Tak się złożyło, że w ostatni weekend pokonałem pół tysiąca kilometrów polskimi drogami. To wystarczający argument, by pochylić się nad kondycją kierowcy w naszym pięknym kraju. Zatem do rzeczy! Na początek weźmy na warsztat drogi. Sporo ich przez trzydzieści parę lat nabudowano. I trasa mojego objazdu wiodła w większości tymi nowymi odcinkami. Czasem jednak trzeba było "powrócić do peerelu"... Odnowionego, zmodernizowanego, ale jednak! Znają to uczucie doskonale podróżujący z naszego pięknego miasta do stolicy. Dwie trzecie dystansu to powrót do lat młodości (dla Czytelnika w moim wieku), reszta szczęśliwie przenosi zmęczonego nieco amatora podróży... Może nie "do Europy", ale bliżej marzeń. W każdym razie takie miałem odczucie, bo większość czasu podróży spędziłem właśnie na S7. Był jeszcze wariant pośredni, z pasami do wyprzedzania naprzemiennie, w jedną i drugą stronę, jak na obwodnicy Gostynina. I natrętnie narzucała się myśl: a może zanim powstanie CPK i wszelkie problemy komunikacyjne znikną jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, może by takie rozwiązanie od Płocka do Zakroczymia...
Wróćmy na Ziemię! A tu na kierowcę czyhają konsekwencje, czy jak mówił Kisiel, rezultat. Mianowicie rezultat zmian w przepisach ruchu drogowego. A dokładniej zaostrzenie kar za wykroczenia drogowe. Nie wiem jak się rzeczy mają z kierowcami (ja się staram, ale nie zawsze wychodzi...), ale z pewnością zaszła zmiana w zachowaniu pieszych. Za czasów mojej młodości już od najmłodszych lat wpajało się dziecku kardynalną zasadę. Zanim wkroczysz na jezdnię, spójrz w lewo, potem w prawo, jeszcze raz w lewo i kiedy upewnisz się, że nie nadjeżdża żaden pojazd - przechodź! I tak było bardzo, bardzo długo, aż jakaś mądra głowa wymyśliła, że pieszych trzeba szczególnie chronić. Na przejściach w okolicy szkół pojawili się "przebierańcy" z lizakami, którzy zatrzymywali samochody ilekroć jakiś dzieciak zbliżał się do tegoż przejścia z zamiarem przekroczenia jezdni. Oczywiście dzieciak już się nie rozglądał w prawo i lewo, bo po co? Jak to wpłynęło na jego zachowanie na innych przejściach, gdzie "przebierańca" nie było, nie wiem... Ale postęp trwa i dziś już ów dzieciak nie musi się rozglądać na żadnym przejściu, bo chroni go wysoki mandat dla kierowcy, który jadąc nie rozgląda się na lewo i prawo, czy do przejścia nie zbliża się jakiś pieszy. Albo rowerzysta…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze