- Strzelić na własnym boisku cztery gole i nie wygrać to coś nieprawdopodobnego - mówił po spotkaniu Mirosław Jabłoński. I rzeczywiście, po dwóch meczach ligowych, które zakończyły się bezbramkowymi remisami taki pokaz strzeleckich umiejętności nie pozwolił na zdobycie trzech punktów.
Płoccy kibice przecierali oczy ze zdumienia w ostatnich pięciu minutach spotkania. Bo przecież już wszyscy się cieszyli, że udało się pokonać Lecha, że goście nie podniosą się i nie będą w stanie doprowadzić do wyrównania. A jednak goście potrafili, w czym niestety dopomógł im Paweł Kapsa, najsłabsze chyba ogniwo na boisku w zespole Wisły.
Zacznijmy jednak od początku. Pierwsze minuty spotkania nie zapowiadały tego, co działo się później. Płocczanie błąkali się po boisku, a goście próbowali pierwsi zdobyć gola. Na szczęście im się to nie udało. Za to w 22 min. nieprawdopodobnym strzałem z prawej strony popisał się Dariusz Romuzga. Celował, czy tak mu po prostu wyszło - zastanawiali się kibice. W każdym razie niesamowita piłka, odprowadzana wzrokiem piłkarzy, znalazła się w siatce.
W 27 min. pod polem karnym Wisły było ogromne zamieszanie, po którym piłka wpadła do siatki. Spiker powiedział, że autorem gola był Bartosz Bosacki, to samo powiedział po meczu trener drużyny gości, dopiero transmisja telewizyjna wskazała na Andrzeja Kobylańskiego jako tego, który władował głową piłkę do siatki.
Kolejne 20 minut spotkania znów przebiegało pod znakiem ataków gości, którzy jednak nie ustrzegli się błędów. Chyba zrezygnowali już z pilnowania Ireneusza Jelenia, który do tej pory nie błyszczał, tymczasem płocki napastnik tylko na to czekał. Dostał daleką piłkę, zobaczył przed sobą tylko Waldemara Piątka, przelobował go i patrzył, czy piłka wpadnie do siatki, czy zdążą ją wybić dwaj obrońcy Lecha. Nie zdążyli.
W 30 min. kontuzję odniósł Damian Nawrocik, który fatalnie wykręcił sobie stopę i został odwieziony do szpitala. W jego miejsce wszedł Zbigniew Zakrzewski, który swoją pierwszą sytuację miał w 45 min. Choć był na czystej pozycji i nikt go nie atakował, strzelił w boczną siatkę, ale sędzia doliczył aż cztery minuty i w ostatniej Zakrzewski jednak zdobył gola, strzelając z narożnika pola karnego w kierunku Kapsy, który chyba był już myślami w szatni.
II połowa to był pokaz gry Wisły i Vahana Gevorgyana, który zastąpił słabiutkiego Borisa Kondeva. Kiedy dołączył do niego Sławomir Peszko, obrona gości niemal nie istniała. Ale to Vahan był bohaterem sporego fragmentu meczu. W 61 min. kiedy to dostał piłkę z głębi pola, wpadł na pole karne, uwolnił się od dwóch obrońców, przełożył piłkę na lewą nogę i umieścił w siatce. W 76 min. w akcji pod polem karnym, Peszko dograł do Gevorgyana, a ten nie miał przed sobą nikogo, kto by mu przeszkodził, więc tylko pozostawało mu strzelić czwartego gola. Nie trzeba dodawać, że po tej bramce kibice na trybunach oszaleli z radości, a poznaniacy, którzy przyjechali dopingować swój zespół, całkowicie ucichli.
I w tym momencie potwierdza się stara maksyma, że gra się do końca. Zamiast cieszyć się z prowadzenia, piłkarze Wisły powinni pilnować swojej bramki. Tymczasem nie pomogło nawet wpuszczenie na boisko Marcina Janusa, który zastąpił Andrzeja Kobylańskiego. W 86 min. po dośrodkowaniu Łukasza Madeja do piłki nie doszedł Bartosz Jurkowski, tylko Rafał Lasocki, który głowa strzelił trzeciego dla Lecha gola. Ale to nie wszystko. Dosłownie za chwilę sędzia podyktował rzut wolny, który wykorzystał bardzo dobrze grający Michał Goliński. Dzięki tej bramce drużyny podzieliły się punktami.
Goście mogli jeszcze wygrać to spotkanie, a to za sprawą Zakrzewskiego, który w ostatniej minucie spotkania miał nieprawdopodobną okazję, ale opatrzność już czuwała nad płockim zespołem.
bramki: Romuzga 23, Jeleń 42, Gevorgyan 61, 76 oraz Kobylański (samobójcza) 27, Zakrzewski 45+4, Lasocki 87, Goliński 88
Wisła: Kapsa - Wasilewski, Duda, Jurkowski, Gęsior, Kazimierczak, Romuzga, Ekwueme (58 Peszko), Kobylański (84 Janus), Kondev (51 Gevorgyan), Jeleń.
Lech: Piątek - Krygier, Mowlik, Bosacki, Lasocki, Kaczorowski, Scherfchen (90 Piskuła), Goliński, Reiss, Grzelak (61 Madej), Nawrocik (33 Zakrzewski).
żółte kartki: Gęsior i Romuzga
widzów: ok. 4,5 tys.
Pozostałe wyniki:
Widzew Łódź - Odra Wodzisław 0:1, Amica Wronki - Górnik Polkowice 3;0, Świt Lukullus Nowy Dwór - Dospel Katowice 2:1, Górnik Zabrze - Wisła Kraków 0:4, Legia Warszawa - Polonia Warszawa 7:2, Groclin Grodzisk - Górnik Łęczna 4:0.
Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze