– Drewno żyje inaczej. I długo. Po śmierci zmienia się niesamowicie. Jest aksamitne od słońca i deszczu. Ja posługuję się głównie takim, które natura już spreparowała po swojemu, dodając, odejmując, łącząc. Głównie używam topolę. To jest tak piękne drzewo, zwłaszcza w pejzażu – mówi Józef Wilkoń. Dom i pracownię artysty w Zalesiu Dolnym zdążyliśmy odwiedzić pod koniec lata.
Za bramą ukrytej wśród drzew posesji otwiera się widok na ogród. Pod jabłoniami rosną paprocie, stary płotek zdobią skrzynki z begoniami. A dookoła drewniane zwierzęta. Olbrzymie wilki, żubr, słoń. Obok nich grzeczne psy i koty. Z drabiny przygląda się gościom stadko niebieskich ptaków. Na pieńku siedzi sęp – jedna z pierwszych rzeźb Wilkonia.
W stosie surowego drewna artysta już dostrzega nowe kształty. – Rżnę w topoli, która jest uznawana za chwast wśród drzew. No i te topole bezkarnie wycinają, chociażby przy budowaniu autostrad. Dlatego łatwo je nabyć. Kilka takich topól wyczyściłem, zakonserwowałem i może kiedyś uda mi się zrobić z nich scenografię w teatrze. Powsadzam w dziuple trochę rzeźb. To będzie mój „Sen nocy letniej”. Topole są cudowne – opowiada gospodarz.
Wydeptana ścieżka prowadzi do plenerowej pracowni. Imponujący żubr czeka na podróż do Białowieży. – Jest pół raza większy niż żubr w naturze. Są przymiarki, żeby stanął przed wjazdem do Parku. Drewniane rzeźby bez zadaszenia po roku, dwóch niszczeją. Na powietrzu ma szansę przetrwać tylko metalowy odlew. Mam parę odlewów dużych rzeźb w Piasecznie. Sam wybrałem dla nich miejsce. W fontannie stoją hipopotamy. Przed USC – lwica z lwiątkiem. Niedźwiedź i dziki powędrowały do parku.
Zieloną przestrzeń ogrodu artysty upodobała sobie grupa wilkołaków. Trzy olbrzymy wydają się łagodne i dumnie prezentują swoje młode. – Idea jest taka, że one ofiarują człowiekowi psa. Pies pochodzi od wilka, przynajmniej wszystko na to wskazuje. Wilkołaki były w zeszłym roku w Radziejowicach – wyjaśnia Wilkoń. – A ten tur? – pytam. – Zrobiłem go przed wystawą w Zachęcie. Stanął potem razem z łosiem i niedźwiedziem pod Arkadami Kubickiego. Teraz kupiłem od faceta drewno kominkowe - grab. Rzadko które drzewo tworzy takie struktury przypominające Hory, te mitologiczne boginie w drapowanych sukniach. Chcę, żeby bohaterem wszystkiego było to, co zrobiła sama natura.
Don Kichota droga na Płock
Rzeźby Józefa Wilkonia wędrują po całym świecie. Słynny Don Kichot w 2011 roku wyruszył z Zalesia najpierw do Płocka, a potem na podbój Europy. Podwójna, ponad dwumetrowa postać rycerza z La Manczy i jego giermek Sancho Pansa zatrzymali się w Płockiej Galerii Sztuki. Na wystawie „Don Kichot Józefa Wilkonia... wyprawa do Płocka” artysta zaprezentował również swoje ilustracje. Koty, ryby, ptaki, dżungla Kiplinga, rysunki do wierszy Rilkego, Staffa i Kamieńskiej. Z szopki bielańskiej przyjechało Cielątko z polichromowanego drewna.
Artysta był w Płocku kilka razy z okazji swoich wystaw. W 2015 prowadził warsztaty w Książnicy. Spotkał się z uczniami Liceum Plastycznego. Na pamiątkę zostawił konia. – W tej pięknej galerii miałem dużą wystawę. Płock z wysokim brzegiem, widokiem na Wisłę to jest jeden z trzech, czterech niezwykłych widoków w Polsce. Mam taki ulubiony z Janowca na Kazimierz. W Sandomierzu też bywają sytuacje przepiękne, ale Płock jest niesamowity. Bardzo ładna jest droga na Płock. Romański kościół w Czerwińsku to też wydarzenie. Na pewno jeszcze przyjadę.
Przy domu Wilkonia rośnie majestatyczny dąb. Porównywalny wiekiem z tym w Płocku, któremu sławę przyniósł wiersz Broniewskiego. – Dla tego dębu kupiliśmy całą posesję. Szacuję go na 270-300 lat – tak jakoś. Tu się przeniosłem w pierwszych dniach stanu wojennego. Wcześniej mieszkaliśmy na Hożej. Nie bardzo bym się stąd chciał ruszyć. Jest fajnie, cisza, taki azyl – opowiada.
Wilkoniowy dąb – pomnik przyrody został uwieczniony w ilustracjach do „Pana Tadeusza”. Pod drzewem artysta wyobraził sobie koncert Jankiela. „Pana Tadeusza” uważa za jedno ze swoich najważniejszych osiągnięć. Mickiewiczowskie arcydzieło zilustrował przede wszystkim pejzażem i nastrojem.
Warsztat ilustratora
Z ogrodu idziemy do domku pod nietoperzem. Te tajemnicze zwierzęta zawsze Wilkonia fascynowały. Zrobił ich sporo. – Wsadzam te latające nietoperze w moje nocne krajobrazy. Ten, który przyczepił się do ganku, w dzień odpoczywa. Nocą pewnie obserwuje pracującego długo artystę.
Na parterze witają wchodzących drewniane psy i małe odlewy rzeźb. Pudła na górze mieszczą setki katalogów z wystaw na całym świecie, wielojęzyczne albumy (np. o zespole „Mazowsze”), książki. Oprawione rysunki, aktualnie nie wystawiane, zajmują przestrzeń pod ścianami.
– Dobrze, że przynajmniej mam miejsce na te wszystkie książki. Kiedyś tu zrobię porządek. W pokojach trochę starych mebli. - Pokażę pani coś, co się rzadko zdarza. Sekretera. Korniki zjadły wszystko, co było do zjedzenia i nie chcą dalej jeść. Kupiłem ją od handlarza z Poznania. Bardzo ładna, prawda?
Ulubionym miejscem artysty jest kuchnia w drewnianej willi. Tu powstają niepowtarzalne, wilkoniowe ilustracje, na których pędzel, kredka czy ołówek nadają kształt barwnej plamie. Choćby słynne pawie. – Jest kawa doniesiona? To zaraz sobie zrobimy w kuchni.
Ilustracją zajął się z powodów pragmatycznych, ponieważ po studiach obrazy nie przynosiły dochodów. To malarskie dopełnienie słowa w wierszach poetów. I Cervantesa. Rysunki do przygód rycerza z La Manczy powstały już w latach sześćdziesiątych. Otrzymały wiele światowych nagród. Ostatnio ich autor dostał Krzyż Komandorski Orderu Izabeli Katolickiej przyznany przez Króla Hiszpanii Filipa VI. W 2016 roku „Don Kichota” Cervantesa- Wilkonia wydała Fundacja Chem Poland Na Rzecz Kultury.
Przy kawie w filiżankach z Bolesławca Wilkoń wspomina czasy studenckie i swoich profesorów. – Miałem świetnych pedagogów, całą plejadę. Od Pronaszki, Rzepińskiego, przez Cybisową no i Marczyński też. Najlepszy jako malarz z nich wszystkich był Cybis. Na akademii krakowskiej mieliśmy więcej swobody niż w Warszawie, gdzie była bezpośrednia presja partyjna socrealizmu. Nie ukrywa fascynacji starymi mistrzami: Tycjanem, Rembrandtem, Caravaggiem. – Do dziś się nimi zachwycam. Zawsze coś od nich biorę. Bez przerwy mnie inspirują.
Zwierzęta Wilkonia ciągle zwiedzają świat. Jedna duża wystawa jest we Włoszech i nie wraca przez pandemię. Druga ekspozycja była pokazywana w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. Eksponaty na wystawę w Muzeum Miejskim w Tychach udostępniła Fundacja „Arka” im. Józefa Wilkonia.
– Nigdy nie przypuszczałem, że będę rzeźbiarzem. W 1991 roku zacząłem się bawić w rzeźbę myśląc, że robię tak zwaną ilustrację przestrzenną, czyli rzeźbę w drewnie. Stworzonka jakieś fotografowałem, żeby umieścić je w książce. A potem zachciało mi się to robić większe, a doszło do tego, że teraz mam żubra i inne bardzo duże formy. To wszystko, co się tutaj dzieje, to jest ilustracja mojego życia – podkreśla Wilkoń.
Lena Szatkowska
fot. Marta Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze