Reklama

Abonament płacić!

11/08/2004 11:45

Nowa grupa trzymająca władzę; poczyna sobie coraz śmielej. Najlepszym tego dowodem jest próba rozwiązania problemu, którego nie udało się rozwiązać pod przymusem nawet w czasach PRL-u. Mowa o abonamencie radiowo-telewizyjnym. Płaci go ponoć tylko co drugi posiadacz telewizora. Połowa płaci, nie zadając sobie pytań, po co i dlaczego to robi. Skoro taki jest obowiązek, to trzeba go spełniać. To być może piękny dowód konsekwentnej postawy legalizmu. Co cesarskie należy oddać cesarzowi. Druga połowa nie płaci, kontestując, raz świadomie, raz nie, restrykcyjny fiskalizm państwa (za jego przejaw uznaje przymusowy abonament), nie zawsze uzasadniony i logiczny, a często wymuszany na obywatelu ponad przyzwoitą normę.
Tak więc lada moment do naszych mieszkań mają zapukać agenci
(w tej roli poczciwi dotąd poczciarze), którzy za całkiem przyzwoitym wynagrodzeniem (90 zł od każdego zdemaskowanego obywatela) sprawdzą i doniosą do swoich przełożonych, czy zakupiony raz za gotówkę (lub na raty, to nie ma znaczenia) telewizor spłacamy teraz regularnie i do końca życia (trzeba wiedzieć, że abonament płacimy nie za sygnał telewizji publicznej, tylko za posiadanie i używanie telewizora), niezależnie od tego, co w tym telewizorze oglądamy i niezależnie, czy płacimy już za sygnał otrzymywany od operatora telewizji kablowej czy nie. Wystarczy, że od czasu do czasu włączymy telewizor, a tam mignie obraz, musimy płacić. Można nawet sądzić, że telewizor nigdy nie staje się naszą własnością w pełnym tego słowa znaczeniu. Czyją zatem własnością jest telewizor? Państwa? Jeśli tak, to rzeczywiście co cesarskie należy oddać cesarzowi. Albo wasalom cesarza, którzy potrafią mu się dobrze za to odwdzięczyć. A jak wiadomo nie od dziś, kto ma telewizję, ten ma władzę. Łatwo zatem zrozumieć determinację grupy aktualnie trzymającej władzę, która na wszelkie sposoby usiłuje wycisnąć z obywateli, ile się tylko da. Czas w końcu jest krótki, a na błędach poprzedników w końcu czegoś można się przecież nauczyć.
W czasach PRL-u nikt nie dociekał specjalnie celowości opłat abonamentowych. Skoro trzeba płacić za psa, to pewnie i za telewizor. Teraz naród stał się bardziej światły. Sygnał telewizji publicznej można odbierać na przykład na monitorze komputera, ale za monitor ani za komputer (a dokładnie za zainstalowaną w nim kartę telewizyjną) opłaty nie ma. Dlaczego za komputer nie ma, a za telewizor jest? Pojawiły się stacje komercyjne, których sygnał dociera do naszych mieszkań, jeśli tego tylko chcemy. Jeśli chcemy, płacimy i mamy Canal Plus, HBO lub inne stacje filmowe, sportowe, muzyczne, kulturalne i nie wiadomo jakie. Płacimy za sygnał telewizyjny i nigdy pod przymusem. Są też stacje półkomercyjne. Nie płacimy za nie osobno, ale mamy
je w płatnym pakiecie kablowym. To choćby różne wersje Polsatu czy TVN. Te stacje żyją przede wszystkim z reklam, co bywa denerwujące, zwłaszcza w
czasie oglądania filmu podzielonego na równe mniej więcej porcje, zmiksowane razem z reklamą. I nie wiadomo, czego jest więcej; reklamy czy filmu. Ale znowu obowiązuje całkowita dowolność. Chcemy te niezbyt strawne dania konsumować, płacimy, nie chcemy, dziękujemy i zmieniamy menu.
Co innego telewizja publiczna kontrolowana przez państwo (teoretycznie nigdy, tylko praktycznie). Tę otrzymujemy oczywiście bezpłatnie. Pełni przecież wobec nas strasznie ważną społecznie misję. Edukuje, wychowuje, uwrażliwia, podpowiada, który polityk się nadaje, a który jest i pozostanie oszołomem. Nie może być więc płatna. Poza tym widać jak na dłoni, jakie za tę misję inkasuje zyski z bloków reklamowych, między które poupychano przeróżne programy, nigdy nie podawane na czas. Wymyślono więc sprytnie, że za telewizję z misją nie płacimy (dlatego też miłośnicy polskiej ligi piłkarskiej nie mają w niej czego szukać), płacimy za to za telewizor. Ale to już jest absolutna bzdura. Kupiłem za gotówkę, zapłaciłem podatek, jest mój. Płacę za kablówkę, kupuję reklamowane towary, czyli dorzucam niemały grosik na pensję prezesa telewizji. I wdzięczny jestem tym gazetom, które mnie poinstruowały dokładnie, jak nie wpuścić kanara pocztowego do domu. Poczciarzy szkoda, służą głupiemu prawu.

Wiesław Kopeć

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości