Reklama

Z miłości do ptaków

06/03/2013 08:31
Andrzej Graczyk jest uznanym ludowym rzeźbiarzem. Jego znak rozpoznawczy to drewniane ptaki. Ma na swoim koncie nagrody, wyróżnienia, jego prace zdobią kolekcje muzealne i prywatne. Jeździ na wystawy i kiermasze. Co rzadko się zdarza, udało mu się połączyć pasję z codzienną pracą. Ale jeszcze nie jest człowiekiem spełnionym. Cały czas ma głowę pełną pomysłów. Marzy, aby wyremontować stary dom na pracownię z prawdziwego zdarzenia i żeby jego roczny syn Kacper też był rzeźbiarzem.
„Ptaszek” to artystyczny pseudonim Andrzeja Graczyka. Rzeźbiarz mieszka w Worowicach–Wyrobach, wsi w gminie Staroźreby. Niedawno został laureatem pierwszej edycji konkursu organizowanego przez płocki powiat pn. „Kwiat powiatu”. To tylko jedno z wielu wyróżnień, jakie ma na koncie. Medal „Zasłużony dla powiatu płockiego”, medal „60-lecia Cepelii”, tytuł „Kryształowy kokos” przyznawany przez płockie starostwo, dyplomy, listy uznania zajmują honorowe miejsce w domu Andrzeja Graczyka.
Urodził się w 1965 r. w Begnie niedaleko Płocka. W sąsiedniej wsi mieszkał Jan Staniszewski, rolnik i rzeźbiarz, którego prace cieszyły się zainteresowaniem muzeów i prywatnych kolekcjonerów. To właśnie u Jana Staniszewskiego „Ptaszek” połknął bakcyla rzeźbiarstwa. Było to prawie 40 lat temu. Początkowo Andrzej Graczyk przyglądał się, jak powstają rzeźby. Potem zaczął próbować własnych sił. – Czasami było tak, że człowiek poważnie się skaleczył dłutem. Ale to nie odstraszało. Zaciskało się zęby, opatrywało rękę i rzeźbiło dalej. Moi koledzy woleli zabawy, a ja rzeźbienie – opowiada.
W rodzinnym domu pasja Andrzeja Graczyka nie znalazła zbytniego uznania. Jak mówi rzeźbiarz, rodzice widzieli go bardziej w roli mechanika albo murarza. Ale nie zrezygnował, chociaż w swoim życiu zawodowym był m.in. kierowcą ciężarówki. – W pewnym momencie jazdy i rzeźbienia nie dało się pogodzić. Wybrałem rzeźbienie. Chociaż, żeby utrzymać się z tej profesji, trzeba sporo zachodu. Zwłaszcza że mam wielu naśladowców. Rzeźbione, malowane ptaki przyjęły się na rynku, dlatego wiele osób próbuje kopiować moje prace – mówi „Ptaszek”.
Pierwsze prace Andrzeja Graczyka to szopki, świątki, figurki ludzi i zwierząt. Ale w końcu wpadł na pomysł, by rzeźbić ptaki. Dlaczego akurat ptaki? Andrzej Graczyk mówi, że mieszka na wsi, blisko lasu i na co dzień ma z nimi do czynienia. Lubi je obserwować, słuchać ich śpiewu. Kojarzą mu się z wolnością, przestrzenią. Andrzej Graczyk swoje ptaki dzieli na domowe, rajskie i fantazyjne. Jego firmowym znakiem są perliczki, które rzeźbi od ponad 30 lat. Dumny jest ze swojego indyka – pierwszej pracy, którą sprzedał. Miał wtedy 17 lat. Dzisiaj w każdym kawałku drewna Andrzej Graczyk widzi nowego ptaka. Przyznaje, że czasami zdarzało mu się zabrać spod pieca polano przeznaczone do spalenia.
Rzeźbiarz z Worowic–Wyrobów w trakcie roku jeździ na ok. 50 wystaw, kiermaszów, festiwali sztuki ludowej. Opowiada, że często spotyka te same osoby, które odwiedzają jego stoisko, żeby dokupić ptaka do kolekcji. – Od blisko 25 lat jeżdżę do Krakowa i było mi bardzo miło, gdy kiedyś koło mojego stoiska zatrzymała się wycieczka, oglądała eksponaty i padały pytania, czy to ja jestem Andrzej Graczyk – wspomina rzeźbiarz.
W marcu „Ptaszek” wybiera się na wystawę do Niemiec. Na swoim koncie ma wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych w Polsce i na świecie, m.in. w Niemczech, Belgii, Danii, Francji, Austrii, Włoszech, Grecji, Węgrzech, Czechach, Holandii czy na Słowacji. Dumny jest ze swojej wystawy i wyjazdu do USA w 2001 r. Jego prace są w muzeach i kolekcjach prywatnych, w tym wielu znanych osób m.in. Jolanty Kwaśniewskiej, Zbigniewa Brzezińskiego, Donalda Tuska, Anny Dymnej, Mariana Opani, Krystyny Sienkiewicz. – Kiedyś w Krakowie moje stoisko odwiedziła Anna Dymna, która zażartowała, że wydała już majątek na moje ptaszki – wspomina Andrzej Graczyk. Jego prace były wykorzystywane do scenografii w programach telewizyjnych i filmach („Złotopolscy”, „Pół żartem, pół serio”, „Adam i Ewa”). Artysta angażuje się też w działalność społeczną. Wielokrotnie bezpłatnie prowadził warsztaty rzeźbiarskie w szkołach i muzeach.
Andrzej Graczyk marzy, aby wyremontować stary, blisko 100-letni dom na pracownię z prawdziwego zdarzenia. Ale jak mówi, na razie to dla niego zbyt duże wyzwanie finansowe. Wierzy jednak, że marzenie uda się spełnić. Podobnie jak to, aby któreś z jego dzieci przejęło jego pasję. Być może będzie to najmłodszy z czwórki latorośli, Kacper. – Ma dopiero roczek, ale już dostał dłutko-zabawkę do rączki i zaczął trochę nim ruszać. Dobrze, gdyby chciał kontynuować dzieło ojca – mówi Andrzej Graczyk.    (gsz)
fot. Grzegorz Szkopek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości