Elton John strasznie się obruszył na fakt, że watykańska Kongregacja Nauki Wiary wydała oświadczenie, z którego wynika, że „Kościół nie będzie błogosławił związków osób tej samej płci, ponieważ Bóg nie może błogosławić grzechu”. A więc jednak związki jednopłciowe uznane za słodycz przez zachodni świat w świetle Objawienia Bożego są grzechem (czyli złem). No, z pyszna powinni poczuć się ci nasi rodzimi pobożnisie, którzy już podnosili na sztandary „równości” grzeszne relacje seksualne. To ważne oświadczenie zgorszyło już niektórych nastrojonych rewolucyjnie księży (w Austrii powstał bunt), którzy rwali się do usprawiedliwiania niezgodnych z „Bożym planem” relacji osób tej samej płci, które współczesny zachodni kapitalizm wynalazł i promuje na potęgę jako zjawisko zdrowe i miłe, zdejmując z niego ciążące od tysiącleci odium dewiacji i podnosząc do rangi „orientacji” równoprawnej z relacjami heteroseksualnymi. Zachodni korporacjoniści robią to, bo mają w tym interes, a naszym tubylczym idealistom wydaje się, że chodzi o bezinteresowną „równość”. Tymczasem całkiem nienaukowemu „odkryciu” etycznej doskonałości relacji seksualnych w obrębie tej samej płci nadano w świecie zachodnim, i tylko w zachodnim, cech „naukowości”, bo sprzyja pożądanej depopulacji i zwiększa wydajność pracy korporacyjnych robotów zwolnionych z trudów życia rodzinnego związanego z wychowaniem dzieci, którymi tak obciążeni są niewolnicy heteroseksualni.
No i do 15 marca wszystko szło gładko. Papież wypowiadał się na te tematy jakoś niejednoznacznie, księża też za dużo o tym nie mówili – ani z ambony, ani na katechezie. Wydawało się, że jest tylko kwestią czasu, kiedy watykańska hierarchia, tak chętnie współpracująca ze współczesnym korporacyjnym globalizmem, pogrzebie ten etyczny problem pod wydumanymi strachami związanymi ze zmianami klimatycznymi. Efektem takiej postawy było i to, że ku zdumieniu postronnych obserwatorów prawie cała populacja katechizowanej młodzieży, a zapewne i większość ochrzczonych dorosłych, głosiła w tej dziedzinie poglądy sprzeczne z Objawieniem, w najlepszym przekonaniu, że ma rację. Ciekawe, czy po tym oświadczeniu nasi rodzimi wyznawcy Chrystusa podniosą jeszcze sztandary „równości”, które, jak widać, są wołaniem o zalegalizowanie grzechu. A jeśli potraktujemy poważnie ten watykański dekret, to w świetle „Bożego planu” ujawnionego w Piśmie Świętym cała zachodnia demokracja budowana jest na szatańskich podstawach, a to nie wróży jej nic dobrego.
Ignorantów jednak, dla których „Boże plany” i „Boże prawa” nic nie znaczą, bo panować mają wyłącznie narzucone przez nich „prawa świeckie”, jest wystarczająco dużo, żeby ideologiczne brednie opanowały cały świat z przekonaniem, że są najwyższym przejawem demokracji i humanizmu. Inteligencją błysnął w związku z tym stanowczym stanowiskiem Watykanu rzecznik prasowy Białego Domu, który w imieniu dziadzia Bidena przypomniał, że prezydent amerykański potrafi połączyć „wiarę” (w co?) z poparciem dla (grzesznych) związków jednopłciowych. Potrafi to również, jak widać, Elton John, potrafią też nasi „zwykli księża” i katolicy otwarci. Ale co na to Opatrzność? Czy Ona też zgodzi się z taką wykładnią wiary, czy też zainterweniuje jak w Sodomie albo w czasie potopu, co wobec zgorszenia, jakie sieje po świecie nienormatywny system stosunków seksualnych, wydaje się niemal pewne.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze