Był piękny, letni poranek 5 lipca 2012 roku. Pani Janeczka wyszła z domu w doskonałym humorze, by wraz z innymi emerytami pojechać na wycieczkę do Ciechocinka. Gdy doszła do skrzyżowania ul. Westerplatte i Mickiewicza, poczekała na zielone światło. Samochody się zatrzymały, a ona weszła na przejście dla pieszych. Na moment straciła przytomność, a kiedy się ocknęła, strażacy wyciągali ją z kałuży krwi spod autobusu. – Kiedy otworzyłam oczy, strażak zapytał, jak mam na imię. Odpowiedziałam. Założył mi kołnierz i na noszach wniesiono mnie do karetki. Tam pochylił się nade mną doktor, który ciesząc się, że przeżyłam, powiedział, że zwykle nie ma szans, by człowiek z takiego starcia wyszedł cało – rozpoczyna swoją historię pani Janeczka. Karetką pojechała do szpitala na Winiarach, na SORze czekała na lekarza 3 godziny. Gdy przyszedł, wykonał badanie, które polegało na mocnym skręceniu głowy. Później wystąpił krwotok z rany po lewej stronie głowy. Usłyszała jeszcze słowa lekarza „ratujemy życie” i została przewieziona na salę operacyjną.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze