Pierwszy obrazek: Wigilia 2006 roku, przy kominku w salonie siedzi cała, wielopokoleniowa rodzina. Rozmawiają, cieszą się ze spotkania w swoim gronie i planują następne spotkanie, w święta Wielkanocne w 2007 roku. Drugi obrazek. Jest chłodny, lutowy piątek. Pan A. przyjeżdża do swojego wiejskiego domu. W domku jest niska temperatura, więc zapala ogień w kominku. Idzie do kuchni, by przygotować sobie posiłek. Myśli, co jeszcze trzeba zrobić do wieczora, kiedy do domku przyjedzie żona z córką. W pewnym momencie słyszy wielki huk, nie wie, co się stało. Huk dobiega z salonu. Za chwilę wszystko staje się jasne. Wybuchł kominek, a właściwie płaszcz wodny, dzięki któremu miało się rozchodzić po całym domu ciepło. Cały salon został zdewastowany, wyrwane drzwi z futrynami. – Cudem ocalałem – mówi zdenerwowany pan A. – Gdybym był w salonie, raczej nie uszedłbym z życiem. Całe szczęście, że byłem sam w domu, zwykle jest nas więcej, przyjeżdża rodzina, znajomi i zawsze w takie chłodne dni zapalamy ogień w kominku i siadamy w salonie. Pan A. niezbyt często przyjeżdżał do swojego domku na wieś. Zimą mieszka w Płocku, w bloku. Wiejski domek ogrzewany jest piecem olejowym, a w kominku paliło się, by było cieplej i przyjemniej. Tego feralnego dnia rozpalił ogień i wyszedł z salonu. Chwilę później usłyszał sygnał alarmowy, że zbyt szybko rośnie temperatura w płaszczu wodnym. Zadzwonił do serwisanta, który poradził mu zachować spokój i wygasić palenisko, a potem rozgarnąć polana. – Dokładnie tak zrobiłem, a temperatura zaczęła spadać – opowiada. – Myślałem, że wszystko jest już w porządku. Poszedłem więc do kuchni i właśnie wtedy usłyszałem huk. Za chwilę pobiegłem do salonu, a tam wszystko było zdewastowane, na podłodze woda z płaszcza wodnego, nie było prądu. Przerażony zawołałem sąsiada, jakoś skleciliśmy drzwi, bo nie było jak zamknąć domu, a do środka wdzierało się zimno. Gospodarz zaczął dzwonić do sprzedawcy kominka i do instalatora, który całość zamontował. Sprzedawca od razu powiedział, że to nie jego wina, choć całe urządzenie było na gwarancji. – To niesamowite, jak mało kogo interesował ten wybuch – mówi pan A. – Owszem, udało mi się ściągnąć do domku ludzi od producenta, ale ci nawet nie zrobili zdjęć, tylko stwierdzili, że to nie ich wina. Obarczyli nią instalatora. Kominek został kupiony i zainstalowany w czerwcu ubiegłego roku. Instalował go człowiek polecony przez sprzedawcę. – Byłem pewien, że zostanie wszystko porządnie wykonane, ja się na tym nie znam i nie muszę znać – mówi. – Teraz zostałem sam, a choć kominek jest na gwarancji, nie ma winnego. Pan A. ma żal do sprzedawcy i instalatora, że nikt go nie uprzedził, że nie kupuje w pełni bezpiecznego urządzenia. Wszyscy powtarzali, że w kominku są takie zabezpieczenia, że nic się nie może stać. Zresztą dlatego zdecydował się na ten rodzaj, wyposażony w elektroniczne zabezpieczenia i alarmy. Nikt przecież nie chce mieć w domu bomby. W jego przypadku okazało się, że kupił sobie, za sporą sumę taką bombę i ona wybuchła. Na szczęście nic się nikomu nie stało. Teraz nikt nie chce mu pomóc, a zainteresowani zrzucają winę na innych. Zdaniem pana A. całą sprawą powinien zająć się sprzedawca, który wystawia gwarancję. – Przecież jak popsuje się w domu jakiś sprzęt, to oddajemy go do sklepu, a nie wysyłamy do producenta, czy instalatora. Instalator był wskazany przez sprzedawcę, więc sklep brał za niego odpowiedzialność. Ponieważ chciałem, żeby wszystko było w najlepszym porządku, nawet czekałem kilkanaście dni, bo pan był tak obłożony robotą. To nie pierwsza rzecz, którą kupiłem w tej firmie i nigdy nie było żadnych kłopotów. Zresztą dlatego tym razem też ją wybrałem. Teraz pan A. przestrzega swoich znajomych przed kupnem kominka z płaszczem wodnym. Zdaniem sprzedawcy, firmy Clima Hit, winę za całą tę sprawę ponosi pan A. – My zgłosiliśmy do producenta, że nastąpił wybuch, przyjechali przedstawiciele z firmy, którzy stwierdzili, że kupujący nie zrobił wszystkiego, by bezpiecznie korzystać z kominka – słyszymy w odpowiedzi. – Instalacja nie została ocieplona, wszystko zamarzło i taki był efekt zaniedbania. Z naszej wiedzy wynika, że instalator uprzedzał pana A. o konieczności dodatkowego ocieplenia. Ekipa od producenta wszystko sprawdziła i stwierdziła, że jedynym powodem wybuchu był brak ocieplenia. Pan A. ma w tej chwili zdewastowany wybuchem salonik i kominek, który do niczego się nie nadaje. Ponieważ nie mógł dogadać się ani ze sprzedawcą, ani z producentem, oddał sprawę do sądu. – My też czekamy na rozstrzygnięcie, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy – kończy rozmowę przedstawiciel firmy Clima Hit. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze