1 września - 1939 roku wyrusza w Poznania grupa młodych harcerzy w wieku 16 - 17 lat, wyrażających chęć walki z wrogiem.8 września grupa ta dociera na szlakach odwrotu do Podgórza, w powiecie płockim, z myślą przedostania się do Warszawy. Zmotoryzowane kolumny wojsk niemieckich były szybsze - teren do Wisły został opanowany już przed 8 września, więc harcerze ukrywali się na terenie wsi Rakowo, częściowo zamieszkałej przez kolonistów niemieckich. W wyniku donosu wojskowym władzom niemieckim, dochodzi do walki, harcerze nie chcą się poddać, wielu z nich ginie, pozostali ranni zostają bezlitośnie dobici na polu stanowiącym własność Jana Gasika. Okoliczni rolnicy za zgodą Niemców zbili kilka trumien i pochowali na tymże polu pomordowanych chłopców. Wczesną wiosną 1941 roku w wyniku starań księdza Longina Wiśniewskiego, który będąc na parafii w Miszewie Murowanym miał dodatkowy obowiązek pracy w parafii Zakrzewo, zaistniały możliwości identyfikacji zwłok. Po uzyskaniu zgody na ich pochówek na cmentarzu w Zakrzewie, przy pomocy pracującego na plebani w Kępie Polskiej mieszkańca wsi Zakrzewo Stanisława Radziłowskiego, odkopano zwłoki. Przy pięciu ciałach odnaleziono adresy ich miejsc zamieszkania. Ksiądz Wiśniewski po godnym pogrzebie pomordowanych harcerzy napisał do kilku rodzin powiadamiając je o śmierci dzieci. Na cmentarzu spoczywają: Jan Drygała, Kazimierz Figurski, Józef Kasprzak, Marian Koperski, Stefan Matuszewski, Adam Nadolski, Henryk Wiciak i Ludomir Wojtowski. Po wojnie grób ten został upamiętniony i jest pod stałą opieką młodzieży ze szkoły w Podgórzu. W samym Bodzanowie, 27 września żołnierz niemiecki zabił głuchego Konstantego Polewskiego, gdy ten nie zareagował na jego pytanie. Był to starszy już człowiek, który zarabiał na swe utrzymanie pracą sprzątacza ulicznego i nosiwody. Zwycięstwa w Kampanii Wrześniowej i pokonanie Polski, spowodowały iż Hitler, dekretem z dnia 28 października 1939 zaanektował znaczną część Polski, a władze okupacyjne utworzyły Regencję Ciechanów (Regierungsbezirk Zichenau). Sam Płock nosił nazwę Schrottersburg a w powiatach Płock i Sierpc nadano wszystkim wsiom i miastom nazwy niemieckie. Bodzanów otrzymał nazwę Sporwitten. Pierwszym prezydentem rejencji Ciechanów został w październiku 1939 roku dr Herman Bethke (zginął w pierwszym kwartale 1940 r). Siedziba gestapo dla Regencji została umieszczona w Płocku. Jej szefami byli: dr Fredrich Rang (listopad 1939 do 29 stycznia 1940 roku ), Hartmunt Pulmer (od 39 stcznia 1940 do 30 grudnia 1942 roku). Ostatnim był Fredrich Schulz (do 10.01.1945 r.). Landratem w Płocku został Fechr, który jednocześnie był kreisleiterem NSDAP na powiat płocki. Stosując terror w stosunku do ludności polskiej i żydowskiej, okupanci rozpoczęli szykany. Jedną z nich było wydane zarządzenie w grudniu 1939 r. by Judenrat zebrał kontrybucję 1 miliona złotych od płockich Żydów. Z trudem zebrali oni 180 tysięcy złotych i 20 tysięcy w kosztownościach. Niemcy wzięli natychmiast zakładników. Była to ich stała metoda także w stosunku do Polaków. Nad zakładnikami często się znęcali. Polacy świadomi poczucia narodowego zaczęli organizować się w grupy podziemne. Już w grudniu 1939 r., wiodącą rolę w płockim ruchu oporu odegrał kpt. Jurecki pseudonim "Horyń". On to mianował pierwszego Komendanta na gminę - Bodzanów i Miszewo. Został nim ppor. rezerwy, lekarz weterynarii z Bodzanowa, Eugeniusz Skalowski. Jego zastępcami zostali: ogniomistrz podchorąży Franciszek Rokicki, ppor. rezerwy Jerzy Gniazdowski (na gminę Miszewo) oraz ppor. rezerwy Jan Walewski z Leksyna. W krótkim czasie zwerbowalioni i zaprzysięgli około 120 członków POZ. Przynależność była początkowo oparta na systemie trójkowym, mającym na celu ograniczenie poznania się wszystkich uczestników. Organizacja zajmowała się się gromadzeniem broni, podawaniem wiadomości z ukrytych aparatów radiowych odbieranych z audycji BBC z Londynu oraz rozpowszechnianiem prasy podziemnej, którą otrzymywano z Warszawy. W tym czasie rozpoczęły się już pierwsze aresztowania. Z ośrodka kościelnego Mariawitów w Felicjanowie koło Bodzanowa zostali zabrani: kapłan Wacław Maria August Szuligiewicz - ginie już w Działdowie 10 grudnia 1940 roku, po nim bp. Jan Maria Michał Kowalski, zamordowany w Dachau 26 maja 1940. Następują aresztowania wielu księży katolickich z arcybiskupem Antonim Nowowiejskim na czele, który umiera z wyczerpania w Działdowie, jako jedna z wielu tysięcy ofiar tego obozu karnego. W samym obozie w Pomiechówku, Niemcy mordują około 1500 ludzi, 14 czerwca w Oświęcimiu ginie mieszkaniec Bodzanowa Marian Franciszek Szczgielski, po nim w Działdowie Antoni Jankowski. W czerwcu zostaje zastrzelona siostra zakonna z Felicjanowa Marianna Dąbrowska. Dnia 23 sierpnia, w godzinach wieczornych w Słupnie, wracali rowerami do koszar 3 pijani junacy z grupy stacjonujących tam 1400 junaków "Reichsarbeitdienstu". Jeden z nich o nazwisku Krause przewrócił się na łuku szosy, potłukł dotkliwie twarz i ręce. Było to akurat przy kuźni, stanowiącej własność rodziny Popławskich. Po przybyciu do koszar usprawiedliwiając swe zachowanie podali, iż zostali napadnięci przez braci Popławskich Jana, Henryka, Tadeusza i Stefana. Reakcja gestapo była natychmiastowa. Szef gestapo Pulmer wydał rozkaz aresztowania 25 zakładników z terenu gminy Bodzanów, Miszewo i Borowiczki. Aresztowani zostają odwiezieni do Słupna w dniu 28 sierpnia 1942 roku i ulokowani w pobliżu kościoła. Żandarmi spędzili ludność z okolicznych wsi. Gestapowiec Pulmer odczytał wyrok. Odliczał co piątego do zwolnienia, pozostałych 20 powieszono. Zginęli: Dorobek Franciszek z Niesłuchowa, Lewandowski Adam z Chodkowa, Podlaski Jan z Niesłuchowa, Żaczkowski Henryk z Chodkowa, Zieliński Wacław z Parkoczewa, 3 braci Poławskich - Henryk, Tadeusz i Stefan (Jan został ścięty w Królewcu), Józef Banasiak ze Słupna, Feliks Bombała z Chilina, Zygmunt Fijałkowski z Miszewa, Tadeusz Grabowski z Wykowa, Eugeniusz Mazurek z Warszawy, Czesław Michalski ze Słupna, Władysław Wawrzyniak z Wykowa, Eugeniusz Ziembowicz ze Słupna. Matka braci Popławskich, przerwała kordon żołnierzy i dopadła do nóg Pulmera, błagając go o litość dla jej najmłodszego, 16-letniego syna Stefana. Jej pełen rozpaczy głos wycisknął łzy u obecnych tam Polaków. Gestapowiec odtrącił ją i zarządził egzekucję. Franciszek Dorobek przed swym powieszeniem krzyknął jeszcze: "Niech żyje Polska nasza Ojczyzna". Uderzony kolbą karabinu stracił przytomność. Pod wieczór zdjęto ciała i wrzucono do uprzednio wykopanego dołu, a teren zniwelowano, by nie został ślad po mogile. W następnych dniach i miesiącach matka powieszonych przychodziła na ich grób, modląc się w miejscu, gdzie zginęli jej wszyscy synowie. Dziś jest tam pomnik. Niemcy poprzez swych agentów szybko dowiedzieli się o ruchu oporu w Bodzanowie i okolicy. Sam "Hryń" ukrywał się w majątku Kurowo u państwa Chrościckich. W sierpniu znalazł się w Warszawie. W połowie czerwca 1942 roku ogniomistrz podchorąży Franciszek Rokicki przypadkowo zostaje aresztowany przy przekraczaniu granicy Generalnej Guberni w okolicach Sochaczewa. Rozpoznany, bity wielokrotnie, osadzony został w więzieniu w Płocku. W Bodzanowie ucieka przed aresztowaniem Skalmowski i ukrywa się u Czesława Pioruńskiego, przy jego pomocy w Wyszogrodzie przeprawia się przez Wisłę, ścigany listami gończymi gestapo płockiego. Dalsi aresztowani to piekarz Żółtowski z synem, listonosz Czyż, kowal Stanisław Woźniak, Józef Benirowski, Józef Buchwejc i jego bracia Stanisław i Jan, Stanisław Rakowski, Ryszard Stanisław Kornacki i wielu innych. Wielokrotnie bici czekają swego losu. Po kilku tygodniach hitlerowcy zwalniają kilku z nich w tym Stanisława i Jana Buchwejców oraz Jana Bielaka, przebywającego w więzieniu pod innym nazwiskiem. 18 września 1942 roku na posterunek policji w Bodzanowie zostaje dowiezionych 13 więźniów - ulokowanych następnie pod silną strażą w tutejszej szkole. Żandarmi budują przy cmentarzu w Bodzanowie szubienicę pochodzącą z krzyża misyjnego z Bulkowa. Spędzają ludność i sołtysów, otaczają teren junakami z Chodkowa, którzy byli tam skoszarowani. Czekając na Pulmera, wcześniej gipsują usta więźniom, by ci nie krzyczeli o Niepodległej Polsce. Po południu zaczyna się kaźnia. Zebrani przed szubienicą więźniowie czekali na odczytanie wyroku, następnie zmuszeni sołtysi mieli za zadanie wytrącenia im stołków spod nóg. Sołtys z Bodzanowa Józef Szelągowski odmówił wykonania polecenia. Ciężko pobity zmarł po 6 miesiącach. Przy zakładaniu pętli Zygmunt Benirowski kopnął jednego z oprawców. Reakcja gestapowca była natychmiastowa uderzenia powodują u więźnia połamanie kończyn i przyśpieszenie śmierci. Inny więzień pochodzący z Sierpca Leon Kalisz zrywa się ze sznura. Ze strony obecnych na egzekucji Polaków padają okrzyki: "niewinny - niewinny", bez skutku. Zginęli wszyscy: Benirowski Józef (rocz. 1920 r.), Buchwejc Józef (1921), Kornacki Ryszard Stanisław (1924), Rokicki Franciszek (1916), wszyscy z Bodzanowa, Rakowski Stanisław (1896), oraz dowiezieni z innych terenów: Gąsiorowski Edward (1906), Kalisz Leon (1911), Michalak Wiktor (1911), Praśniewski Henryk (1906), Rutkowski Czesław (1893), Szrejtner Kazimierz - ogniomistrz 8 PAL, mieszkaniec Płocka (1989), Złotnicki Jan (1909), Leszczyński Wacław (1909). Po kilku godzinach zostają zdjęci z szubienicy i wywiezieni do Chodkowa na kirkut żydowski, gdzie we wspólnej mogile czekali na swą ekshumację do wiosny 1945 roku. Ich przelana krew nie może być zapomniana. Niech przypomina o najcięższym okresie naszego narodu młodemu pokoleniu Polaków. Opracował Stefan Popiołek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze