Reklama

Z redakcyjnej poczty. Jak sezon w Teatrze Dramatycznym w Płocku ocenia Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru

Sezon Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku zakończyły „Przygody Koziołka Matołka” Kornela Makuszyńskiego. Nowa realizacja Stefana Szaciłowskiego bawi najmłodszych i okropnie trąci myszką, mimo promocji w bajkowym portalu „Kozi Róg”. Bohater szczęśliwie dociera do finału, chociaż nie do Pacanowa, a jego zmienny los przypomina loterię teatralnych wyborów trwających już od niemal pięciu dekad. Zanim jednak zaczniemy świętować, w poszukiwaniu wygranej wyjmę 7 spektakli z 49. roku pracy artystycznej przy Nowym Rynku 11.

 

„Lekkoduch”

Sto lat temu odbyła się w warszawskim Teatrze Reduta premiera „Lekkoducha”. Przez wiek niemal cały od wileńskiej realizacji w 1926 roku żaden twórca nie wrócił do scenicznej historyjki z aeroplanem towarzystwa „Reklama Wszechświatowa”. A dramat, z pozoru ramota nad ramotami, okazuje się nadzwyczaj aktualny. Uroku i współczesnych znaczeń dodają mu teksty dobrze zaśpiewanych „na żywo” piosenek Andrzeja Ozgi. Scenografia i kostiumy Krzysztofa Małachowskiego są doskonałe plastycznie, grając niemal dodatkową rolę w spektaklu. Reżyser Jan Tomaszewicz poradził sobie ze słownymi archaizmami i groteską, obnażającą ludzkie charaktery.

Reklama

„Lekkoduch” to zwycięstwo zespołowe i kolejna rola pierwszoplanowa Aleksandra Maciejczyka, którego bohater ni stąd, ni zowąd spada na miasto-państwo z nieba, jak ulotka suplementu diety. Nieostry jakiś, chociaż wyróżnia go czerwień kostiumu na tle szaro-czarnych garniturów i sukien. Figura raczej domyślna niż znana, mimo że tutaj urodzona i wychowywana, ale od dawna nieobecna. Aktorsko bez większych uwag, ale mniej krwiście niż role: Mai Rybickiej, Mariusza Pogonowskiego czy Szymona Cempury. Za to Hrabia de Vevey z tekturową koroną na głowie w wykonaniu Dariusza Poleszaka-Hassa zasługuje na mocne oklaski. Czy utrzyma ster – rekwizyt, czy jak powiedzielibyśmy dzisiaj – narzędzie – do realizacji niejasno opisanych celów? Jaka jest jego funkcja? Z kim i o kogo gra? A przecież sojusz z Lekkoduchem, którego hasła są pozorowane, jest taki prozaiczny! Winda w górę. Trampolina do spełnienia ambicji. Powrót do grona zaufanych i totumfackich.

Ile razy uwierzyliśmy w zmianę na lepsze – los, który spada z nieba? Wszyscy nas słuchają, ale nikt nie słyszy. Każdy angażuje, lecz bez własnego zaangażowania. Reklama Wszechświatowa: Czy to prawda, czy to blaga? Czy to dobro, czy to zło? Nikt nie widział – Każdy gada: Aeroplan! Aero…!

Reklama

Wychodząc z teatru, zajrzałem do biblioteki w dziale promocji. Zebrało się kilka osób, wymieniających pierwsze wrażenia po spektaklu. Wypożyczyłem egzemplarz. Przekartkowałem. Na scenie pęd, błysk, kakofonia dźwięków, symbol, ironia, gra słów. A w ręku ramota. Reżyser i scenograf zaimponowali mi jeszcze bardziej.

[paywall]

 

„Głosy”

Grudniowa premiera „Głosów” Bohdana Urbankowskiego w reżyserii Marka Mokrowieckiego zaskoczyła z dwóch powodów. Po pierwsze odbyła się w czas przedświątecznych przygotowań i ten rytm zachwiała, a po drugie okazała się realizacją wartą głębszej analizy, w której wszyscy stanęli na wysokości zadania, by oddać hołd dawnemu kierownikowi literackiemu teatru. Teksty świetne, a wykonanie doskonałe. Przepisuję zatem z programu bez zająknięcia: Barbara Misiun, Magda Tomaszewska, Katarzyna Wieczorek, Adam Gradowski, Henryk Jóźwiak, Aleksander Maciejczyk, Marek Mokrowiecki (dekadencka rola narratora w oparach dymu tytoniowego), Mariusz Pogonowski, Dariusz Poleszak-Hass (mistrzostwo) i debiutująca Sylwia Lewandowska – amatorka z dużymi umiejętnościami i tym czymś, co pozwala zapamiętać postać. Muzycznie nie zawiódł Krzysztof Misiak, a Krzysztof Małachowski przypomniał o mobilnych możliwościach sceny kameralnej, zamienionej w wybieg modelek i modeli z „dance macabre”. Każdy wiek, każde pokolenie ma swoich umarłych, mają oni do powiedzenia żywym tylko tyle, ile żywi odważą się pojąc z ich śmierci. Kto nie był – musi nadrobić zaległości, aby usłyszeć głos ofiar obozów koncentracyjnych i poszukać w ich losach współczesnych niepokojów o przyszłość…  

Reklama

 

„Gdzie jest garnitur?”

Sylwestrowa farsa przyzwyczaiła już do swojej konwencji. Uznajmy, że to nowa płocka tradycja, którą kupujemy z dobrodziejstwem inwentarza i nadzieją na niewymuszony śmiech. Mimo to cieszy powrót Łukasza Mąki i wykorzystanie jego komicznego potencjału. Stefanowi Friedmannowi gratuluję zapału w poszukiwaniu znikającego garnituru i wciąż nienapisanej farsy nad farsami. W szatni oddano nam ubranie wierzchnie i tyle zapamiętałem. Taki już jest los komedii o niczym. 

 

„Plac Świętej Trójcy”

Szymon Cempura za „performance o trzech końcach” został uhonorowany Srebrną Maską 2024. Nie był to oczywisty wybór Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, bo realizacja miała swoje wady. Twórczość Brunona Schulza zasługuje jednak na kolejne odsłony. Inscenizacja ukraińskiego scenografa, aktora i realizatora Oleksandra Overchuka oparta na „Sklepach cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą” jest prawdziwym monodramem, przeprowadzonym bez żadnej kokieterii. Dobrze, że odbywa się w „Piekiełku”, z krótkim dystansem widz-aktor.

Reklama

 

„Sam, czyli przygotowanie do życia w rodzinie”

Słaby tekst Marii Wojtyszko gra pół Polski. Dlaczego? Nie wiem. Może po znajomości? Język raczej nieaktualny. Skojarzenia wyłącznie stereotypowe. Dialogi drewniane. „Bańka” bohaterów rozpisanych przez autorkę już nie istnieje w realiach, o których opowiadają współcześni pacjenci mojego gabinetu. Awantur ideologicznych z Gorzowa Wlkp. po premierze spektaklu nie rozumiem, bo szkoda byłoby mi czasu na tak silną promocję. Kto zatem powinien zostać w pamięci po płockiej premierze? Debiutująca Zuzanna Galewicz? Trzymam kciuki, życząc wyciągnięcia innego losu. Paula Stępczyńska, którą poproszę o patrzenie w oczy, choćby jednego widza? Adam Gradowski, który dwoi się i troi, by wypaść wiarygodnie? Dorota Cempura – niezwykle konsekwentna w roli pani Schulz? Jednego jestem pewien. Zapomnę, nie, już zapomniałem, o scenografii.

Reklama

 

„Seks dla opornych”

Seks sprzedaje się najczęściej dobrze. Dlatego z wielką powagą potraktowałem cyniczne słowa dyrektora po majowej premierze przebrzmiałego dialogu małżeńskiego wg Michele Riml. Marek Mokrowiecki słusznie zwlekał z pokazaniem spektaklu na scenie kameralnej. Widocznie, tak jak ja, widział już inne wykonania i naprawdę były lepsze pod każdym względem. Szkoda straconej szansy w fajnej dekoracji Małachowskiego, który kostiumograficznie osiadł na rafie, co zdarza się najlepszym. Seks zatem sprzedaje się z reguły dobrze, ale jak widać – nie zawsze. 

Reklama

 

„Przygody Koziołka Matołka”

Klamrą posezonowej recenzji niech będzie wędrówka do Pacanowa. Aleksander Maciejczyk rośnie w siłę kolejnymi rolami głównymi, ale musi już bardzo uważać na ich cieniowanie. Koziołek nie może być Kredką Żółtą z poprzedniego roku. Lekkoduch nie powinien przypominać Broniewskiego. To jeszcze nie ten etap kariery, by grać tę samą rolę w każdej odsłonie. I na koniec coś, co zaczyna mnie martwić w wykonaniu młodych aktorów – nieobecny wzrok – przy naprawdę dobrze realizowanych detalach gestu. Profesor Maja Komorowska – laureatka Złotej Maski PTPT – mówiła podczas spotkania z towarzystwem o partyturze roli. Współczesna partytura, w niektórych wypadkach, zaczyna jakby być uboższa, pozbawiona porozumienia między widzem a aktorem, który przyszedł raczej do pracy jako rzemieślnik, niż twórca dzieła scenicznego.     

Reklama

 

Wycieczka teatralna

Poza Grodem Krzywoustego na dziesiątkach scen dzieje się niewiarygodnie dużo dobrych rzeczy. Kolejny raz Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru wyruszyło na różnorodną repertuarowo wycieczkę do Gardzienic, Lublina i Warszawy. Majowe tournée było ze wszech miar udane. Warto w tym miejscu przypomnieć, że także wakacje są czasem, aby wyrwać się z domu i obejrzeć przedstawienia plenerowe i festiwalowe w różnych zakątkach Polski i świata.

 

Złote Kalendarium

Przed nami nie tylko 212. sezon artystyczny w naszym mieście, ale przede wszystkim Złoty Jubileusz Teatru Dramatycznego, powołanego z inicjatywy Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru i uroczyście oddanego 12 stycznia 1975 roku. Oto los, który Jan Skotnicki wygrał na loterii pomyślnych okoliczności. Zanim wstanę do urodzinowych owacji, proszę rekordzistę na dystansie „staż dyrektorski w teatrach polskich” o konsekwentne podwyższanie poziomu gry i repertuarowy zawrót głowy. Świat zapamiętuje tylko finałowe sceny. Niech i tym razem los twórcom dzieł ponadczasowych sprzyja.

Reklama

 

Jarosław Wanecki
Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości