Reklama

Ale kino!

05/08/2004 16:11

Płoccy miłośnicy X Muzy, szczególnie ci ambitniejsi, ceniący sobie bezpośredni kontakt z arcydziełami sztuki filmowej, a nie tylko pośrednictwo recenzentów prasowych, nie czuli się zbyt rozpieszczani w ostatnich latach. Owszem, zdarzały się artystyczne rodzynki wrzucane pomiędzy rutynowo eksploatowaną drugorzędną produkcję z Hollywood, wycenianą w prasowych rankingach zaledwie na jedną lub dwie gwiazdki, ale dla spragnionych prawdziwej sztuki, a trzeba wierzyć, że takich w naszym mieście nie brakuje, to zdecydowanie za mało. Może za blisko do Warszawy, tam zresztą co bardziej zdesperowani szukali na przykład polskich filmów z ostatniego festiwalu w Gdyni.
Częściej, śledząc cotygodniowe rekomendacje płockich premier, czekało na nas biadolenie recenzentów w stylu: „jedna z najgorszych i najżałośniejszych komedii, jakie zdarzyło mi się ostatnio oglądać”, „taka porcja głupoty, której nie przełkną chyba nawet amatorzy niedzielnych sitcomów” („Connie i Carla”), „film nie jest ani śmieszny, ani straszny, ani – co najważniejsze – nie budzi emocji” („Van Helsing”). Poprzednia ekipa menadżerów kina pożegnała nas „wielką i dorodną filmową landryną w eleganckim celofanowym opakowaniu” („Dirty Dancing 2”), murowanym kandydatem, w opinii krytyków, do tytułu najgorszego filmu roku. Przykłady można mnożyć. Ja rozumiem, że czasy są trudne, a biznes jest biznes, ale bez przesady. Kto sprzedaje tylko śliwki, musi się liczyć, że innych owoców klienci poszukają gdzie indziej. Zresztą nie tylko jakość towaru, ale i wystrój świątyń kina skutecznie odstraszał najzagorzalszych jego miłośników.
Dlatego wszelkie zwiastuny zmian napawały optymizmem i przywracały wiarę, że możliwe jest do pogodzenia w grodzie nad Wisłą popularne kino rozrywkowe z wielką sztuką, a warunki odbioru i jednej i drugiej formy nie popsują doznawanych przeżyć. Czy tak będzie, przekonamy się zapewne niedługo. Gdyby jednak miarą powodzenia przedsięwzięcia miał się stać weekend otwarcia (a w tej branży, jak wiadomo, on się liczy najbardziej), to nadchodząca epoka płockiego kina może nie zapowiadać się wcale tak obiecująco, jak optymistycznie się prorokuje.
Na początek oczywiście wielki komiks sezonu – „Król Artur”. Niech będzie i komiks, przy tym historyczny, wszak mamy środek lata, szarym komórkom należy się odpoczynek. Ale dlaczego od razu trzy komiksy i na domiar wszystkie kiepskie? Tego łatwo zrozumieć się nie da. O amerykańsko-kanadyjskim „Efekcie motyla” napisano, że to „nudny i pretensjonalny gniot”. Podpisuję się pod tym obiema rękami. O francuskim „RRRrrr!!!” – „rozczarowanie straszne, coś horrendalnie głupiego i zupełnie nieśmiesznego”. Też się zgadzam. Załóżmy dziś optymistycznie, że winę za to niecodzienne spotkanie filmowej mielizny na otwarcie nowej ery ponoszą wyłącznie okoliczności od nowych właścicieli płockich kin niezależne i bynajmniej nie chodzi im o to, by tu właśnie w przyszłości upychać całą tandetę światowej produkcji filmowej klasy B i C.
Na wszelki tylko wypadek przypomnę, że w tym mieście jest kilka wyższych uczelni, rzesze studentów i młodzieży szkół średnich, kadra profesorska i nauczycielska, tu mieszka w końcu 140 tysięcy ludzi i niekoniecznie wszyscy złaknieni są nudnych i pretensjonalnych gniotów. Tych mieliśmy na pęczki i bez otwarcia nowej epoki. Nie przedłużajmy więc życia starej. Niech naprawdę zacznie się nowa.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości