Ze statystyk wynika, że w regionie płockim funkcjonuje obecnie 41 gospodarstw agroturystycznych. Najwięcej tam, gdzie jeziora i lasy, czyli koło Gostynina. Z roku na rok powoli, ale jednak, gospodarstw przybywa. Goszczą turystów podczas wakacji, urlopów i weekendów. Proponują moc atrakcji. Im więcej i im bardziej oryginalnych, tym bardziej przyciągających turystów z miasta.
Typowi agroturyści to mieszkańcy bloków z dużych i średnich miast, rodzice dzieci w wieku przedszkolnym lub szkolnym, zmotoryzowani. Rzadko są nastawieni tylko na pobyt, chętnie zwiedzają okolicę, cenią ciszę, kameralność i kontakt z przyrodą. To z myślą o tej grupie społecznej powstawały pierwsze gospodarstwa. Dziś, żeby takie gospodarstwo utworzyć, można skorzystać ze źródeł unijnych: – Wnioski na działanie związane ze zróżnicowaniem działalności w gospodarstwie rolnym przyjmują biura powiatowe Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Poza agroturystyką działanie to obejmuje także tzw. turystykę wiejską, czyli tworzenie na wsi pensjonatów czy hotelików. Rolnik zaprasza do swego domu turystę z miasta, oferuje mu spokojny wypoczynek w naturalnym środowisku, a tworzy miejsca pracy i ma w ten sposób alternatywne źródło dochodu – mówi Barbara Snopek z płockiego oddziału Mazowieckiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. – Wszystko musi być zgodne z ustawą o turystyce: węzeł sanitarny, wielkość pokoju, zgodność z przepisami bhp. Obiekty takie muszą być zgłoszone w gminie jako wiejska baza noclegowa. Gmina może sprawdzać, czy gospodarstwo spełnia deklarowane standardy. Gospodarstwa sprawdza też Sanepid.
Wiedzę na temat istnienia gospodarstw agroturystycznych można zdobyć wszędzie: na targach, podczas konkursów, z katalogów, od znajomych, w internecie. W przypadku Płocka – na stronie www.modr.mazowsze.pl w linku „agroturystyka”. Wszędzie ofert bez liku. Coraz więcej gospodarstw zawiera umowy z biurami turystycznymi, które napędzają koniunkturę. To, co robią właściciele gospodarstw, żeby ściągnąć do siebie turystów, przekracza granice wyobraźni. Stawy, mostki, altanki, olbrzymie przestrzenie. Rowery, konie, łódki. Łącza internetowe w każdym pokoju. Klimatyzowane pokoje. Łazienki w pełnym standardzie. Las, jezioro, łan zboża i świeże powietrze. Baza jest tak zróżnicowana, że aby podjąć decyzję o wyborze, trzeba dokładnie przestudiować propozycje.
Jajko z kurnika, mleko od krowy
Z bogatej oferty agroturystycznej na podpłockich wsiach może skorzystać każdy z płocczan, który nie chce wyjeżdżać zbyt daleko, obca jest mu chęć zagranicznych, egzotycznych wojaży, lubi wypoczywać blisko miasta i ceni święty spokój. W tym momencie swoje podwoje otwiera przed nim wieś spokojna, wieś szczęśliwa...
Barbara Snopek jednym tchem wymienia wyróżniające się swą specyfiką gospodarstwa. Chwali wszystkie, ale szczerze przyznaje, że do tych aktywniejszych chętniej przyjeżdżają turyści z miasta. Cena za dobę pobytu jest różna. Najtańszy jest sam nocleg w cenie 20-30 zł. Ale że na urlopie nikomu się nie chce siedzieć w garnkach, znakomita większość podpłockich gospodarstw proponuje tradycyjną kuchnię. W standardzie są obiady, ale mogą być i cztery posiłki dziennie. Wtedy doba drożeje – kosztuje nawet 120 zł (średnio 50-55 zł). Nic jednak nie smakuje tak bardzo, jak wędlina domowego wyrobu, ser czy masło z mleka krowy, którą się widuje na pastwisku, czy jajko od szczęśliwej, bo spacerującej po podwórku kury.
Jednym z najbardziej tradycyjnych gospodarstw agroturystycznych jest to należące do Agnieszki i Ryszarda Szafarynów w nadwiślańskich Drwałach koło Wyszogrodu. Gospodarze zbudowali nowy dom, nie chcieli dopuścić do zniszczenia starego, znajdującego się jeszcze w całkiem dobrym stanie, a że lubią gości, więc pomyśleli o turystach z miasta. Stary dom zmodernizowali. Postawili na kuchnię tradycyjną: – W naszej wędlinie jest 100 procent mięsa w mięsie – żartobliwie zapewnia Agnieszka Szafaryn. – Wiejska kuchnia przyciąga turystów, którzy chcą zjeść smacznie i często – proponujemy aż cztery posiłki dziennie. Babcie z dziećmi uwielbiają taką kuchnię. Agroturystyka stanowi zresztą dla nas dodatkowe źródło dochodów, ponieważ posiadamy jeszcze 17 ha ziemi, w tym 10 ha lasu.
Turystów kusi Wisła i las, zwłaszcza że tereny te są objęte specjalnym programem turystycznym, opracowanym przez lokalną grupę działania.
Od lat związana z rolnictwem jest też Małgorzata Wasiak ze Zdworza. Wylicza, że najczęściej gości rodziny z dziećmi, z Warszawy, Kutna, Sochaczewa, a nawet Krakowa. Rodziny z dziećmi chętnie wybierają się na jagody i na grzyby, które potem mogą suszyć na miejscu: – W tym roku turystów jest jakby troszkę mniej. Tym, którzy przyjeżdżają, proponujemy grille, ogniska, plac zabaw, ciszę i spokój – zachęca gospodyni z pobliskiego Zdworza.
Na mniejszą niż zazwyczaj frekwencję skarży się także Halina Wyrwa, właścicielka gospodarstwa w Holendrach (gmina Szczawin Kościelny, powiat Gostynin), która zdobyła drugą nagrodę w wojewódzkim konkursie na najlepsze gospodarstwo agroturystyczne. Nagroda była miłą niespodzianką. Okolice gospodarstwa Wyrwowie uatrakcyjnili na tyle, że Barbara Snopek komentuje: „Tam jest wszystko”. Halina Wyrwa pochodzi z tych stron, w Holendrach kupiła działkę z domem, ale razem z mężem mieszka i pracuje zawodowo na Śląsku. Do interesu na razie dokłada. W gospodarstwie są: dwa stawy, mostek z lampionami, altana na wyspie, pokoje klimatyzowane, sala konferencyjna, domowe jadło. I jeszcze jeden atut takiego gospodarstwa: sympatyczni pracownicy (doświadczyliśmy tego osobiście podczas rozmowy telefonicznej). Niestety: – Współpracujemy z dużym biurem podróży, ale w tym roku weszły dopłaty socjalne do wczasów zagranicznych, co odbiło się na obniżeniu frekwencji. To martwi nas tym bardziej, że na budowę dodatkowego domu mieszkalnego i modernizację gospodarstwa musieliśmy wziąć kredyt w wysokości 350 tys. zł. Oczywiście martwimy się, kiedy go spłacimy. Do końca życia pewnie nie uda się nam nawet wyjść na zero. Pracujemy jednak dla przyszłego pokolenia.
Galopując konno po łące
Kilka z podpłockich gospodarstw agroturystycznych postanowiło postawić na dziedzictwo narodowe. Swoich mieszkańców wożą do muzeów i skansenów. Uczą jeździć konno i wożą bryczkami. Tak jest w gospodarstwie Hanny i Jerzego Brzozowych. Porzucili Warszawę dla Kolczyna w gminie Gozdowo. Najpierw zapraszali przyjaciół, potem pomyśleli o turystach. Przy domu jest 16-hektarowe gospodarstwo. Mieszkańcy miast najchętniej decydują się na jazdę konną (lub jej naukę) – w gospodarstwie jest 25 koni i instruktorka nauki jazdy konnej. W pokojach – pełny komfort. Na stole – produkty z ekologicznym atestem: – Nie mamy trzech gwiazdek, ponieważ nie posiadamy łączy internetowych w każdym pokoju (instalacja elektryczna podczas wakacji raczej by tego nie wytrzymała...), ale poza tym mamy wszystko.
Na pobyt w tym gospodarstwie miejsce trzeba rezerwować nawet pół roku wcześniej. W tym sezonie obłożenie jest pełne i nikt, kto zgłosił się nagle, nie mógł liczyć na wynajęcie pokoju.
W związku z powyższym statystyczny płocczanin zamiast Mazur czy Bałtyku, kierując się zasadą „dobre, co swojskie”, winien skorzystać z bogatej oferty gospodarstw na podpłockiej wsi. W miejscach, gdzie kwitną kontakty towarzyskie, gdzie można dobrze zjeść, gdzie rekreacja i lenistwo. Ponadto coraz więcej mieszkańców miasta wie, że wypada umieć doić krowę, wiedzieć, czym karmi się świnie i dlaczego koń lubi owies. Agroturystyka z roku na rok staje się coraz bardziej modna. Turysta z Płocka czy Gdańska jest gotów dobrze za nią zapłacić, choć być może przed laty miał to samo na wakacjach u dziadka.
Elżbieta Grzybowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze