Reklama

Zofia Kucówna – pożegnanie. Razem z aktorem przemijają jego role

Wykreowała wybitne role w teatrze i filmie. Doceniali ją krytycy. Wspaniała dykcja, uśmiech, serdeczność przyniosły jej sympatię widowni. Zmarła tuż przed swoimi 90. urodzinami.

Zofia Kucówna zawsze kojarzyć mi się będzie z Gertrudą w „Hamlecie”, Gospodynią w „Weselu”, Natalią w „Miesiącu na wsi”, Bronką z telewizyjnego spektaklu „Dziewczęta z Nowolipek”. Do Teatru Narodowego za dyrekcji Adama Hanuszkiewicza jeździło się na Olbrychskiego, który porywająco grał Hamleta i Beniowskiego, ale ról pani Zofii w tych samych spektaklach nie sposób zapomnieć. Olśniła mnie zwłaszcza jako Gertruda.

Podobne uczucia miałam po obejrzeniu „Miesiąca na wsi” Turgieniewa w nieistniejącym Teatrze Małym, który mieścił się na wschodniej ścianie Marszałkowskiej. W tym spektaklu fascynujące było wszystko, a zwłaszcza scenografia Xymeny Zaniewskiej – z prawdziwą trawą, sadzawką pełną wody, wiklinowymi fotelami. Aktorzy otoczeni z trzech stron publicznością byli na wyciągnięcie ręki. Zofia Kucówna – w pięknej białej sukni, z wylegującymi się u jej stóp psami – grała Natalię Pietrowną zafascynowaną młodym korepetytorem (Krzysztof Kolberger). Wyglądała i grała wspaniale.

Reklama

Sama aktorka wspominała, że zespół bardzo lubił grać ten spektakl. I pewnie czuli to widzowie, dzięki którym nie schodził z afisza. Zagrano go prawie 300 razy. Fani potrafili wstać bladym świtem, żeby od piątej rano ustawić się w kolejce po bilety albo kupić je po wielokrotnie wyższej cenie u konika. Który dziś spektakl mógłby liczyć na takie uwielbienie?

A potem spotykałam panią Zofię jako aktorkę wędrującą. Jeździła po Polsce z prozą Marii Kuncewiczowej i Marii Dąbrowskiej. Mówiła wiersze Julii Hartwig i Kazimiery Iłłakowiczówy. Była Marią Curie-Skłodowską i „Marią” Iredyńskiego.

Reklama

W 1994 roku gościła w pałacu w Sannikach, na organizowanym przez miejscowe Koło Towarzystwa im. Fryderyka Chopina koncercie łączącym recital fortepianowy z poezją. W upalne niedzielne popołudnie rozbrzmiewały mazurki i Polonez A-dur w wykonaniu młodej pianistki Anny Marii Stańczyk (dziś znanej w Europie artystki).

Pani Zofia w swój występ wplotła fragmenty listów Chopina do George Sand. To spotkanie opisała w książce „Zapach szminki”:

„Dyskretnie spacerowałam oczami po widowni. W pierwszym rzędzie panienka w czarnej trykotowej koszulce z napisem biegnącym przez ładnie wypukłą pierś: «I like Fryderyk Chopin». Obok niej dziewczynka z gołymi stópkami, machająca nimi w takt poloneza. W drugim rzędzie starszy przystojny pan, w towarzystwie nobliwie wyglądającej pani, w ładnej, beżowej sukni w białe kropki. Dalej śliczna kobieta o niebieskich oczach, w słomkowym kapeluszu, nałożonym na bakier na lewe oko. Młodziutka dziewczyna z chabrowym wieńcem na głowie, a' la Wyspiański. Obok niej druga obejmująca ramionami ogromne naręcze pastewnych, żółtych łubinów. Jeszcze pani z cienkim wysokim kokiem jak antena, jeszcze tęgi pan o twarzy gładkiej i błyszczącej niby księżyc w pełni i jeszcze... i jeszcze... i jeszcze... na pewno około stu osób... Polonez toczył się spacerowym rytmem. Pomyślałam: po co ja tę George Sand wybrałam. Tu, w polskich Sannikach, przez miedzę z Żelazową Wolą, należało mówić może «Kwiaty polskie» Tuwima, a może Mickiewiczowską «Inwokację»...”.

Reklama

Aktorce podziękowały naręczem łubinów uczestniczki pleneru, który prowadził artysta plastyk Alojzy Balcerzak z galerii Koszelówka. Oddała je pomnikowemu Fryckowi – rzeźbie dłuta Ludwiki Nitschowej w parku. A na pożegnanie „klepnęła go konfidencjonalnie w ledwo zarysowane pod pielgrzymią opończą kolano”.

- Cieszę się, że była w sannickim pałacu, że pozostawiła w tych murach i w pamięci słuchaczy coś ze swego talentu i osobowości – wspomina Aleksandra Głowacka, przewodnicząca Koła TiFC.

W kwietniu 2009 roku, na zaproszenie Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru i Książnicy Płockiej, aktorka gościła w Płocku. W sali pełnej publiczności opowiadała, jak zaczęła się jej przygoda z aktorstwem. Wspominając ulubione role i pracę na rzecz Domu Aktora w Skolimowie, powiedziała:

Reklama

- Zakochałam się w tym czymś tajemnym, co odbywa się pomiędzy aktorem a widownią. Z perspektywy czasu wiem, że z zawodu niewiele zostaje, bo jest to bardzo ulotna sztuka. Razem z aktorem przemijają wszystkie jego role.

Komplementowała publiczność:

- Tylko do Płocka przyjeżdżać. Coś pięknego. Po spotkaniu ustawiła się długa kolejka, by zdobyć autograf w książce „Zatrzymać czas”.

Zofia Kucówna urodziła się 12 maja 1933 roku w Warszawie. Absolwentka Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST (1955) debiutowała w „Balladach i romansach” Mickiewicza w Teatrze Młodego Widza w Krakowie. Od 1958 roku związana ze scenami warszawskimi. Występowała m.in. w Teatrze Powszechnym (wiele znakomitych ról w przedstawieniach reżyserowanych przez Adama Hanuszkiewicza), Ateneum, Narodowym, Współczesnym.

Reklama

Pamiętne role stworzyła w spektaklach Teatru Telewizji (m.in. Manduła w „Zawiszy Czarnym” Słowackiego, Swentyna w „Beniowskim” Słowackiego, Zosia w „Panu Tadeuszu” Mickiewicza, Sonia w „Zbrodni i karze” wg Dostojewskiego, tytułowa „Panna Julia” Strindberga, Panna Aniela w „Damach i huzarach”). Rzadko grała w filmie, ale zawsze zwracała uwagę. Najważniejsze tytuły: „Wielka, większa i największa” Anny Sokołowskiej, „Wiano” Jana Łomnickiego (Bronka Drzemlikówna), „Spirala” Krzysztofa Zanussiego, „Syzyfowe prace” Pawła Komorowskiego. Zagrała w serialach „Egzamin z życia”, „Dwie strony medalu”, „Dom nad rozlewiskiem”.

Wielu osobom kojarzyć się będzie z piosenkami „Kaziu, zakochaj się” z Kabaretu Starszych Panów i „Jaki śmieszny jesteś pod oknem” Osieckiej.

Reklama

W warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza uczyła wiersza. Napisała wspomnieniowe książki: „Zatrzymać czas”, „Zdarzenia potoczne”, „Zapach szminki” (2000), „Szara godzina” (2012) i zbiór felietonów „Opowieści moje”.

- Poznałem Zofię Kucównę 60 lat temu. Była niezwykle wyrazistą i jedyną w swoim rodzaju aktorką. Prawdziwie potrafiła rzeźbić głosem, była mistrzynią pauzy. Każda jej rola była inna. A zagrała ich mnóstwo. Jednak w środowisku znana była jako do szaleństwa oddana osoba idei prowadzenia Domu Artystów Weteranów w Skolimowie. W trudnych czasach socjalistycznych, wykorzystując swoją popularność, załatwiała niezbędne sprzęty, dotacje na remonty, konsultowała prowadzenie domu. Każdą chwilę poza teatrem, radiem czy telewizją oddawała Skolimowowi. Na mieszkańców domu mówiła, że są jej „ciociami i wujkami”. Ale miała jeszcze jedną niepowtarzalną zdolność! Potrafiła swoją pasją zarazić młodsze koleżanki i kolegów. Wychowywała nas, doskonale zdając sobie sprawę, że nie będzie miała sił prowadzić DAW wiecznie. Razem z Marlenką Miarczyńską miałem to szczęście, że staliśmy się jej skolimowskimi dziećmi. A kiedy sama Zosia postanowiła zamieszkać w Skolimowie, specjalnie dla niej wyremontowaliśmy piękny słoneczny pokój z ogromnym balkonem, który zapełniła niezliczoną ilością zdjęć i pamiątek związanych z jej artystycznym życiem – mówi Krzysztof Szuster.

Reklama

Zofia Kucówna zmarła 6 kwietnia. Msza pogrzebowa odbyła się 15 kwietnia w bazylice św. Krzyża w Warszawie. Koleżankę żegnali aktorzy: Maja Komorowska, Daniel Olbrychski, Emilia Krakowska, Teresa Lipowska, Ewa Wiśniewska, Anna Korcz, piosenkarka Irena Santor i prezes ZASP Krzysztof Szuster. Spoczęła w kwaterze aktorów na cmentarzu w Skolimowie.

Fot. ze zbiorów A. Głowackiej

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości