Kto by przypuszczał, że czarny fartuszek z białym kołnierzykiem, w którym nasze mamy chodziły do szkoły, albo koń na biegunach, czy drewniana kołyska ze szmacianą lalką, będą stanowiły na koniec XX wieku eksponaty muzealne, poszukiwane przez etnografów. Takie właśnie obiekty można oglądać na wystawie w Spichlerzu.Współcześni, dżinsowi uczniowie, którzy przychodzą do Spichlerza na lekcje środowiska, zasypują etnografów gradem pytań. Okazuje się, że wiele zagadnień jest już dla nich odległą historią. - Eksponowane obiekty, czy ich zespoły pokazują okres dzieciństwa na wsi pierwszej połowy XX wieku. To także historia życia (a ściślej wczesnej jego fazy), dużej części ludzi średniego i starszego pokolenia w Polsce, czyli niejednokrotnie nas samych lub naszych rodziców czy dziadków – powiedziała Wanda Dowlaszewicz, komisarz wystawy. Większość obiektów pochodzi z Muzem Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu, Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, zbiorów płockich, zbiorów kościoła Mariawitów, włączyła się szkoła w Bodzanowie i prywatni kolekcjonerzy. Narodziny, praca, nauka, zabawa – to kolejne etapy dzieciństwa, nie tylko na wsi, ale właśnie tam było ono specyficzne. Drewniana kołyska na biegunach wprowadza w klimat narodzin. Niemowlę należało szybko ochrzcić, a prezenty od kumów, czyli rodziców chrzestnych zawsze były, choć skromniejsze niż teraz, a więc: koszulki do chrztu, czapeczka, nawet pieluszki zrobione z prześcieradła. Dzieci do chrztu podawano w poduszce, przewiązanej wstążką, okrytej chustą, później w becikach przystrojonych dekoracyjną kapą. Zdjęcia towarzyszące eksponatom tworzą swoisty klimat tej wystawy, mimo wszystko ciepły klimat niełatwego dzieciństwa. Gdy rodzice szli do pracy, opiekę nad niemowlęciem sprawowało starsze rodzeństwo. A ponieważ rodziny były wielodzietne, w miarę dorastania kolejne dziecko stanowiło istotną pomoc w gospodarstwie. Dzieci pasały gęsi, bydło, zajmowały się końmi. Do ich obowiązku należało również noszenie jedzenia na pole, zebranie chrustu i szyszek na opał, a latem jagód i grzybów, które wspomagały domowy budżet. Zabawki także były. Wykonywali je rodzice lub samo dziecko. Chłopcy mieli więc łuki, drewniane proce, karabiny i miecze. Zimą, na stawie, można było zrobić rodzaj karuzeli i popychając drewniane ramię ślizgać się na łyżwach, przywiązanych rzemykiem do butów. Jak pisze w katalogu Wanda Dowlaszewicz „brak gotowych zabawek wyzwalał pomysłowość i nawet wyścigi z fajerką potrafiły ekscytować, a szmaciana czy wykonana z włosia piłka wprowadzała ożywienie nie mniejsze niż prawdziwa”. Na ekspozycji w Spichlerzu oprócz pojedynczych eksponatów, dokumentujących dzieciństwo na polskiej wsi można oglądać fragment klasy szkolnej z lat pięćdziesiątych. Na ścianie portrety Gomułki i Cyrankiewicza, na pulpitach – liczydła, kałamarze, drewniany piórnik. Tylko ławki niewiele się różnią. Wydaje się nawet, że były wygodniejsze, aczkolwiek nie zróżnicowane według wzrostu. Przy okazji zbierania eksponatów okazało się, że jeszcze w tych czasach z braku nowych map dzieci uczyły się geografii – z przedwojennej. Wystawa „Na drodze życia. Dzieciństwo” ma być pierwszą częścią tryptyku. (lesz) Fot. z katalogu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze