W Polsce produkuje się około 30 mln ton słomy rocznie. W gospodarce rolnej (na ściółkę, paszę, przyoranie w glebie) wykorzystuje się około 20 mln ton, reszta zostaje. Jest pomysł, aby produkować z niej biomasę, która skutecznie i tanio ogrzeje nasze domy. Pod warunkiem, że będzie nas stać na specjalny piec za 8-9 tys. zł.
Ogrzewanie biomasą ze słomy daje efekt ekologiczny: do powietrza trafia mniej więcej tyle samo tlenku węgla, ile potrzebują rośliny w trakcie wegetacji. Nic więc w przyrodzie ani nie ginie, ani jej nie szkodzi - równowaga jest zachowana: - Ogrzewanie słomą jest opłacalne, ponieważ 1,5 kg słomy zastępuje 1 kg węgla. Słoma może zastąpić drogi węgiel - przekonuje Krzysztof Pielach, specjalista płockiego oddziału WODR. - Dla rolników to możliwość oszczędności - ponieważ cena ich produktów nie rośnie, powinni szukać sposobów na obniżenie kosztów produkcji, ponieważ słomą można ogrzewać domy, ale i budynki gospodarcze, na przykład porodówki w chlewniach, gdzie potrzebna jest wysoka temperatura.
Są jednak potrzebne do tego specjalne piece - tzw. kotły wsadowe, w których pali się dobrze znanymi na wsi kostkami słomy z prasy. Przy ogrzewaniu domu o powierzchni 200 m kw. na okres grzewczy potrzebna jest słoma z 4-5 ha. Wprawdzie kocioł kosztuje ok. 9 tys. zł, ale wyliczono, że koszt inwestycji zwraca się po 3-4 latach (np. na Podlasiu udało się otrzymać do 50 % dotacji z WFOŚiGW). Zaletą kotła wsadowego jest to, że łatwo się go obsługuje, a intensywność palenia zależy od temperatury powietrza: im zimniej, tym piec grzeje mocniej.
W kraju funkcjonuje już kilkadziesiąt kotłowni na słomę, głównie w popegeerowskich obiektach na Pomorzu czy Zamojszczyźnie. Na ogrzewanie domu słomą zdecydowała się już m.in. Urszula Korytkowska, sołtys z Dźwierzna w gminie Radzanowo: - Kocioł wsadowy na słomę kupiłam dwa lata temu za 7 tys. 300 zł za kredyt z banku. Kiedyś wydawałam na ogrzewanie na zimę 3 tys. zł, teraz 600 zł – różnica jest znaczna. W domu, który ma ponad 200 m kw. i jest nieocieplony, je teraz ciepło i sucho, zniknął grzyb nad oknami. Jeśli na dworze jest temperatura minus 5 st. C, do pieca wkładamy dwa razy dziennie po 4 kostki słomy, jeśli jest zimniej – palimy trzy razy dziennie. Dodaje, że piec budzi zainteresowanie, po jego obejrzeniu na kupno zdecydował się m.in. mieszkaniec Karwosiek.
Od dwóch lat coraz modniejsza staje się tzw. wierzba energetyczna. Można ją sadzić dla własnych potrzeb lub sprzedawać do elektrociepłowni. W ziemię (najlepiej o wysokim poziomie wód gruntowych) wsadza się 20-30 cm sadzonkę (wyglądem przypominającą patyk), która wypuszcza gałęzie - to jest biomasa. Po 3 latach można jej uzyskać nawet do 12 ton. Wierzba energetyczna jest opłacalna głównie z dwóch powodów: zbiera się ją w styczniu-lutym (ręcznie, kombajn do zbioru na dużych powierzchniach będzie kosztować bardzo drogo), można dodawać do miału, którym pali się w piecu. Uprawa tej wierzby staje się coraz bardzie popularna w byłym woj. ostrołęckim, gdzie znajduje się duża elektrociepłownia, która musi korzystać z biomasy. Niestety, jeśli ktoś zamierza posadzić areał 170-200 ha, musi się liczyć z bardzo dużym nakładem finansowym (jedna sadzonka kosztuje 30-50 gr, na jednym ha sadzi się 4 tys. sadzonek), poza tym należałoby wpierw zatroszczyć się o zbyt tej biomasy: - Trudno mówić o zyskach z produkcji wierzby energetycznej, ponieważ w kraju nie ma rynku zbytu na ten produkt. Może to się zmieni, ponieważ w strategii rozwoju energii odnawialnej mówi się o wzroście wykorzystywania odnawialnych źródeł energii z 2,5 % w roku 1999 do 7,5 % w roku 2010 - podsumowuje K. Pielach.
Wierzba energetyczna jest jedną z wielu roślin, z których można otrzymywać biomasę, nad pozostałymi wciąż prowadzone są badania. Chodzi m.in. ślazowiec pensylwański. Cel jest jeden - uzyskanie jak największych przyrostów rośliny, która będzie miała małe wymagania uprawowe.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze