Życie strażaka to ciągła walka z czasem i żywiołami. Nie inaczej jest w Słubicach, gdzie na straży bezpieczeństwa mieszkańców stoi 69 członków lokalnej jednostki OSP. To właśnie oni są na pierwszej linii frontu, co udowadniają w najtrudniejszych sytuacjach. Ten rok był dla nich bardzo pracowity – interweniowali ponad 210 razy. Szczególnie trudny był lipiec, kiedy to gmina Słubice bardzo mocno ucierpiała w wyniku silnych nawałnic.
Są zawsze gotowi, by nieść pomoc. Niestraszne im żadne, nawet najtrudniejsze zadanie. Powalone drzewa i słupy energetyczne, zerwane dachy, podtopienia, kolizje i wypadki drogowe, wreszcie pożary. To tylko niektóre z sytuacji, z jakimi mierzą się strażacy. Ten rok był szczególnie obfity w nagłe załamania pogody, których skutki zagrażały życiu i zdrowiu mieszkańców całego powiatu płockiego. Doskonale wiedzą o tym strażacy ze Słubic, którzy przez wiele dni usuwali skutki nawałnic. To był dla nich trudny czas i jedna z cięższych akcji. Ale nie tylko tego typu zdarzenia pozostają w ich pamięci na długi czas. To także m.in. tragiczne wypadki. – Najtrudniejsze dla nas są działania trwające przez długi czas oraz te, w których są osoby poszkodowane, w szczególności dzieci. W pamięć ratowników zapadło przynajmniej kilka takich akcji. Jedną z nich jest zdecydowanie powódź z 2010 roku, która silnie dotknęła teren gminy Słubice. Kolejna to wielodniowe działania związane z nawałnicą, która w lipcu 2021 roku dotknęła wiele miejscowości w powiecie płockim. Te działania były o tyle trudne, że pomoc w ramach OSP trzeba było łączyć z życiem prywatnym, zawodowym oraz szkodami, jakie dotknęły gospodarstwa domowe naszych ratowników – wspomina sekretarz OSP w Słubicach Michał Dylicki.
Takich wyczerpujących fizycznie czy psychicznie akcji jest znacznie więcej. – Wśród trudnych akcji należy wymienić również wypadek, w którym ciężko rannych została trójka rowerzystów i zdarzenie, w wyniku którego pod kołami ciągnika rolniczego śmierć poniósł młody chłopiec czy też odebranie sobie życia przez nastolatka. W ostatnich miesiącach najtrudniejszą akcją były działania na rzece Wisła, gdzie pod wodą zaginął mężczyzna, którzy wypadł z łodzi. Doskonale pamiętam mieszaninę różnych emocji, kiedy dotarła do nas informacja, iż mężczyzną, którego szukamy, jest prawdopodobnie starosta płocki – Mariusz Bieniek, z którym współpracowaliśmy i który wspierał również naszą jednostkę – wspomina sekretarz.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
(ek)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze