Reklama

Wścieklizna na Podolszycach

22/03/2001 09:58
Siódmego marca na Podolszycach Północ na ul. Żyznej Straż Miejska znalazła padłego lisa, który prawdopodobnie dotarł tu z lasów gmin Słupno. Dwa dni później z Zakładu Higieny Weterynaryjnej z Warszawy nadeszła informacja, że lis chorował na wściekliznę. Obszar zagrożony tworzą ulice: Wyszogrodzka, Zbożowa, Urodzajna, Boryszewska i teren nad rzeką Rosicą, przy samej granicy miasta, gdzie znaleziono zwierzę.Miesiąc temu martwego, padłego na wściekliznę lisa znaleziono w Płocku-Ciechomicach. Ale tam taki przypadek stanowi mniejsze zagrożenie, ponieważ osiedle ma inny charakter, a przede wszystkim jest tam mniej mieszkańców. Na osiedlu Podolszyce Północ, które stanowi dużą enklawę ludzką (mieszka tu ok. 20 tys. osób), przy tym pełnego miejsc użyteczności publicznej (m.in. szkoły i banki) mogą się zdarzyć następne przypadki wścieklizny: - Takiego przypadku na terenie miasta nie było już dawno – mówi Romuald Ostrowski, Powiatowy Inspektor Sanitarny. – Przypadek na Podolszycach może być niebezpieczny, jeśli ktoś miał kontakt z lisem, ale się nie przyznał. Jeden przypadek to nie epidemia, ale nigdy nie można wykluczyć następnego.Przede wszystkim mogą go jednak rozprzestrzenić psy, które miały kontakt z lisem, a nie zostały zaszczepione przeciw wściekliźnie. W związku z tym apele dotyczą zachowania szczególnej ostrożności, zwłaszcza wśród dzieci, w kontaktach z nieznanymi zwierzętami domowymi (np. wałęsającymi się psami) i dziko żyjącymi (jenotem, borsukiem, wiewiórką). Wirus wścieklizny znajduje się w ślinie zwierząt. Do zakażenia dochodzi w wyniku oślinienia, zadrapania lub pogryzienia uszkodzonej skóry lub błon śluzowych. Dzikie zwierzę zachowuje się anormalnie, gdy nie ucieka przed człowiekiem. Okres wylęgania choroby (do wystąpienia objawów) może trwać 1-3 miesiąca, ale i dłużej. W przypadku zadrapania czy pogryzienia człowieka przez zwierzę, ranę należy przemyć silnym strumieniem wody z mydłem, zdezynfekować i koniecznie zasięgnąć porady lekarskiej i weterynaryjnej. Zagrożenie dotyczy też okolicznych wsi, gdyż nie można wykluczyć ewentualności, że chory lis pokąsał zwierzęta gospodarskie. W wydanym przez Powiatowego Lekarza Weterynarii komunikacie (rozpowszechnionym na zagrożonym osiedlu) nakazuje się trzymanie nie na uwięzi psów (na spacer tylko w kagańcu i na uwięzi) oraz kotów w zamknięciu, a także niezwłoczne zgłaszanie każdego przypadku nienormalnego zachowania się zwierząt do siedziby weterynarii przy ul. Pięknej w Płocku. Jeżeli kontakt z chorym lisem mieli ludzie, powinni natychmiast zgłosić się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej przy Placu Dąbrowskiego 1. Jednocześnie zakazuje się szczepienia zwierząt przeciw wściekliźnie oraz leczenia zwierząt podejrzanych o wściekliznę.Za komunikatem weterynarii miasto ogłosiło własny: od 13 do 31 marca br. w strefie zagrożonej wścieklizną służby komunalne miasta prowadzić będą wyłapywanie bezpańskich psów i kotów.Złapane przez pracownika schroniska przy ul. Parowej psy trafią właśnie tam, do specjalnie w tym celu dobudowanej części - kwarantannika z miejscami dla 30 psów. Miasto rozważało też ewentualność zatrudnienia wyspecjalizowanej firmy, która za pomocą karabinka pneumatycznego usypiałaby zwierzęta, ale póki co nie ma takiej konieczności: - Wszystkie psy, które będą biegać po osiedlu bez opiekuna, kagańca i smyczy, traktowane będą jako bezpańskie – mówi Jan Siodłak, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego.Pierwszy pies trafił na Parową w ubiegły czwartek: - Bezpańskie psy na razie odławia pracownik schroniska, nie ma konieczności zatrudniania wyspecjalizowanej firmy – stwierdza Grażyna Pełka, szefowa schroniska. - Okazało się nagle, że bezpańskich psów na Podolszycach nie ma, a te, które do tej pory swobodnie biegały, bynajmniej nie były bezpańskie. Dopiero wykryty przypadek wścieklizny skłonił właścicieli psów do zachowywania przepisów: - Taki prysznic jest potrzebny wszystkim właścicielom psów – uważają pracownicy zaangażowanych w wyłapywanie psów instytucji. Przypadek wścieklizny przypomniał płocczanom, że obowiązuje miejska uchwała o trzymaniu podczas spacerów psów na smyczy oraz konieczności posiadania przez nich kagańców. Znakomita większość właścicieli psów jednak się tym faktem nie przejmuje Ażeby nie być gołosłownym, trochę statystyki: w ubiegłym roku Straż Miejska przeprowadziła 2.201 kontroli psów, skierowała 46 wniosków do kolegium, wypisała 229 mandatów karnych (największe po 250 zł), z powodu zanieczyszczeń ukarano 683 osoby (np. wyprowadzanie psów do piaskownicy), wydała 566 pouczeń: - Przypadek wścieklizny, być może, skłoni posiadaczy psów do większej kontroli nad nimi, bo wiadomo, że wirus wścieklizny przenosi się nie tylko przez pogryzienie i mogą go rozprzestrzeniać nawet zwierzęta na smyczy – mówi komendant Straży Miejskiej, Jerzy Tomaszewski. Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości