Komunalne czy szpitalne. Mieszkańcy Grabowca (gmina Słubice) takie wątpliwości mają od kilkunastu dni. Sądzą, że coś niedobrego dzieje się na gminnym składowisku, mieszczącym się kilkaset metrów od ich domostw. Podejrzewają, że oprócz odpadów komunalnych są tu także wywożone odpady szpitalne z Warszawy, które mogą stanowić zagrożenie. Wójt gminy zapewnia, że nic takiego nie ma miejsca.Składowisko odpadów mieści się w odległości niecałych trzech kilometrów od centrum Słubic. Zanim dojechaliśmy na teren składowiska, pytam grupkę mieszkańców, czy coś słyszeli na ten temat. – Wiemy, że jest składowisko. Ale co tam jest przywożone? Nic nie słyszeliśmy o szpitalnych odpadach. Zresztą nie interesowaliśmy się tym. Od tylu lat przywożone są tam odpady. Chyba ktoś to wszystko kontroluje? – mówi kilku mężczyzn. - Słyszałem tylko, że przywożą śmieci z gminy i z Sannik. Jakieś śmieci z cmentarza. To chyba nikomu nie może przeszkadzać, ani szkodzić – dodaje jeden z mężczyzn. Innego zdania są mieszkańcy Grabowca, których domy mieszczą się w odległości kilkuset metrów od składowiska. – Proszę pani, wieczorem to tu jest taki smród, że nie można wytrzymać. Nawet las nas nie chroni. Tak dzień w dzień. W domu boimy się pić wody. Mamy zamontowane specjalne filtry. Obawiamy się o zdrowie dzieci. Kolejni gospodarze potwierdzają, że śmierdzi. Trudno nawet prowadzić prace polowe. – Dopiero w nocy trochę mniejszy jest ten uciążliwy zapach. Ala na krótko. Śmieci walają się naokoło. Nie zawsze są zasypywane od razu. Różne rzeczy można tu znaleźć. Poza tym mamy wątpliwości, czy doły po eksploatacji żwiru były właściwie przygotowane do tego by mogło się tu znajdować wysypisko? – dodają. Dodatkową uciążliwością są przejeżdżające ciężarowe samochody przywożące śmieci. W ciągu dnia i nocy od strony Słubic i nie tylko, przejeżdża nieraz nawet kilkadziesiąt „śmieciarek” oraz ciężarowych samochodów. Mieszkańcy twierdzą, że jeżdżą przez całą dobę z Warszawy, Sochaczewa, okolic Łodzi i rozładowują odpady. Tylko segregowane Po przyjeździe na teren składowiska pytam pracowników, jakiego rodzaju odpady są tu przywożone. Słyszę, że: - tylko segregowane i dopuszczalne odpady komunalne. Żadnych szpitalnych nie ma. Taka jest umowa. W tym czasie podjechało kilka samochodów z odpadami. Na drodze w stronę Słubic mijamy kilka kolejnych. Zatrzymujemy się jeszcze w jednym gospodarstwie. Jego domownicy zastanawiają się, co można przewozić w samochodach ciężarowych. I dlaczego nie przywożą odpadów tradycyjne „śmieciarki”. – Nikt nie martwi się, o nasze zdrowie. Już nie wspomnę o tym, że przy takim natężeniu ruchu niedługo droga dojazdowa będzie zupełnie zniszczona. A wiele trzeba przy takiej polnej drodze, jak tyle samochodów przez cały czas jeździ? Rozmawialiśmy z wójtem, ale powiedział, że na wylanie asfaltu nie ma na razie pieniędzy. Wójt gminy Słubice Józef Walewski, zastanawia się skąd mogły się pojawić takie pogłoski? – Podkreślam to bardzo wyraźnie, że są tu składowane wyłącznie odpady komunalne. Początkowo faktycznie tylko z terenu gminy Słubic i Sannik. Obecnie także z Warszawy, Iłowa, Kiernozi i Sochaczewa. Podpisaliśmy dodatkowe umowy na składowanie odpadów, bowiem gdyby trafiały tu tylko odpady z terenu naszej gminy, to potrzeba by nam było chyba około stu lat na zapełnienie tej niecki. Zupełnie nie rozumiem, skąd są tego rodzaju obawy? Prowadzimy kontrole. Jeśli pojawiłyby się odpady inne niż określone w umowie zerwalibyśmy umowę. Jestem po zebraniach z mieszkańcami okolicznych wsi i nikt z mieszkańców nie zgłaszał żadnych wątpliwości. Składowisko gminne mieści się w Grabowcu od 1984 roku. Na ten cel została przeznaczona niecka po eksploatacji żwiru. Józef Walewski podkreśla, że w trakcie jego funkcjonowania prowadzone były kontrole z Inspektoratu Ochrony Środowiska i nie było żadnych zastrzeżeń. – Potwierdza to pełna dokumentacja. Nie rozumiem także obaw wskazujących, że jest zagrożenie wód gruntowych. Jeszcze przed uruchomieniem składowiska prowadziliśmy badania gruntu. W najbliższym rejonie i bezpośrednio pod terenem składowiska nie ma cieku wodnego na głębokość siedmiu metrów. Składowisko nie stanowi zagrożenia dla ujęć wodnych. Mieszczą się w bezpiecznych odległościach. W ciągu doby trafia tu około 200 m--3 odpadów komunalnych. Opłata za m3 wynosi 20 złotych miesięcznie. Umowy z Warszawa i Sochaczewem są podpisane na czas nieokreślony, z możliwością trzymiesięcznego wypowiedzenia. Według Józefa Walewskiego, sprawa zasypania niecki powinna być sfinalizowana w przeciągu dwóch lat. Gdyby trafiały tu odpady tylko z terenu gminy, proces rekultywacji byłby przesunięty w czasie. – Z samej gminy 200 m3 mielibyśmy dopiero w trakcie miesiąca. Dopiero po całkowitym zasypaniu składowiska teren mógłby być zasypany i zrekultywowany. Co z uciążliwym smrodem, ruchem i nową drogą? – Po pierwsze samochodów, aż tak dużo nie przejeżdża. Konieczność wylania asfaltu dotyczy tylko fragmentu na niewielkim odcinku. Na razie nie jesteśmy w stanie tego zrobić z uwagi na brak pieniędzy. W przyszłym roku zamierzamy wylać na całości asfalt. Jeżeli chodzi o smród, to z pewnością całkowicie można będzie się go pozbyć po zasypaniu składowiska. W ubiegłym tygodniu składowisko było kontrolowane przez inspektorów delegatury Inspektoratu Ochrony Środowiska w Płocku. – Dostaliśmy taką informację od anonimowego mieszkańca Słubic. Na miejscu nic takiego nie stwierdziliśmy. Składowane są odpady komunalne, nie ma odpadów szpitalnych. Śmieci są przysypywane. Teraz musimy tylko przypilnować, aby prawidłowo był przeprowadzony proces rekultywacyjny – powiedziała Bolesława Kłos-Żurańska – kierownik działu inspekcji delegatury Inspektoratu Ochrony Środowiska w Płocku. A tymczasem mieszkańcy Grabowca nadal boją się składowiska. rad Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze