Około 800 dziewcząt i chłopców wystartowało w rejonie płockim w 48 turnieju tenisa stołowego dla dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów. Najpierw walczyli w eliminacjach, potem w turniejach powiatowych: w Gostyninie, Sierpcu i Płocku, wreszcie w finale rejonowym awans wywalczyło 13 młodych zawodników, którzy w Ostrołęce spotkali się z równieśniakmi z całego województwa.W roku ubiegłym najmłodszą kategorię chłopców wygrał Tomek Kowalczyk, zaś w gronie najmłodszych dziewczynek, na IV miejscu ukończyła zawody Maja Krzewicka. Na co liczyliśmy w tym roku? Przede wszystkim na Maję, która mogła zakończyć zawody na podium. O I miejsce powinna walczyć dopiero za rok, kiedy to jej rywalkami będą rówieśniczki. Liczyliśmy także na Tomka, ale on przeszedł do wyższej kategorii i tak na dobrą sprawę, to nie miał większych szans na miejsce na podium. - Chciałbym - mówi Arkadiusz Rutowski, trener Tomka, - i mam taką nadzieję, że znajdzie się w szóstce. To realne zadanie. Ekipa płocka do Ostrołęki dojechała dzięki firmie Marbud, która zafundowała przejazd. A potem był bardzo ważny moment - losowanie. - Miałem wyjątkowego pecha - tłumaczył później Grzegorz Bor, szef płockiej ekipy. - Jak na złość losowałem dla naszych zawodników przeciwników rozstawionych z numerami 1,2 lub 3. A nasi tenisiści z góry boją się walczyć z wyżej notowanymi przeciwnikami. Za mało jeżdżą na zawody, nie zdobywają rankingowych punktów i w efekcie to inni są potem rozstawieni. Ale co zrobić, jak nie ma pieniędzy na wyjazdy. Mieliśmy nadzieję, że w najstarszej kategorii niespodziankę sprawi Mateusz Krzewicki, który chciał nam udowodnić, że warto o nim pisać. Niestety, tym razem przegrał dwa pierwsze pojedynki, tłumacząc potem, że miał zły sprzęt. Odpadł, choć zawodnik gospodarzy i rywal z Radomia byli w jego zasięgu. Nie miał szczęścia Paweł Brzeski, który pierwszą grę przegrał z Marcinem Fejcakiem z Warszawy, numerem 2, w tej kategorii wiekowej. Potem w drugiej grze wygrał z zawodnikiem z Radomia, ale w trzeciej trafił na nr 3 na liście i tu już nie mógł sobie poradzić. Odpadł, ale po walce. Właściwie to nie liczono na wynik wśród najstarszych dziewcząt. Nasze zawodniczki: Sylwia Gzubicka i Dorota Rauk, są najlepsze w rejonie płockim, ale w województw już się niestety nie liczą. - Dla nich tenis stołowy to jedna z dyscyplin, która trenują, dla ich przeciwniczek, to sposób na życie. Rywalki występują w I i II lidze tenisa, grają w dużych turniejach, a my przy nich jesteśmy amatorkami. Na dodatek, nie zawsze w szkołach są warunki do tego by trenować. Dziewczyny, które walczą tu o nagrody trenują dwa razy dziennie i nie narzekają na brak wszystkiego - tłumaczy dziewczyny G. Bor. Fatalnie w losowaniu trafiły także średnie dziewczęta. Ewelina Łaszkiewicz w pierwszym meczu grała z nr 2 turnieju, a Daria Ostrowska z nr 1. Trudno się więc dziwić, że pierwsze gry przegrały, ale potem obie dzielnie walczyły o wejście do nagradzanej ósemki. Daria walczyła z Martyna Fedorczuk z Siedlec. Mimo wspaniałego dopingu płockiej ekipy uległa przeciwniczce w piątym secie. - Zabrakło koncentracji - tłumaczy A. Rutowski. - W drugim secie prowadziła już 9:5 i przegrała. Szkoda, bo dalej mogła powalczyć, ale wykonała plan. Zagrała nieźle i zdobyła trochę, tak bardzo potrzebnego jej doświadczenia. Podobnie Ewelina, która zmierzyła się z Mileną Rdzanek. Mecz był bardzo wyrównany, niestety w piątym secie zabrakło jej zimnej krwi. Od początku prowadziła. Było jeszcze 9:9, ale wtedy jej przeciwniczka zaryzykowała i wygrała 11:9. Wśród chłopców Mikołaj Powałka wygrał pierwszą walkę, ale potem w drugiej trafił na Roberta Najwera z Warszawy, nr 1 na liście rankingowej i jak można się spodziewać, przegrał. Mikołaj przegrał też drugi pojedynek z Byszewskim z Siedlec i odpadł, zajmując ostatecznie 9-12 miejsce. W kategorii średnich chłopców liczyliśmy na występ Tomka Kowalczyka. On dopiero pierwszy rok walczy w tej grupie, ale sporo już umie i powinien powalczyć. I rzeczywiście. Co prawda przegrał pierwszy mecz z Najwerem, ale potem radził sobie nieźle i po zwycięstwie nad Pawłem Ogrodowczykiem z Ciechanowa, awansował do szóstki najlepszych zawodników turnieju. A wydawało się, że nic z tego nie będzie. Tomek I seta wygrał, drugiego przegrał, a w trzecim był bardzo zrezygnowany. Przegrywał już 0:5, ale zaatakował, doprowadził do remisu, potem było kolejne remisy, 8:8, prowadził 10:9, ale ostatecznie wygrał 14:12. W czwartym secie nie dał już szans przeciwnikowi, wygrał 11:6 i w ten sposób wykonał plan minimum, czyli znalazł się w szóstce. Być może Tomek awansowałby wyżej, gdyby nie to, że w meczu o V miejsce trafił ponownie na Najwera. Przyznać trzeba, że był bardzo zmęczony, a na dodatek nie wierzył, że może wywalczyć zwycięstwo i ostatecznie przegrał 0:3. Szkoda, bo wygrana dawała mu walkę o medale. Potem Tomek został jeszcze pokonany przez Krzysztofa Ormana z Warszawy i zajął ostatecznie VI miejsce w zawodach. - No, niestety - powiedział po zawodach Tomek, - tym razem przeciwnicy byli lepsi ode mnie. Może i bym walczył bardziej, ale jestem przeziębiony, mam katar, kaszel i w końcu zabrakło mi sił. Pocieszam się tym, że za rok, kiedy będę walczył z rówieśnikami, będzie znacznie lepiej. Cała czołówka jest ode mnie starsza, więc trochę się ich obawiałem. Tomek jest uczniem V klasy Szkoły Podstawowej w Szczawinie Kościelnym. jego trenerami są Arkadiusz Rutowski i Dariusz Krzewicki. Czasem gra na treningach z Januszem Wojnarskim. W Płocku wygrał wszystkie turnieje, od dwóch lat niczego nie przegrał. Teraz walczyć będzie w Ciechanowie w Olimpiadzie Młodzieży w deblu z Hubertem Falkowskim. Nie liczą tam na zbyt wiele, bo Hubert dopiero od niedawna trenuje, ale może coś uda się ugrać? Przypomnijmy, że Tomek nie mógł, z ważnych powodów rodzinnych, wystartować w turnieju powiatowym. Decyzją Komisji Sędziowskiej został dopuszczony do turnieju rejonowego, który bez problemu wygrał. Bardzo dobrze się też spisał w Ostrołęce, udowadniając, że za rok nie będzie na niego silnych. Pozostała kategoria najmłodszych tenisistów. Wśród chłopców, podobnie jak ich starsi koledzy, Daniel Nowakowski i Jakub Szpigiel mieli fatalne losowanie, trafili na późniejszych triumfatorów turnieju. Ale potem każdy z nich rozegrał jeszcze po dwa mecze i dopiero wtedy zostali wyeliminowani. Bardzo ładnie walczyli i być może za rok będą mieli więcej do powiedzenia. W grupie dziewczynek rejon płocki reprezentowały trzy zawodniczki. Anna Czajkowska trafiła od razu na nr 3 w rankingu, ale potem wygrała dwa pojedynki. Katarzyna Malicka po dwóch grach od razu odpadła, a o honor reprezentacji Płocka walczyła już tylko Maja Krzewicka. Przez wcześniejsze pojedynki Maja przeszła jak burza. Wreszcie dotarła do finału, czyli do trójki najlepszych dziewczynek, które między sobą miały podzielić medale. W pierwszym meczu Maja, trochę zbyt łatwo uległa Małgorzacie Szczerkowskiej z Warszawy. - W tym finale - tłumaczy G. Bor - spotkały się dziewczyny z nr 1 i nr 2, bo takie numer w rankingu ma Maja. I trudno się dziwić, że jeszcze tym razem zawodniczka ze Słubic uległa wyżej notowanej i starszej przeciwniczce. Przegrała 0:3, ale dobrze, że nie traciła sił, kiedy już wiedziała, ze nie wygra. Zostawiła te siły na drugi mecz. Szczerkowska wywalczyła złoty medal, a o srebro Maja grała z Anna Ogrodowczyk z Ciechanowa. Pierwszego seta przegrała dość pechowo, ale w drugim pokazała przeciwniczce, że jest lepsza, wygrywając 11:5. W trzecim, decydującym pojedynku rozpoczęła od prowadzenia 5:0, potem było 8:0, a ostatecznie wygrała 11:5 i odeszła od stołu zadowolona, ani trochę nie zmęczona. - Tak, jestem bardzo zadowolona - mówiła Maja tuż po meczu. - W walce o złoty medal nie miałam szans, raczej nie mogłam wygrać. Dziewczyny, z którymi walczyłam są starsze ode mnie o rok. Ja dopiero w przyszłym roku będę grać z rówieśniczkami czy wygram? Będę się bardzo starać. Maja Krzewicka jest uczennicą III klasy Szkoły Podstawowej w Słubicach. jej trenerami są Justyna Mamcarz i tata Dariusz Krzewicki. Kilka dni temu, w turnieju Przeglądu Sportowego, który jest organizowany dla tenisistów z całego kraju wywalczyła VII miejsce. Teraz wraz z koleżankami z Piaseczna, awansnwała do drużynowych finałów Mistrzostw Polski, które w maju odbędą się w Kielcach. 48 turniej tenisa stołowego o puchar 7 Redakcji (w tym oczywiście redakcji “Tygodnika Płockiego”) jest już historią. Jak to zwykle bywa, były łzy, radość, wspaniałe widowiska, po których ręce same składały się do oklasków i mecze o których wszyscy szybko zapomną. I choć nie wszyscy mogli wygrać i stanąć na podium, to wszyscy są zwycięzcami. Oni potrafią więcej niż ich rówieśnicy, mają fajniejsze przeżycia i tworzą historię tego turnieju. wszyscy są zwycięzcami, nikt nie jest przegrany, nawet jeśli ani razu nie wygrał. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze