Zanim antyaborcyjna wystawa „Wybierz życie” pojawiła się w Płocku, śledziłem jej losy w Łodzi i Lublinie. Nie zdziwiły mnie zbytnio medialne doniesienia, opisujące reakcje ludzi na drastyczne zdjęcia ukazujące zmasakrowane zwłoki płodów ludzkich. Większość miała być negatywnie wstrząśnięta i oburzona, oprotestowała wystawę młodzieżówka demokratyczna, a radna SLD wespół z policją złożyła doniesienie do prokuratury i wniosek o ściganie autora ekspozycji za wykroczenie łamiące paragraf strzegący przyzwoitych rysunków i napisów w miejscach publicznych. Tylko nieliczni mieli wykazać nieco zrozumienia dla intencji organizatorów i uznali wystawę za ważną i potrzebną. Proporcje na niekorzyść obrońców życia, strachy przed organami ścigania na szczęście nie stanęły na przeszkodzie w pokazaniu wystawy w naszym mieście.
Główną bohaterką wystawy jest oczywiście aborcja, ale obok niej dyskretnie pojawia się także eutanazja. Bliźniacze siostry, z których bardziej zachłanna od kilkudziesięciu lat jest ta pierwsza. Ale czy można się dziwić, skoro wykonano przez całe minione stulecie tytaniczną pracę prania mózgów, aby stworzyć złudzenie, że jest moralnie i prawnie dopuszczalnym naturalnym sprzymierzeńcem człowieka w trudnych sytuacjach. Do tego stopnia, że każde wykroczenie przeciw niej prezentowane jest w mediach jako swego rodzaju przestępstwo godzące w ludzkie prawa, jako dyktat jakiejś ideologii przeciw zdrowemu pragmatycznemu rozsądkowi. Siłą wystawy jest to, że demaskuje ten rodzaj mentalności, udowadniając, że jest odwrotnie. Dlatego tak jest potrzebna jej kontrowersyjność i oburzenie, które rodzi. Unaocznia dramatyczny problem, który wymknął się naszej wrażliwości. Zmusza do określenia. Jesteśmy po stronie życia albo przeciw niemu, po stronie człowieka albo przeciw niemu. My ludzie, w epoce po Shoah.
Jak mogłoby być inaczej, kiedy patrzymy na zdjęcia ludzkiego płodu uśmierconego w różnych fazach życia prenatalnego – od 8 do 26 tygodnia ciąży. Patrzymy i nie mamy wątpliwości, że widzimy szczątki ludzkie: wyraźnie wyodrębnione rączki, nóżki, zarys twarzy, oczu, tułowia, wszystko jednak rozerwane na strzępy, zanurzone w kałuży krwi. Nie sposób nie widzieć, a widząc nie czuć, nie reagować, nie oburzać się. Patrzenie staje się probierzem naszej wrażliwości, naszej ludzkiej moralnej kondycji, naszego człowieczeństwa. Zmusza do odpowiedzi na pytanie o źródła naszej współczesnej proaborcyjnej mentalności, o stan naszego ducha, o to kim jesteśmy jako ludzie. Wyrywa z pułapki schematów, w które wtłoczyły nasz umysł chwytliwe medialne formuły. Przede wszystkim słowo „wybór”. Zilustrowano je fotografią poczętego ludzkiego płodu z rozerwanym brzuszkiem i klatką piersiową w kałuży krwi na ludzkiej dłoni. Takie w praktyce efekty może rodzić nieodpowiedzialne korzystanie z tego prawa. „Każdy ma wybór za wyjątkiem ofiar” krzyczą zdjęcia i liczby – mord Ormian w latach 1915 – 1923: półtora miliona ofiar (zgroza!), mord nienarodzonych: co roku 53 miliony ofiar na świecie (jak nazwać?). Wystawa przypomina, że walczymy o prawo wyboru, ale prawo to bezlitośnie segreguje dzieci na „chciane” i „niechciane” i znajduje dla tych ostatnich miejsce w koszu w gabinecie lekarza.
Terror czystek etnicznych w byłej Jugosławii i Ruandzie przeciwstawiony zostaje terrorowi „planowanego (przez aborcję) rodzicielstwa”. Szacunek dla zwierząt, brakowi szacunku dla człowieka. Odważnie nazywa się tu po imieniu elementy składowe procesu aborcji: lekarza zbrodniarzem, gabinet miejscem zbrodni, przedmiot zabiegu – ofiarą. Uświadamia, że w humanizujących się społeczeństwach karą za gwałt dla gwałciciela jest więzienie, dla poczętego człowieka – śmierć.
To wszystko może się nie podobać, ale wcale nie musi się podobać. Ma wstrząsać emocjonalnie i budzić intelektualnie do myślenia w kategoriach ludzkich o ludziach, o wartości życia tak deprecjonowanego przez medialną dyktaturę moralnego indyferentyzmu infekowanego młodym pokoleniom jako postępowe prawo stanowiące rzekomo gwarancję wolności. Ale nawet wolność musi znać swoje granice. Dopiero dzięki nim staje się wolnością w pełni dojrzałą.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze