Reklama

Zza kierownicy

11/06/2022 08:00

Tak się złożyło, że w ostatni weekend pokonałem pół tysiąca kilometrów polskimi drogami. To wystarczający argument, by pochylić się nad kondycją kierowcy w naszym pięknym kraju. Zatem do rzeczy! Na początek weźmy na warsztat drogi. Sporo ich przez trzydzieści parę lat nabudowano. I trasa mojego objazdu wiodła w większości tymi nowymi odcinkami. Czasem jednak trzeba było "powrócić do peerelu"... Odnowionego, zmodernizowanego, ale jednak! Znają to uczucie doskonale podróżujący z naszego pięknego miasta do stolicy. Dwie trzecie dystansu to powrót do lat młodości (dla Czytelnika w moim wieku), reszta szczęśliwie przenosi zmęczonego nieco amatora podróży... Może nie "do Europy", ale bliżej marzeń. W każdym razie takie miałem odczucie, bo większość czasu podróży spędziłem właśnie na S7. Był jeszcze wariant pośredni, z pasami do wyprzedzania naprzemiennie, w jedną i drugą stronę, jak na obwodnicy Gostynina. I natrętnie narzucała się myśl: a może zanim powstanie CPK i wszelkie problemy komunikacyjne znikną jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, może by takie rozwiązanie od Płocka do Zakroczymia...
Wróćmy na Ziemię! A tu na kierowcę czyhają konsekwencje, czy jak mówił Kisiel, rezultat. Mianowicie rezultat zmian w przepisach ruchu drogowego. A dokładniej zaostrzenie kar za wykroczenia drogowe. Nie wiem jak się rzeczy mają z kierowcami (ja się staram, ale nie zawsze wychodzi...), ale z pewnością zaszła zmiana w zachowaniu pieszych. Za czasów mojej młodości już od najmłodszych lat wpajało się dziecku kardynalną zasadę. Zanim wkroczysz na jezdnię, spójrz w lewo, potem w prawo, jeszcze raz w lewo i kiedy upewnisz się, że nie nadjeżdża żaden pojazd - przechodź! I tak było bardzo, bardzo długo, aż jakaś mądra głowa wymyśliła, że pieszych trzeba szczególnie chronić. Na przejściach w okolicy szkół pojawili się "przebierańcy" z lizakami, którzy zatrzymywali samochody ilekroć jakiś dzieciak zbliżał się do tegoż przejścia z zamiarem przekroczenia jezdni. Oczywiście dzieciak już się nie rozglądał w prawo i lewo, bo po co? Jak to wpłynęło na jego zachowanie na innych przejściach, gdzie "przebierańca" nie było, nie wiem... Ale postęp trwa i dziś już ów dzieciak nie musi się rozglądać na żadnym przejściu, bo chroni go wysoki mandat dla kierowcy, który jadąc nie rozgląda się na lewo i prawo, czy do przejścia nie zbliża się jakiś pieszy. Albo rowerzysta…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości