatecznie zajęliśmy VIII miejsce, ale mamy o sześć punktów za mało. Meczu z MRKS-em w Gdańsku nie mieliśmy prawa przegrać, z Grudziądzem u siebie mieliśmy już meczbola, a też u siebie, z Gliwicami przegraliśmy 3:4, choć tak być nie powinno. Ja wiem, że teraz po prostu „gdybam”. Ale powinniśmy wygrać piłki, które oddaliśmy przeciwnikom. Trener dodał, że powinni zająć ostatecznie VI miejsce w tabeli, tak jak przewidywali i planowali. Niestety, kalendarz gier był tak ustawiony, że najpierw grali z górą tabeli, pięć meczów przegrali i to się za nimi ciągnęło do ostatniego spotkania. – Uciekliśmy spod noża – podsumował J. Kołodziejczyk - i uratowaliśmy ekstraklasę dla Płocka. Jest to powód do radości. Teraz pozostaje pytanie co dalej? Będziemy próbować znaleźć na nie odpowiedź w następnych numerach TP. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze