Siódmego marca na Podolszycach Północ na ul. Żyznej Straż Miejska znalazła padłego lisa, który prawdopodobnie dotarł tu z lasów gmin Słupno. Dwa dni później z Zakładu Higieny Weterynaryjnej z Warszawy nadeszła informacja, że lis chorował na wściekliznę. Obszar zagrożony tworzą ulice: Wyszogrodzka, Zbożowa, Urodzajna, Boryszewska i teren nad rzeką Rosicą, przy samej granicy miasta, gdzie znaleziono zwierzę.Miesiąc temu martwego, padłego na wściekliznę lisa znaleziono w Płocku-Ciechomicach. Ale tam taki przypadek stanowi mniejsze zagrożenie, ponieważ osiedle ma inny charakter, a przede wszystkim jest tam mniej mieszkańców. Na osiedlu Podolszyce Północ, które stanowi dużą enklawę ludzką (mieszka tu ok. 20 tys. osób), przy tym pełnego miejsc użyteczności publicznej (m.in. szkoły i banki) mogą się zdarzyć następne przypadki wścieklizny: - Takiego przypadku na terenie miasta nie było już dawno – mówi Romuald Ostrowski, Powiatowy Inspektor Sanitarny. – Przypadek na Podolszycach może być niebezpieczny, jeśli ktoś miał kontakt z lisem, ale się nie przyznał. Jeden przypadek to nie epidemia, ale nigdy nie można wykluczyć następnego.Przede wszystkim mogą go jednak rozprzestrzenić psy, które miały kontakt z lisem, a nie zostały zaszczepione przeciw wściekliźnie. W związku z tym apele dotyczą zachowania szczególnej ostrożności, zwłaszcza wśród dzieci, w kontaktach z nieznanymi zwierzętami domowymi (np. wałęsającymi się psami) i dziko żyjącymi (jenotem, borsukiem, wiewiórką). Wirus wścieklizny znajduje się w ślinie zwierząt. Do zakażenia dochodzi w wyniku oślinienia, zadrapania lub pogryzienia uszkodzonej skóry lub błon śluzowych. Dzikie zwierzę zachowuje się anormalnie, gdy nie ucieka przed człowiekiem. Okres wylęgania choroby (do wystąpienia objawów) może trwać 1-3 miesiąca, ale i dłużej. W przypadku zadrapania czy pogryzienia człowieka przez zwierzę, ranę należy przemyć silnym strumieniem wody z mydłem, zdezynfekować i koniecznie zasięgnąć porady lekarskiej i weterynaryjnej. Zagrożenie dotyczy też okolicznych wsi, gdyż nie można wykluczyć ewentualności, że chory lis pokąsał zwierzęta gospodarskie. W wydanym przez Powiatowego Lekarza Weterynarii komunikacie (rozpowszechnionym na zagrożonym osiedlu) nakazuje się trzymanie nie na uwięzi psów (na spacer tylko w kagańcu i na uwięzi) oraz kotów w zamknięciu, a także niezwłoczne zgłaszanie każdego przypadku nienormalnego zachowania się zwierząt do siedziby weterynarii przy ul. Pięknej w Płocku. Jeżeli kontakt z chorym lisem mieli ludzie, powinni natychmiast zgłosić się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej przy Placu Dąbrowskiego 1. Jednocześnie zakazuje się szczepienia zwierząt przeciw wściekliźnie oraz leczenia zwierząt podejrzanych o wściekliznę.Za komunikatem weterynarii miasto ogłosiło własny: od 13 do 31 marca br. w strefie zagrożonej wścieklizną służby komunalne miasta prowadzić będą wyłapywanie bezpańskich psów i kotów.Złapane przez pracownika schroniska przy ul. Parowej psy trafią właśnie tam, do specjalnie w tym celu dobudowanej części - kwarantannika z miejscami dla 30 psów. Miasto rozważało też ewentualność zatrudnienia wyspecjalizowanej firmy, która za pomocą karabinka pneumatycznego usypiałaby zwierzęta, ale póki co nie ma takiej konieczności: - Wszystkie psy, które będą biegać po osiedlu bez opiekuna, kagańca i smyczy, traktowane będą jako bezpańskie – mówi Jan Siodłak, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego.Pierwszy pies trafił na Parową w ubiegły czwartek: - Bezpańskie psy na razie odławia pracownik schroniska, nie ma konieczności zatrudniania wyspecjalizowanej firmy – stwierdza Grażyna Pełka, szefowa schroniska. - Okazało się nagle, że bezpańskich psów na Podolszycach nie ma, a te, które do tej pory swobodnie biegały, bynajmniej nie były bezpańskie. Dopiero wykryty przypadek wścieklizny skłonił właścicieli psów do zachowywania przepisów: - Taki prysznic jest potrzebny wszystkim właścicielom psów – uważają pracownicy zaangażowanych w wyłapywanie psów instytucji. Przypadek wścieklizny przypomniał płocczanom, że obowiązuje miejska uchwała o trzymaniu podczas spacerów psów na smyczy oraz konieczności posiadania przez nich kagańców. Znakomita większość właścicieli psów jednak się tym faktem nie przejmuje Ażeby nie być gołosłownym, trochę statystyki: w ubiegłym roku Straż Miejska przeprowadziła 2.201 kontroli psów, skierowała 46 wniosków do kolegium, wypisała 229 mandatów karnych (największe po 250 zł), z powodu zanieczyszczeń ukarano 683 osoby (np. wyprowadzanie psów do piaskownicy), wydała 566 pouczeń: - Przypadek wścieklizny, być może, skłoni posiadaczy psów do większej kontroli nad nimi, bo wiadomo, że wirus wścieklizny przenosi się nie tylko przez pogryzienie i mogą go rozprzestrzeniać nawet zwierzęta na smyczy – mówi komendant Straży Miejskiej, Jerzy Tomaszewski. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze