Reklama

Zginęli za Polskę

24/10/2000 14:31
1 września - 1939 roku wyrusza w Poznania grupa młodych harcerzy w wieku 16 - 17 lat, wyrażających chęć walki z wrogiem.8 września grupa ta dociera na szlakach odwrotu do Podgórza, w powiecie płockim, z myślą przedostania się do Warszawy. Zmotoryzowane kolumny wojsk niemieckich były szybsze - teren do Wisły został opanowany już przed 8 września, więc harcerze ukrywali się na terenie wsi Rakowo, częściowo zamieszkałej przez kolonistów niemieckich. W wyniku donosu wojskowym władzom niemieckim, dochodzi do walki, harcerze nie chcą się poddać, wielu z nich ginie, pozostali ranni zostają bezlitośnie dobici na polu stanowiącym własność Jana Gasika. Okoliczni rolnicy za zgodą Niemców zbili kilka trumien i pochowali na tymże polu pomordowanych chłopców. Wczesną wiosną 1941 roku w wyniku starań księdza Longina Wiśniewskiego, który będąc na parafii w Miszewie Murowanym miał dodatkowy obowiązek pracy w parafii Zakrzewo, zaistniały możliwości identyfikacji zwłok. Po uzyskaniu zgody na ich pochówek na cmentarzu w Zakrzewie, przy pomocy pracującego na plebani w Kępie Polskiej mieszkańca wsi Zakrzewo Stanisława Radziłowskiego, odkopano zwłoki. Przy pięciu ciałach odnaleziono adresy ich miejsc zamieszkania. Ksiądz Wiśniewski po godnym pogrzebie pomordowanych harcerzy napisał do kilku rodzin powiadamiając je o śmierci dzieci. Na cmentarzu spoczywają: Jan Drygała, Kazimierz Figurski, Józef Kasprzak, Marian Koperski, Stefan Matuszewski, Adam Nadolski, Henryk Wiciak i Ludomir Wojtowski. Po wojnie grób ten został upamiętniony i jest pod stałą opieką młodzieży ze szkoły w Podgórzu. W samym Bodzanowie, 27 września żołnierz niemiecki zabił głuchego Konstantego Polewskiego, gdy ten nie zareagował na jego pytanie. Był to starszy już człowiek, który zarabiał na swe utrzymanie pracą sprzątacza ulicznego i nosiwody. Zwycięstwa w Kampanii Wrześniowej i pokonanie Polski, spowodowały iż Hitler, dekretem z dnia 28 października 1939 zaanektował znaczną część Polski, a władze okupacyjne utworzyły Regencję Ciechanów (Regierungsbezirk Zichenau). Sam Płock nosił nazwę Schrottersburg a w powiatach Płock i Sierpc nadano wszystkim wsiom i miastom nazwy niemieckie. Bodzanów otrzymał nazwę Sporwitten. Pierwszym prezydentem rejencji Ciechanów został w październiku 1939 roku dr Herman Bethke (zginął w pierwszym kwartale 1940 r). Siedziba gestapo dla Regencji została umieszczona w Płocku. Jej szefami byli: dr Fredrich Rang (listopad 1939 do 29 stycznia 1940 roku ), Hartmunt Pulmer (od 39 stcznia 1940 do 30 grudnia 1942 roku). Ostatnim był Fredrich Schulz (do 10.01.1945 r.). Landratem w Płocku został Fechr, który jednocześnie był kreisleiterem NSDAP na powiat płocki. Stosując terror w stosunku do ludności polskiej i żydowskiej, okupanci rozpoczęli szykany. Jedną z nich było wydane zarządzenie w grudniu 1939 r. by Judenrat zebrał kontrybucję 1 miliona złotych od płockich Żydów. Z trudem zebrali oni 180 tysięcy złotych i 20 tysięcy w kosztownościach. Niemcy wzięli natychmiast zakładników. Była to ich stała metoda także w stosunku do Polaków. Nad zakładnikami często się znęcali. Polacy świadomi poczucia narodowego zaczęli organizować się w grupy podziemne. Już w grudniu 1939 r., wiodącą rolę w płockim ruchu oporu odegrał kpt. Jurecki pseudonim "Horyń". On to mianował pierwszego Komendanta na gminę - Bodzanów i Miszewo. Został nim ppor. rezerwy, lekarz weterynarii z Bodzanowa, Eugeniusz Skalowski. Jego zastępcami zostali: ogniomistrz podchorąży Franciszek Rokicki, ppor. rezerwy Jerzy Gniazdowski (na gminę Miszewo) oraz ppor. rezerwy Jan Walewski z Leksyna. W krótkim czasie zwerbowalioni i zaprzysięgli około 120 członków POZ. Przynależność była początkowo oparta na systemie trójkowym, mającym na celu ograniczenie poznania się wszystkich uczestników. Organizacja zajmowała się się gromadzeniem broni, podawaniem wiadomości z ukrytych aparatów radiowych odbieranych z audycji BBC z Londynu oraz rozpowszechnianiem prasy podziemnej, którą otrzymywano z Warszawy. W tym czasie rozpoczęły się już pierwsze aresztowania. Z ośrodka kościelnego Mariawitów w Felicjanowie koło Bodzanowa zostali zabrani: kapłan Wacław Maria August Szuligiewicz - ginie już w Działdowie 10 grudnia 1940 roku, po nim bp. Jan Maria Michał Kowalski, zamordowany w Dachau 26 maja 1940. Następują aresztowania wielu księży katolickich z arcybiskupem Antonim Nowowiejskim na czele, który umiera z wyczerpania w Działdowie, jako jedna z wielu tysięcy ofiar tego obozu karnego. W samym obozie w Pomiechówku, Niemcy mordują około 1500 ludzi, 14 czerwca w Oświęcimiu ginie mieszkaniec Bodzanowa Marian Franciszek Szczgielski, po nim w Działdowie Antoni Jankowski. W czerwcu zostaje zastrzelona siostra zakonna z Felicjanowa Marianna Dąbrowska. Dnia 23 sierpnia, w godzinach wieczornych w Słupnie, wracali rowerami do koszar 3 pijani junacy z grupy stacjonujących tam 1400 junaków "Reichsarbeitdienstu". Jeden z nich o nazwisku Krause przewrócił się na łuku szosy, potłukł dotkliwie twarz i ręce. Było to akurat przy kuźni, stanowiącej własność rodziny Popławskich. Po przybyciu do koszar usprawiedliwiając swe zachowanie podali, iż zostali napadnięci przez braci Popławskich Jana, Henryka, Tadeusza i Stefana. Reakcja gestapo była natychmiastowa. Szef gestapo Pulmer wydał rozkaz aresztowania 25 zakładników z terenu gminy Bodzanów, Miszewo i Borowiczki. Aresztowani zostają odwiezieni do Słupna w dniu 28 sierpnia 1942 roku i ulokowani w pobliżu kościoła. Żandarmi spędzili ludność z okolicznych wsi. Gestapowiec Pulmer odczytał wyrok. Odliczał co piątego do zwolnienia, pozostałych 20 powieszono. Zginęli: Dorobek Franciszek z Niesłuchowa, Lewandowski Adam z Chodkowa, Podlaski Jan z Niesłuchowa, Żaczkowski Henryk z Chodkowa, Zieliński Wacław z Parkoczewa, 3 braci Poławskich - Henryk, Tadeusz i Stefan (Jan został ścięty w Królewcu), Józef Banasiak ze Słupna, Feliks Bombała z Chilina, Zygmunt Fijałkowski z Miszewa, Tadeusz Grabowski z Wykowa, Eugeniusz Mazurek z Warszawy, Czesław Michalski ze Słupna, Władysław Wawrzyniak z Wykowa, Eugeniusz Ziembowicz ze Słupna. Matka braci Popławskich, przerwała kordon żołnierzy i dopadła do nóg Pulmera, błagając go o litość dla jej najmłodszego, 16-letniego syna Stefana. Jej pełen rozpaczy głos wycisknął łzy u obecnych tam Polaków. Gestapowiec odtrącił ją i zarządził egzekucję. Franciszek Dorobek przed swym powieszeniem krzyknął jeszcze: "Niech żyje Polska nasza Ojczyzna". Uderzony kolbą karabinu stracił przytomność. Pod wieczór zdjęto ciała i wrzucono do uprzednio wykopanego dołu, a teren zniwelowano, by nie został ślad po mogile. W następnych dniach i miesiącach matka powieszonych przychodziła na ich grób, modląc się w miejscu, gdzie zginęli jej wszyscy synowie. Dziś jest tam pomnik. Niemcy poprzez swych agentów szybko dowiedzieli się o ruchu oporu w Bodzanowie i okolicy. Sam "Hryń" ukrywał się w majątku Kurowo u państwa Chrościckich. W sierpniu znalazł się w Warszawie. W połowie czerwca 1942 roku ogniomistrz podchorąży Franciszek Rokicki przypadkowo zostaje aresztowany przy przekraczaniu granicy Generalnej Guberni w okolicach Sochaczewa. Rozpoznany, bity wielokrotnie, osadzony został w więzieniu w Płocku. W Bodzanowie ucieka przed aresztowaniem Skalmowski i ukrywa się u Czesława Pioruńskiego, przy jego pomocy w Wyszogrodzie przeprawia się przez Wisłę, ścigany listami gończymi gestapo płockiego. Dalsi aresztowani to piekarz Żółtowski z synem, listonosz Czyż, kowal Stanisław Woźniak, Józef Benirowski, Józef Buchwejc i jego bracia Stanisław i Jan, Stanisław Rakowski, Ryszard Stanisław Kornacki i wielu innych. Wielokrotnie bici czekają swego losu. Po kilku tygodniach hitlerowcy zwalniają kilku z nich w tym Stanisława i Jana Buchwejców oraz Jana Bielaka, przebywającego w więzieniu pod innym nazwiskiem. 18 września 1942 roku na posterunek policji w Bodzanowie zostaje dowiezionych 13 więźniów - ulokowanych następnie pod silną strażą w tutejszej szkole. Żandarmi budują przy cmentarzu w Bodzanowie szubienicę pochodzącą z krzyża misyjnego z Bulkowa. Spędzają ludność i sołtysów, otaczają teren junakami z Chodkowa, którzy byli tam skoszarowani. Czekając na Pulmera, wcześniej gipsują usta więźniom, by ci nie krzyczeli o Niepodległej Polsce. Po południu zaczyna się kaźnia. Zebrani przed szubienicą więźniowie czekali na odczytanie wyroku, następnie zmuszeni sołtysi mieli za zadanie wytrącenia im stołków spod nóg. Sołtys z Bodzanowa Józef Szelągowski odmówił wykonania polecenia. Ciężko pobity zmarł po 6 miesiącach. Przy zakładaniu pętli Zygmunt Benirowski kopnął jednego z oprawców. Reakcja gestapowca była natychmiastowa uderzenia powodują u więźnia połamanie kończyn i przyśpieszenie śmierci. Inny więzień pochodzący z Sierpca Leon Kalisz zrywa się ze sznura. Ze strony obecnych na egzekucji Polaków padają okrzyki: "niewinny - niewinny", bez skutku. Zginęli wszyscy: Benirowski Józef (rocz. 1920 r.), Buchwejc Józef (1921), Kornacki Ryszard Stanisław (1924), Rokicki Franciszek (1916), wszyscy z Bodzanowa, Rakowski Stanisław (1896), oraz dowiezieni z innych terenów: Gąsiorowski Edward (1906), Kalisz Leon (1911), Michalak Wiktor (1911), Praśniewski Henryk (1906), Rutkowski Czesław (1893), Szrejtner Kazimierz - ogniomistrz 8 PAL, mieszkaniec Płocka (1989), Złotnicki Jan (1909), Leszczyński Wacław (1909). Po kilku godzinach zostają zdjęci z szubienicy i wywiezieni do Chodkowa na kirkut żydowski, gdzie we wspólnej mogile czekali na swą ekshumację do wiosny 1945 roku. Ich przelana krew nie może być zapomniana. Niech przypomina o najcięższym okresie naszego narodu młodemu pokoleniu Polaków. Opracował Stefan Popiołek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości