Reklama

Wszystkie zwierzęta Józefa Wilkonia

13/11/2020 10:47

– Drewno żyje inaczej. I długo. Po śmierci zmienia się niesamowicie. Jest aksamitne od słońca i deszczu. Ja posługuję się głównie takim, które natura już spreparowała po swojemu, dodając, odejmując, łącząc. Głównie używam topolę. To jest tak piękne drzewo, zwłaszcza w pejzażu – mówi Józef Wilkoń. Dom i pracownię artysty w Zalesiu Dolnym zdążyliśmy odwiedzić pod koniec lata. 

Za bramą ukrytej wśród drzew posesji otwiera się widok na ogród. Pod jabłoniami rosną paprocie, stary płotek zdobią skrzynki z begoniami. A dookoła drewniane zwierzęta. Olbrzymie wilki, żubr, słoń. Obok nich grzeczne psy i koty. Z drabiny przygląda się gościom stadko niebieskich ptaków. Na pieńku siedzi sęp – jedna z pierwszych rzeźb Wilkonia. 
W stosie surowego drewna artysta już dostrzega nowe kształty. – Rżnę w topoli, która jest uznawana za chwast wśród drzew. No i te topole bezkarnie wycinają, chociażby przy budowaniu autostrad. Dlatego łatwo je nabyć. Kilka takich topól wyczyściłem, zakonserwowałem i może kiedyś uda mi się zrobić z nich scenografię w teatrze. Powsadzam w dziuple trochę rzeźb. To będzie mój „Sen nocy letniej”. Topole są cudowne – opowiada gospodarz. 
Wydeptana ścieżka prowadzi do plenerowej pracowni. Imponujący żubr czeka na podróż do Białowieży. – Jest pół raza większy niż żubr w naturze. Są przymiarki, żeby stanął przed wjazdem do Parku. Drewniane rzeźby bez zadaszenia po roku, dwóch niszczeją. Na powietrzu ma szansę przetrwać tylko metalowy odlew. Mam parę odlewów dużych rzeźb w Piasecznie. Sam wybrałem dla nich miejsce. W fontannie stoją hipopotamy. Przed USC – lwica z lwiątkiem. Niedźwiedź i dziki powędrowały do parku. 
Zieloną przestrzeń ogrodu artysty upodobała sobie grupa wilkołaków. Trzy olbrzymy wydają się łagodne i dumnie prezentują swoje młode. – Idea jest taka, że one ofiarują człowiekowi psa. Pies pochodzi od wilka, przynajmniej wszystko na to wskazuje. Wilkołaki były w zeszłym roku w Radziejowicach – wyjaśnia Wilkoń. – A ten tur? – pytam. – Zrobiłem go przed wystawą w Zachęcie. Stanął potem razem z łosiem i niedźwiedziem pod Arkadami Kubickiego. Teraz kupiłem od faceta drewno kominkowe - grab. Rzadko które drzewo tworzy takie struktury przypominające Hory, te mitologiczne boginie w drapowanych sukniach. Chcę, żeby bohaterem wszystkiego było to, co zrobiła sama natura. 

Don Kichota droga na Płock
Rzeźby Józefa Wilkonia wędrują po całym świecie. Słynny Don Kichot w 2011 roku wyruszył z Zalesia najpierw do Płocka, a potem na podbój Europy. Podwójna, ponad dwumetrowa postać rycerza z La Manczy i jego giermek Sancho Pansa zatrzymali się w Płockiej Galerii Sztuki. Na wystawie „Don Kichot Józefa Wilkonia... wyprawa do Płocka” artysta zaprezentował również swoje ilustracje. Koty, ryby, ptaki, dżungla Kiplinga, rysunki do wierszy Rilkego, Staffa i Kamieńskiej. Z szopki bielańskiej przyjechało Cielątko z polichromowanego drewna. 
Artysta był w Płocku kilka razy z okazji swoich wystaw. W 2015 prowadził warsztaty w Książnicy. Spotkał się z uczniami Liceum Plastycznego. Na pamiątkę zostawił konia. – W tej pięknej galerii miałem dużą wystawę. Płock z wysokim brzegiem, widokiem na Wisłę to jest jeden z trzech, czterech niezwykłych widoków w Polsce. Mam taki ulubiony z Janowca na Kazimierz. W Sandomierzu też bywają sytuacje przepiękne, ale Płock jest niesamowity. Bardzo ładna jest droga na Płock. Romański kościół w Czerwińsku to też wydarzenie. Na pewno jeszcze przyjadę.
Przy domu Wilkonia rośnie majestatyczny dąb. Porównywalny wiekiem z tym w Płocku, któremu sławę przyniósł wiersz Broniewskiego. – Dla tego dębu kupiliśmy całą posesję. Szacuję go na 270-300 lat – tak jakoś. Tu się przeniosłem w pierwszych dniach stanu wojennego. Wcześniej mieszkaliśmy na Hożej. Nie bardzo bym się stąd chciał ruszyć. Jest fajnie, cisza, taki azyl – opowiada. 
Wilkoniowy dąb – pomnik przyrody został uwieczniony w ilustracjach do „Pana Tadeusza”. Pod drzewem artysta wyobraził sobie koncert Jankiela. „Pana Tadeusza” uważa za jedno ze swoich najważniejszych osiągnięć. Mickiewiczowskie arcydzieło zilustrował przede wszystkim pejzażem i nastrojem. 

Reklama

Warsztat ilustratora 
Z ogrodu idziemy do domku pod nietoperzem. Te tajemnicze zwierzęta zawsze Wilkonia fascynowały. Zrobił ich sporo. – Wsadzam te latające nietoperze w moje nocne krajobrazy. Ten, który przyczepił się do ganku, w dzień odpoczywa. Nocą pewnie obserwuje pracującego długo artystę. 
Na parterze witają wchodzących drewniane psy i małe odlewy rzeźb. Pudła na górze mieszczą setki katalogów z wystaw na całym świecie, wielojęzyczne albumy (np. o zespole „Mazowsze”), książki. Oprawione rysunki, aktualnie nie wystawiane, zajmują przestrzeń pod ścianami. 
– Dobrze, że przynajmniej mam miejsce na te wszystkie książki. Kiedyś tu zrobię porządek. W pokojach trochę starych mebli. - Pokażę pani coś, co się rzadko zdarza. Sekretera. Korniki zjadły wszystko, co było do zjedzenia i nie chcą dalej jeść. Kupiłem ją od handlarza z Poznania. Bardzo ładna, prawda? 
Ulubionym miejscem artysty jest kuchnia w drewnianej willi. Tu powstają niepowtarzalne, wilkoniowe ilustracje, na których pędzel, kredka czy ołówek nadają kształt barwnej plamie. Choćby słynne pawie. – Jest kawa doniesiona? To zaraz sobie zrobimy w kuchni. 
Ilustracją zajął się z powodów pragmatycznych, ponieważ po studiach obrazy nie przynosiły dochodów. To malarskie dopełnienie słowa w wierszach poetów. I Cervantesa. Rysunki do przygód rycerza z La Manczy powstały już w latach sześćdziesiątych. Otrzymały wiele światowych nagród. Ostatnio ich autor dostał Krzyż Komandorski Orderu Izabeli Katolickiej przyznany przez Króla Hiszpanii Filipa VI. W 2016 roku „Don Kichota” Cervantesa- Wilkonia wydała Fundacja Chem Poland Na Rzecz Kultury. 
Przy kawie w filiżankach z Bolesławca Wilkoń wspomina czasy studenckie i swoich profesorów. – Miałem świetnych pedagogów, całą plejadę. Od Pronaszki, Rzepińskiego, przez Cybisową no i Marczyński też. Najlepszy jako malarz z nich wszystkich był Cybis. Na akademii krakowskiej mieliśmy więcej swobody niż w Warszawie, gdzie była bezpośrednia presja partyjna socrealizmu. Nie ukrywa fascynacji starymi mistrzami: Tycjanem, Rembrandtem, Caravaggiem. – Do dziś się nimi zachwycam. Zawsze coś od nich biorę. Bez przerwy mnie inspirują. 
Zwierzęta Wilkonia ciągle zwiedzają świat. Jedna duża wystawa jest we Włoszech i nie wraca przez pandemię. Druga ekspozycja była pokazywana w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. Eksponaty na wystawę w Muzeum Miejskim w Tychach udostępniła Fundacja „Arka” im. Józefa Wilkonia. 
– Nigdy nie przypuszczałem, że będę rzeźbiarzem. W 1991 roku zacząłem się bawić w rzeźbę myśląc, że robię tak zwaną ilustrację przestrzenną, czyli rzeźbę w drewnie. Stworzonka jakieś fotografowałem, żeby umieścić je w książce. A potem zachciało mi się to robić większe, a doszło do tego, że teraz mam żubra i inne bardzo duże formy. To wszystko, co się tutaj dzieje, to jest ilustracja mojego życia – podkreśla Wilkoń.

Lena Szatkowska 
fot. Marta Kunavar

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości