O wiklinie mógłby mówić godzinami. I nic dziwnego, bo jego przygoda z wikliną nie jest przypadkowa. To rodzinna tradycja. Kosze wyplatali dziadek i ojciec. – Naturalnym biegiem życia następny w kolejce byłem ja – mówi, rozpoczynając swoją opowieść o ginącym już dziś zawodzie wikliniarza. – Śmiało mogę powiedzieć, że o wiklinie wiem wszystko. Przez tyle lat przez moje ręce przeszło jej setki kilogramów i metrów. O wyplataniu opowiedziałem wielu młodym ludziom podczas warsztatów, pikników, pokazów czy spotkań w moim domowym warsztacie. Słuchali o trudnej sztuce wyplatania, cierpliwie uczyli się na warsztatach i naprawdę cieszyli, kiedy udało im się zrobić coś samodzielnie. Może jest nadzieja dla tego zawodu? Dziś pan Wojciech jest jednym z nielicznych w regionie płockim mistrzem wyplatania. Teresa Radwańska-Justyńska fot. archiwum
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze