Reklama

Zatrudniać po ludzku...

03/12/2008 09:15
Płocczanie poszukujący pracy posiłkują się często Internetem. Spora baza ofert pracy zamieszczona jest m.in. na płockim portalu „plocman”. Ostatnio bezrobotni znajdują tu również przestrogi przed nieuczciwymi pracodawcami. Na jednej z internetowych stron ogłoszeniowych związanych z zatrudnieniem, czytamy: „Omijajcie szerokim łukiem ogłoszenie pracy w charakterze listonosza bądź doręczyciela (tu podany numer tel. i adres firmy), jeśli nie chcecie pracować cały miesiąc, żeby zarobić jedynie na paliwo. Anons podpisany „były pracownik”. Oszukani ludzie reagują nie tylko przy okazji tego ogłoszenia. „Dostaje” się też firmom budowlanym czy remontowym. W ten sposób poszukujący pracy chcą innym oszczędzić rozgoryczenia i upokorzenia, niewartych kilku zarobionych groszy.

To uroki wolnego rynku. Każdy może dać ogłoszenie o pracy. Szkoda tylko, że jeśli ktoś zdecyduje się na podjęcie zatrudnienia z anonsu, tak wiele ryzykuje.

– To co się dzieje na rynku pracy, jeśli chodzi o warunki pracy i płacy przekracza wszelkie normy. Stało się już normą w Płocku proponowanie 4 lub 5 zł na godzinę za pracę na niby pół etatu, a w konsekwencji człowiek pracuje więcej niż na pełen etat za 600 zł miesięcznie – skarży się nasza czytelniczka.

Dlaczego dajemy się tak nabrać? Ofert pracy w gazetach czy na stronach internetowych łapią się często ludzie, którzy muszą zapłacić zaległe rachunki, czy zarobić na chleb. – Ktoś, kto ma nóż na gardle, rodzinę do utrzymania, przyjmuje taką propozycję, licząc, że po miesiącu się sprawdzi, że pracodawca go doceni i tak jak obiecywał podniesie zaniżoną na początek stawkę. Nie powinniśmy dawać się poniżać – tłumaczy

nasza czytelniczka i podpowiada, by stworzyć „czarną listę pracodawców/oszustów i naciągaczy”, co pozwoliłoby na zaprzestanie żenujących praktyk przez pseudopracodawców.

Może jest w tym sens, tym bardziej że daleko nie trzeba szukać kolejnych przypadków. – W gazecie znalazłam ogłoszenie dotyczące roznoszenia ulotek. Za to miesięcznie podano, że dorobię 800 zł. Zdecydowałam się. Roznosiłam po osiedlach reklamówki płockich szkół, sklepów. Kiedy przyszło do odebrania wypłaty, okazało się, że zarobiłam o wiele mniej. Pieniądze miałam dostać najpierw 10 lipca, potem 14, 20 itd. Do tego osoba, która wydawała ulotki kazała mi jechać po wypłatę do Łodzi. W Łodzi dowiedziałam się, że moja pensja jest w Płocku – tłumaczy 42-letnia pani Anna. Ma na utrzymaniu dom i dzieci. Od dłuższego czasu nie może znaleźć w Płocku pracy. Przeszkodą jest brak odpowiedniego wykształcenia. Wielu pracodawców krzywo patrzy też na jej wiek.

„Normalnej” pracy szukała przez dwa lata

Z drugiej strony nawet osoby młodsze, po studiach borykają się z brakiem pracy i napotykają na swej drodze cwanych pracodawców. Monika skończyła pedagogikę w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Płocku. Szybko przekonała się, że w swoim zawodzie nie znajdzie zatrudnienia. Chciała jednak zarobić na swoje utrzymanie i jakoś rozpocząć swój życiowy start bez pomocy rodziców. – Wszystkie ogłoszenia wydawały się dawać wiele możliwości. Obiecywana praca za wysokie wynagrodzenia w młodym, prężnym zespole, pozwalająca na rozwój, gdzie liczy się pomysłowość i kreatywność okazywała się sprzedażą obwoźną wątpliwej jakości kosmetyków czy innych bubli. Wynagrodzenie 600 czy 700 zł za bieganie po mieście od rana do wieczora – tłumaczy Monika.

„Normalnej” pracy szukała przez dwa lata. Ciągle miała nadzieję, że w końcu któreś z ogłoszeń da jej stałe zatrudnienie i godne wynagrodzenia. Jeden z właścicieli cukierni przyjął ją na okres próby. 5 dni stała za ladą, za które nikt nie zapłacił. Usłyszała tylko, że nie dostanie tej posady.

Potem było jeszcze wiele wypraw na rozmowy kwalifikacyjne. Monika mogła podjąć pracę w firmie kartograficznej, jako przedstawiciel handlowy. – Zapowiadało się ciekawie, a skończyłoby na siedzeniu 8 godzin przy telefonie i wydzwanianiu do 100 przypadkowych osób, by sprzedać im mapy. W ten sposób miałam stworzyć bazę klientów. To wszystko za 500 zł miesięcznie + prowizja od sprzedanych rzeczy.

Kolejna firma dająca młodym dziewczynom szanse rozwoju mieściła się przy ul. Otolińskiej. W pokoju stała pusta półka, biurko, komputer i trzy krzesła. Trzech panów przepytywało Monikę czy zna języki obce, w tym język francuski, czy może wyjeżdżać w delegacje służbowe i czy ma swoje mieszkanie.

W końcu udało się jej „załapać” w sklepie obuwniczym. Szefowa obiecała 1000 zł na rękę za miesiąc pracy. – Po trzech dniach dowiedziałam się, że moja pensja wynosi 900 zł. Wykłóciłam się, bo straszyłam przełożonych Inspekcją Pracy. Szefowa zwolniła mnie po okresie próbnym. Dowiedziałam się, że teraz ta kobieta już nie zatrudnia na umowę o pracę, a na umowę zlecenie, a rotacja pracowników jest ciągła – dodaje pani pedagog z wykształcenia, która w końcu znalazła pracę w sklepie z odzieżą w Galerii „Wisła”.

Tu rozmowy prowadzone były inaczej. Padały konkretne pytania o kwalifikacje. Jasno postawiono warunki pracy i wynagrodzenie 1250 zł na rękę, a oprócz tego prowizja od sprzedaży. Monika odetchnęła z ulgą.

Kto bierze pod stołem?

Marek Gątkiewicz, rzecznik prasowy Okręgowej Inspekcji Pracy w Warszawie ubolewa nad przypadkami wyzysku na rynku pracy, często jednak w żaden sposób nie można pomóc oszukanym pracownikom. Państwowa Inspekcja Pracy może zareagować w sytuacji, gdy zatrudnienie opiera się o umowę o pracę. Tymczasem ludzie znajdujący pracę przez anonse w gazetach, czy w internecie mają jedynie umowy o dzieło albo umowy zlecenia, wystawiane np. za kilka dni roznoszenia ulotek. A to już zupełnie inna historia.

– Jeśli jednak pracodawca obiecuje nowemu pracownikowi umowę o pracę i zwleka z jej podpisaniem, wtedy czekamy na skargi. Gwarantujemy anonimowość. Obowiązuje nas tajemnica zawodowa, gdyż jesteśmy instytucją zaufania publicznego – podpowiada rzecznik.

Do zakładu pracy wysyłani są urzędnicy PIP-u, którzy sprawdzają, czy obecni na stanowiskach ludzie mają wymagane dokumenty. Takie kontrole prowadzone są często w branży budowlanej. Tu obserwuje się największe rotacje pracownicze i przyjmowani są do pracy wszyscy chętni, także bez kwalifikacji.

– Należy pamiętać o tym, że zatrudnienie na etat daje pełne prawa pracownicze. Nie ma więc sensu czekać miesiąc, dwa czy pół roku na umowę, z nadzieją, że jutro coś się zmieni, przy okazji odbierając wypłatę pod stołem. Jutro może się zdarzyć wypadek i wtedy pracownik pozostaje bez żadnych ubezpieczeń i uprawnień. Poza tym oszukiwany jest też fiskus i ZUS. Zgłosić się do nas można również w sprawie zwlekania z wypłaceniem pensji przez pracodawcę, albo brak odpowiednich warunków pracy – wymienia Marek Gątkiewicz.

W tych sprawach do Okręgowego Inspektoratu Pracy zgłaszają się też związki zawodowe. PIP walczy o wypłaty grupowe w wysokości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych.

Ostrożności nigdy dosyć

W filii Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Płocku po raz kolejny organizowany jest cykl bezpłatnych warsztatów w ramach programu „Spadochron”. Adresowany jest do osób bezrobotnych i poszukujących pracy, zarejestrowanych w urzędach pracy. Doradcy zawodowi zapoznają uczestników z tematyką rynku pracy oraz metodami bezpiecznego poszukiwania pracy. W trakcie trwania warsztatów chętni mogą odkrywać swoje umiejętności i predyspozycje zawodowe. – Będą mieli także okazję wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce, udając się do pracodawców. Zainteresowanie warsztatami jest umiarkowane, choć staramy się ściągnąć jak najwięcej osób – mówi Piotr Dyśkiewicz, dyrektor Filii Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie z siedzibą w Płocku.

Jest to forma pomocy bezrobotnym w bardziej świadomym poruszaniu się po rynku pracy. Tych, którzy tu jeszcze nie trafili, dyrektor uczula na ogłoszenia, w których nie ma zbyt wielu konkretów, adresu firmy, a jedynie podawane są telefony komórkowe. Są to często oferty pracy za granicą, które mamią wielkimi zarobkami wielu płocczan. Okazuje się, że niewiele osób wie o tym, że aby taka praca nie okazała się gorzkim rozczarowaniem, to umowa z określonymi warunkami zatrudnienia powinna być podpisana w Polsce. Poza tym w Urzędach Pracy są również dostępne rejestry legalnych agencji pośrednictwa pracy, które nie wpuszczają Polaków w maliny.

– Nie zaszkodzi więcej ostrożności w podejmowaniu pracy. Lepiej szukać pomocy w urzędach pracy, gdzie oferty są pewne – podpowiada Piotr Dyśkiewicz.

Urzędy Pracy, zarówno filia Wojewódzkiego, Powiatowy czy Miejski mają środki na prowadzenie szkoleń, pozwalają na podnoszenie kwalifikacji osobom, które nie mają odpowiedniego wykształcenia, kierują też na staże, dzięki którym nabywa się doświadczenie. To niektóre z działań pomagające w tym, by bezrobotni nie musieli brać byle jakiej pracy za marne wynagrodzenie.

– Spośród zarejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych najwięcej jest osób z wykształceniem ogólnym. Wciąż brakuje specjalistów: głównie programistów, informatyków i spawaczy, warto więc w tym kierunku podnosić kwalifikacje – zaznacza dyrektor płockiej filii WUP.

Prognozy na następne lata mówią, że zawody przyszłości to także te związane z usługami bankowymi. I choć nie każdy czuje się na siłach w tych profesjach, to pomimo szalejącego po świecie kryzysu bezrobocie w naszym regionie spada. W powiecie płockim sięga 16 %, a w Płocku wynosi 10,3%. Nie ma jednak statystyk mówiących o tym ile osób, które mają pracę, jest zadowolonych ze swojej comiesięcznej wypłaty, warunków, w jakich pracują i traktowania przez szefa.

Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości