(Fragmenty wspomnień Rajmunda Kulińskiego z lat 1918-1921)(...) Do wojska zgłosiłem się na ochotnika. 18 października 1918 roku stawiłem się w punkcie werbunkowym w Płocku, który mieścił się w dzisiejszej Małachowiance. Tu przenocowałem a następnego dnia rano, nas ochotników zawieźli statkiem do Warszawy – na badania lekarskie. Komisja lekarska urzędowała przy Nowowiejskiej. Chciałem naturalnie do kawalerii, bo właśnie czytałem Trylogię, ale komisja orzekła, że najbardziej nadaję się do piechoty. Tak zostałem piechocińcem. Wieczorem, z Warszawy pojechaliśmy pociągiem do Ostrów Komorowa – do 1 Pułku Piechoty Wojsk Polskich. Tam nas umundurowano, dano broń i rozpoczęło się przyśpieszone szkolenie wojskowe. 10 listopada, od rana, zaczęliśmy rozbrajać Niemców w Ostrów Komorowie. W południe dowiedzieliśmy się, że Dziadek wrócił z niemieckiej niewoli i jest w Warszawie. Wieczorem załadowaliśmy się do pociągu na stacji Łapy i w nocy przyjechaliśmy do Warszawy na Dworzec Wiedeński. Tam stała kompania niemieckiej piechoty. Po rozbrojeniu jej zajęliśmy dworzec. Kiedy przyszli chłopcy z miasta i objęli wartę, myśmy Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem szli do Zamku i rozbrajali napotykanych po drodze Niemców. Przed Zamkiem jakiś fotograf zrobił nam zdjęcie. Zobaczyłem je po 60-ciu latach w Płomyczku, w listopadzie 1978 roku. Podsunąłem Ojcu fotografię, pod którą był napis: „Jeden z pierwszych oddziałów polskiej piechoty w listopadzie 1918 roku przed Zamkiem Królewskim w Warszawie”. Ojciec wziął ze stołu ołówek i wskazując nim, rzekł: - Tu stoję, jako drugi w pierwszym szeregu od prawej, a oddziałem są dwie kompanie, dziewiąta i dziesiąta, trzeciego batalionu pierwszego pułku piechoty Wojsk Polskich. To było 11-go listopada 1918 roku. Pułk ten później został przemianowany na siódmy pułk piechoty legionów, w skrócie 7ppLeg. Wchodził on w skład trzeciej dywizji piechoty legionów, tak zwanej 3 DPLeg. - A pamięta Tatuś jeszcze nazwiska swoich dowódców? - Nie wszystkie ale niektóre tak. Dowódcą mojej kompanii, znaczy się 10-tej, był porucznik Kostmanowicz. Jego zastępcą był podporucznik Czachowski. Dowódcą mojego plutonu był podporucznik Zalewski, spod Płocka, z Cekanowa. Dowódcą trzeciego batalionu był kapitał Młot-Fijałkowski. - A dowódcą pułku? - Pułku? ... Proszę cię ... zapom... ale, czekaj no... Dowódcą pierwszego pułku piechoty, mojego pułku był major Udałowski. Dowódcą dywizji, trzeciej dywizji piechoty, był generał Zieliński. - A kto z Bodzanowa i okolicy zgłosił się razem z Tatusiem na ochotnika do wojska? - Z Bodzanowa byłem ja i Jędraszczak. Z Wyszogrodu Szulecki, ze Staroźreb Grodkiewicz i Godomski. Z Płocka był Majewski i jeszcze jeden. Zapomniałem jak się nazywał. Z Cekanowa na pewno Zalewski. Był też mój kolega z Węgrzynowa. Wyleciało mi z pamięci jego nazwisko. Już nie żyje. - Pojechaliście do Sosnowca i co tam robiliście? - W Sosnowcu nasz batalion pełnił służbę garnizonową. Najpierw pilnował porządku w mieście, a później zajął pozycję nad rzeką Biała i Czarna Przemsza. Po drugiej stronie byli Niemcy. Staliśmy tam do końca marca 1919 roku. W tym czasie Niemcy zastrzelili nam 6-ciu żołnierzy z 12-tej kompanii naszego trzeciego batalionu. - Na początku kwietnia zostaliśmy wysłani na front czeski – do Skoczowa i Cieszyna. Na krótko, bo nastąpiło już zawieszenie broni z Czechami. A to dzięki naszemu drugiemu batalionowi, który pod dowództwem majora Godziejewskiego, zaraz po wywagonowaniu się w Skoczowie, rzucił się przeciw Czechom pod Kisielowem tak energicznie, że rozbił ich zupełnie. Pod koniec kwietnia, kolejką, przez Kraków do Przemyśla przewieziono nas na front w Małopolsce Wschodniej. W Przemyślu od kilku dni był już nasz pierwszy batalion, który przybył z Warszawy, gdzie pełnił dotychczas służbę garnizonową. Tutaj pilnujemy porządku w mieście i obsadzamy okoliczne forty, które utrzymywał nasz II batalion, walczący z nieprzyjacielem od początku marca. W związku z przygotowywaną ofensywą wszystkie bataliony 7-go pułku piechoty legionów łączą się w pierwszej połowie maja pod Chyrowem. - Dzień 15 maja 1919 roku jest dniem pierwszego wielkiego zwycięstwa naszego pułku. Dzień ten pamiętam doskonale. W nocy i nad ranem był przymrozek, a myśmy stali w okopach i czekali na hasło do ataku. Atak rozpoczął się o świcie. Nasz pułk stanowił grupę uderzeniową trzeciej dywizji. Na jego drodze było silnie umocnione i zaciekle bronione wzgórze. Pułk, po morderczej walce, przełamuje front na całej szerokości natarcia. Nieprzyjaciel, pozostawiwszy liczną zdobycz, cofa się w popłochu. A my ścigamy go przez Starą Sól, Sambor, Borysław. W okolicach Bolechowa, nasz trzeci batalion jednym uderzeniem otworzył dywizji drogę na Stanisławów, do którego weszliśmy i byliśmy w nim przez prawie miesiąc. Po tygodniu, a może po dwóch tygodniach poszedłem na miejscowy cmentarz. - ? - Aby zobaczyć, czy istnieje jeszcze grób Wołodyjowskiego. Szukałem i nie znalazłem. A powinien być! Bo Wołodyjowski był pochowany w dwóch trumnach; w ołowianej i drewnianej. Drewno przez te 250 lat na pewno się rozpadło, ale ołów pozostał. - Skąd tatuś wiedział o tych dwóch trumnach? - Kochany synu (czytać to ja się nauczyłem sam, na Trylogii. Koledzy moi szli na dziewczynki, a ja obcowałem z Wołodyjowskim, Zagłobą, Skrzetuskim i innymi. Ale Wołodyjowski był u mnie najpierwszy, bo to chłop mojego wzrostu i pierwszy żołnierz Rzeczypospolitej, dlatego chciałem do kawalerii. Wracając z cmentarza pomyślałem sobie, że pewnie Baśka zabrała Michała do Chreptiowa, gdy wszystko się tam uspokoiło. I dlatego nie znalazłem grobu Wołodyjowskiego. Omówiłem tylko za jego duszę trzy zdrowaśki, gdziekolwiek by nie spoczywał. - Na cmentarz poszedłem z dowódcą mojej kompanii, z porucznikiem Michałem Kostmanowiczem i kilkoma żołnierzami. Porucznik był również wielkim miłośnikiem Trylogii. Znał na pamięć mnóstwo fragmentów i lubił je powtarzać przy każdej nadarzającej się okazji. Z cmentarza poszliśmy do kolegiaty zobaczyć jej wnętrze i tę ambonę, z której bił w bęben ksiądz Kamiński. Stanęliśmy w miejscu, w którym, jak nam się wydawało, stał katafalk. Porucznik szepnął: - Panie pułkowniku Wołodyjowski! A ja na to: - Dlaboga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? - Popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się. Rozejrzeliśmy się po kościele uważnie i powoli wyszliśmy z niego. W połowie drogi do naszej kwatery spotkaliśmy podporucznika Zalewskiego z kilkoma żołnierzami. Oni też wracali do kwatery po zwiedzeniu miasta. W Kolegiacie byli przed nami. W pewnej chwili porucznik Kostmanowicz powiedział - Wiecie co? Jak opanujemy cały ten teren, to pójdziemy zwiedzać miejsca, w których byli i walczyli rycerze z Trylogii. Niedaleko stąd jest Zbaraż, Beresteczko, Kamieniec i Chocim. Pójdziecie ze mną? – zwrócił się do Zalewskiego i do mnie. - Oczywiście, że pójdziemy – powiedział Zalewski. – A Ty Rajmund z nami, bo znasz Trylogię jak dowódca naszej kompanii. Zwiedzając pogadacie sobie, a my będziemy słuchali i uczyli się od was. - Porucznik Michał Kostmanowicz nie poszedł zwiedzać miejsc opisanych w „Ogniem i Mieczem” i „Panu Wołodyjowskim”. Poległ niedaleko Stanisławowa, pod Niżniowem nad Dniestrem, 15-go czerwca 1919 roku. Prowadził do przeciwnatarcia kompanie 9-tą i 10-tą. Byłem przy nim, kiedy trafiony pociskiem osunął się na ziemię. Dzięki jego wypadowi na tyły wroga i rozbiciu nacierającego nieprzyjaciela, most i droga na Stanisławów pozostały w polskich rękach. Porucznik Michał Kosmanowicz był jednym z najdzielniejszych oficerów naszego batalionu. Pośmiertnie został mianowany majorem i odznaczony orderem virtuti militari. Bardzo nam go brakowało. Dowódcą 10-tej kompanii został podporucznik Czachowski, mianowany na stopień porucznika. - Dla złamania ukraińskiej kontrofensywy i przygotowania ogólnej ofensywy wojsk polskich w Małopolsce Wschodniej, na front przybył Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Pod koniec czerwca ruszyła polska ofensywa i znów 7-my pułk piechoty legionów brawurowym atakiem przerywa front. Nasz trzeci batalion, jako odwód 4-tej dywizji piechoty, bierze udział w przełamaniu frontu pod Bukaczowcami, zdobywa miejscowości Bolszowce, Buczacz i Jazłowiec. W połowie lipca 7-my pułk piechoty legionów, już w pełnym składzie, dochodzi do rzeki Zbrucz i zajmuje odcinki w okolicy Skały i Satanowa. Nieprzyjaciel został rozproszony. Wojna na tym froncie skończyła się. Można było odetchnąć, odpocząć, i pomyśleć o zwiedzaniu. Chciałem być w Bodzanowie wymienionym przez Sienkiewicza w epilogu Pana Wołodyjowskiego. W tym Bodzanowie Turcy ścięli brata pana Łużeckiego, który był kasztelanem podlaskim, za co im wieczną zemstę poprzysiągł i walczył pod Chocimiem pod rozkazami Sobieskiego. – Chciałem zobaczyć czy tamten Bodzanów jest podobny do naszego nad Mołtawą, bo może to z naszego Bodzanowa osiedlili się ludzie i dali mu swoją rodzinną nazwę? Tamten Bodzanów leży nad Seretem, w połowie drogi między Czortkowem a Trembowlą. Byłem parę kilometrów od niego, ale do samej wsi nie doszedłem. Byłem natomiast w Zbarażu, gdy staliśmy nad górnym Zbruczem. Wyprawę zorganizował Zalewski. Zabrał mnie i kilku żołnierzy. Ja byłem ich przewodnikiem. Chciałem zobaczyć czy jest jeszcze ten staw, przy którym Jan Skrzetuski przedzierał się z obleganego przez Chmiela i chana obozu do króla oraz czy rośnie jeszcze ten dąb, pod którym zginął Longinus Podbipięta. (...) Po potężnym uderzeniu 1-ej dywizji legionów Dyneburg pada już pierwszego dnia, a 7-my pułk legionów natychmiast rusza na drugą stronę Dźwiny i w przeciągu kilku godzin zajmuje tor kolejowy Dyneburg-Połock, przez co uniemożliwia nieprzyjacielowi wywiezienie materiału wojennego. Pamiętam walki naszego batalionu w dniach 10 i 11 stycznia. Było to pod Szachmanami i Szkieltowem. Pamiętam dlatego, że doszło do zaciekłej walki na bagnety i granaty ręczne, a było to przed świtem. Doborowy oddział w bolszewicki sile około 150 ludzi, wykorzystał zawieję śnieżną i wdarł się między nasze dwie nacierające kolumny. Nagłe pojawienie się nieprzyjaciela sprawiło chwilowe zamieszanie, ale tylko chwilowe. Poszły w ruch bagnety i granaty, i już po kilku minutach walka była skończona. Pamiętam to, bo co innego strzelać, nawet z małej odległości, a co innego uderzać bagnetem. Czujesz opór... i żal ci człowieka... (...) Z nadejściem wiosny nadeszła pora walnych bitew. 15 maja wywiązuje się zaciekła walka 7-go pułku pod Kubliczami. Pułk doznaje porażki i ponosi dotkliwe straty. W marszu odwrotowym przybywa w okolice Dokszyc, miejsca grupowania się 3-ej dywizji legionów. 20-go maja dochodzi do boju pod Berezyną. Tu nie ominęła mnie kula. (...) Ranny dostaję się do szpitala w Bielsko-Białej. Po podpisaniu traktatu pokojowego w Rydze w pułku rozpoczyna się demobilizacja starych żołnierzy a w lipcu 1920 roku stanąłem w Chełmie Lubelskim przed wojskową komisją lekarską. Zostałem uznany za inwalidę wojennego kategorii D i zwolniony z wojska. I tak skończyła się moja służba w Polskim Wojsku. Wróciłem do Bodzanowa. - Kiedy przybyłem do Bodzanowa moi koledzy też już wrócili z wojska. Większość z nich służyła w 4 pułku ułanów zaniemeńskich. Ja utykałem, bo miałem krótszą nogę, przezwali mnie „inwalidą”i tak to zostało do dziś. Wśród tych, którzy służyli w 4 pułku ułanów zaniemeńskich byli między innymi: Wiktor Rokicki, szewc Bartek, to znaczy Bartczak Aleksander, Jakubowski Józiek – rzeźnik. On był ranny w czasie bitwy pod Rakowem i dostał się do sowieckiej niewoli, Stefan Popiołek, Stasiek Łukasiewicz – piekarz, Mundek Wiśniewski– ślusarz, Jan Marlęga, Józef Bombała, Aleksander Owcarzak, Marian Szczygielski – on chodził do Małachowianki i przerwał naukę, aby iść do wojska. Zaraz przystąpiłem do pracy w organizującym się amatorskim zespole teatralnym. Lubiłem walenie w bęben. Robiłem to w orkiestrze strażackiej i w niedzilę wielkanocne o wschodzie słońca, podczas trzykrotnego obchodzenia kościoła... 11-go listopada 1997 roku, staraniem Stefana Popiołka, na jednym z kamieni okalających Pomnik Niepodległości w Bodzanowie, została umieszczona tablica z napisem W HOŁDZIE OBROŃCOM OJCZYZNY 1918-1920. Pod napisem, w porządku alfabetycznym, wyryte są 24 nazwiska. Wśród nich mojego Ojca. Józef F. Kuliński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze