Pani Ewa Bem wyraziła ostatnio w telewizji bardzo grzecznie pobożne życzenie, pod którym podpisalibyśmy się pewnie wszyscy: “Tak jak jest, być nie może, musi być inaczej”. Inni też grzecznie i coraz donośniej domagają się wprost obalenia “Trzeciej” Rzeczpospolitej i zastąpienia jej “Czwartą”.Znam polityka, który 10 lat temu prorokował kiepski koniec naszej demokracji i wzywał do zmiany ustroju, ale że nie siedział przy Okrągłym Stole, a przy tym zamiast krawata nosił i nosi nadal muszkę, więc nie pasował do towarzystwa, stąd nikt jego przestróg nie brał ani do serca, ani do rozumu. No i doigraliśmy się. Czuję, jak większość, że jest rzeczywiście źle. I tak jak większość rodaków mam już dosyć politycznego i moralnego warcholstwa, które zaserwowała nam i serwuje z coraz większą natarczywością coraz bardziej zepsuta klasa polityczna. Z obrzydzeniem patrzę, jak parlamentarzyści, którzy ślubowali “rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu” (art. 104 Konstytucji) okłamują mnie, głosując za nieobecnych, z obrzydzeniem patrzę, jak politycy mojej lokalnej społeczności fałszują wynik wyborów a potem, tracąc większość w składzie Rady Miasta, dla obrony stołków nie chcą poddać się demokratycznym procedurom zmiany władz Rady. Z obrzydzeniem patrzę na towarzystwo trzymające władzę w Polsce, które handluje ustawami, rozdziela za łapówki koncesje, nakłada na coraz bardziej biedniejące społeczeństwo ciężary nie do udźwignięcia, a przed sejmową komisją osłania niepamięcią swe ciemne sprawki. Z obrzydzeniem patrzę, jak urzędnicy Fundacji Polsko - Niemieckie Pojednanie wypłacają sobie setki tysięcy złotych premii, bo, tłumaczą, to służyło podniesieniu skuteczności ich pracy. Z niepokojem obserwuję, jak biednieją wokół ludzie, jak rośnie bezrobocie, jak trudno żyć za nędznych kilkaset złotych, które z łaski państwa dostaje emeryt, nauczyciel, pielęgniarka, lekarz. Nie takiej Polski chcieliśmy po obaleniu komunizmu i nie w takiej Polsce chcemy żyć. Taką jednak Polskę zmajstrowali nam ludzie wybrani przez nas samych. Takie są reguły demokracji. Wybieramy, by szybko potem spostrzec, ze wybór obraca się przeciwko nam. Niby wybieramy innych, a okazuje się, że rządzą tak samo. Co mają na myśli ci, którzy chcą dziś skończyć z “Trzecią” Rzeczpospolitą i powołać “Czwartą”? Mam nadzieję, że nie chodzi tylko o wymianę ludzi w ramach tych sił politycznych, które aktywnie urządzały nam państwo w ciągu ostatniej dekady. Zmiana ludzi tu naprawdę nic nie pomoże. Nowi ludzie będą wcielać w życie te same, szkodliwe dla społeczeństwa programy. Trzeba zmienić ustrój, fundamenty, na których opiera się gospodarka i system polityczny. Propozycja, by zacząć od zmiany ordynacji wyborczej nie jest zła. Układ, w którego rękach jest Polska od początku transformacji, zabezpieczył swój byt na scenie politycznej proporcjonalną ordynacją wyborczą. Zmiana prawa wyborczego kilka lat temu we Włoszech z proporcjonalnego na większościowe (z jednego okręgu wybieramy jednego posła) zmiotła ze sceny politycznej układ socjaliści - chadecy, który rządził Włochami przez kilkadziesiąt lat po wojnie, tonąc w gigantycznych aferach korupcyjnych. Może trzeba postąpić podobnie. Do Prezydenta wpłynęła prośba środowisk intelektualnych o wystąpienie z inicjatywą ustawodawczą, zmieniającą w tym kierunku zasady prawa wyborczego. Czekamy zatem na decyzję w tej sprawie. Na razie padła tylko propozycja przedterminowych wyborów parlamentarnych. A więc po staremu, tylko szybciej. Czemu nie zmniejszyć sejmu do stu posłów, senatu do szesnastu senatorów (po jednym z województwa), na wzór amerykański prezydenta wyposażyć w kompetencje władzy wykonawczej, zredukować radykalnie administrację na szczeblu centralnym i lokalnym? Musimy rządzić się taniej, jeśli chcemy odnieść także sukces gospodarczy. Niestety Wysoki Komisarz Unii Europejskiej Romano Prodi ma dla nas inny plan. Musimy, aby dostosować się do standardów unijnych, zwiększyć ilość urzędników o kilkadziesiąt tysięcy. Może dlatego towarzystwo, którego władza tak bardzo wychodzi nam bokiem, z taką siłą zachęca nas do poparcia akcesji, bo wtedy już niczego radykalnie nie będziemy musieli reformować sami, przynajmniej nie zdążymy do czasu, dopóki towarzystwo nie ulokuje się na lukratywnych posadach w Brukseli za parędziesiąt tysięcy euro miesięcznie. A dla nas pracy może zabraknąć i tam i szczególnie tutaj. Ale może się martwię za wcześnie i nie do końca poprawnie politycznie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze