Przed tygodniem w Orlen Arenie rozegrany został pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem płockiej drużyny był mistrz Macedonii – Vardar Skopje. Pojedynek zakończył się remisem, a podopieczni Manolo Cadenasa nie wywalczyli żadnej zaliczki przed spotkaniem rewanżowym. Rywalizacja o awans jest otwarta, rozpocznie się w sobotę o godz. 18.00. Kto wygra, zagra w ćwierćfinale.
Na wynik ubiegłotygodniowego spotkania można patrzeć dwojako – albo jak na sukces, albo jak na porażkę. Sukcesem był remis, zwłaszcza że w 57. min pojedynku płocczanie przegrywali 4 bramkami i zdołali doprowadzić do wyrównania, a porażką, bo mogli to spotkanie zdecydowanie wygrać.
Paradoksalnie remisowy wynik jest lepszy niż zwycięstwo. W rewanżu trzeba wygrać. Nie można kalkulować, iloma bramkami można przegrać, trzeba pokonać przeciwnika przynajmniej jednym golem, a to już będzie premiowane ćwierćfinałem. Wydaje się zatem, że Orlen Wisła jest w lepszej sytuacji niż przed rokiem, kiedy to do Skopje jechała z 6-bramkową zaliczką, a potem uległa rywalom 11 trafieniami.
W pierwszym meczu okazało się, że naszpikowana reprezentantami różnych krajów drużyna mistrza Macedonii wcale nie jest tak silna, jak można było się spodziewać. Zawodnicy popełniali sporo błędów, tracili motywację do walki, momentami byli ociężali, wolno się poruszali.
Podobne zarzuty można mieć pod adresem Orlen Wisły, tyle że trzeba pamiętać o rozegranym kilka dni wcześniej pojedynku z Vive Tauron Kielce. – Jest dla mnie niezrozumiałym, że w mieście, w którym piłkę ręczną traktuje się jak religię, spowodowano, że w cztery dni musieliśmy zagrać dwa ciężkie mecze z drużynami, które należą do sześciu najlepszych zespołów w Europie. Efekty tego było widać w II połowie. Drużynie uciekała energia, bo nie było czasu, żeby się w pełni zregenerować po spotkaniu z Kielcami. Dziś był dla nas jeden z najważniejszych meczów w sezonie, a my nie mogliśmy się do niego należycie przygotować – grzmiał na pomeczowej konferencji prasowej Manolo Cadenas.
Rzeczywiście widać było wyraźnie, jak z płockiej drużyny „uchodzi powietrze”, jak zmęczeni są zawodnicy. Nie byli w stanie zrealizować założonego planu – momentami poruszali się po połowie przeciwnika, jak we mgle. Trudno się jednak dziwić – wygrany mecz z Kielcami kosztował ich bardzo dużo wysiłku.
Zdaje sobie z tego sprawę także trener Vardaru, Raul Gonzales. – Ten mecz mógł się podobać kibicom, był pełen emocji. Obie drużyny grały bardzo dobrze, szczególnie w ataku. I połowa spotkania należała do Orlen Wisły, my popełniliśmy w tej części meczu zbyt dużo błędów. II należała do nas, graliśmy lepiej szczególnie w defensywie. Udało nam się wyprowadzić serię kontrataków i 5 minut przed końcem pojedynku mieliśmy 4 bramki przewagi. Orlen Wisła grała jednak do końca, ma fajny, młody zespół. Walczący wykorzystali nasze błędy w ataku i udało im się wyrównać. Z jednej strony cieszę się z tego wyniku, bo wiem, jak ciężkim terenem jest Orlen Arena, wiem, jak ciężko się tutaj gra. Tym bardziej jestem usatysfakcjonowany, bo mecz rewanżowy odbędzie się u nas na hali. Z drugiej strony mam świadomość, że Orlen Wisła gra w tym sezonie na wyjeździe, co pokazała w meczach z PSG i Veszprem. Za nami pierwsza połowa tego dwumeczu, czekamy na drugą część – powiedział szkoleniowiec Vardaru.
Druga część na pewno będzie nie mniej ekscytująca. Mamy nadzieję, że płocki zespół przystąpi do niej lepiej przygotowany i wypoczęty. Na wtorek zaplanowano pojedynek rewanżowy ćwierćfinału play-off z Górnikiem Zabrze w Orlen Arenie. Potem będzie sporo czasu, by opracować strategię, obejrzeć kilka razy pierwszy pojedynek, polecieć do Skopje i wygrać. Choćby jedną bramką.
Po raz kolejny Orlen Wisła stoi przed szansą na awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Oby nie zmarnowała tej okazji. Byłby to niewątpliwie piękny prezent na pożegnanie Manolo Cadenasa. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze