Z bramkarzem zespołu piłki nożnej Wisły Płock Mateuszem Bąkiem rozmawia Jola Marciniak
– Piłkarz to taki zawód, przy wykonywaniu którego trzeba mieć dobre walizki. Nowy kontrakt, nowy klub i zmiana adresu...
– Wygląda to bardzo różnie. Są tacy piłkarze, którzy wiążą się z jednym klubem, w którym grają kilka lat, a są i tacy, którzy często zmieniają barwy klubowe, nawet co sezon czy rundę. I w takiej sytuacji na pewno walizki są potrzebne. Dla nas to nie jest taki duży problem, bo dzięki temu możemy poznawać nowych ludzi, miejsca. Wielu z nas wyjeżdża za granicę, mamy więc okazję zwiedzać inne kraje. Niestety, w gorszej sytuacji są osoby bliskie piłkarzom, które muszą się zdecydować na wyjazd lub rozstanie.
– Ty na razie nie masz takiego problemu?
– Jestem samotny, ważnej w moim życiu decyzji o wyjeździe do Portugalii nie musiałem z nikim konsultować. Przyjąłem chętnie propozycję wyjazdu na Maderę. Dla mnie sprawa była prosta. Jednego dnia dostałem telefon z ofertą, a za dwa dni już wsiadałem w samolot i leciałem. Oczywiście bardzo dobrze jest mieć kogoś u boku, ale w sytuacji, gdy ktoś ma rodzinę, to takie decyzje są dużo trudniejsze do podjęcia.
– Ale chyba łatwiej podjąć decyzję i wyjechać na Maderę niż zastanawiać się, czy przyjąć propozycję, powiedzmy z Płocka czy Łomży?
– Zawsze podstawowym argumentem przy wybieraniu oferty pracy jest poziom drużyny, możliwość rozwoju, także kontrakt, bo nie ma co ukrywać, że dla każdego piłkarza, chociaż kocha tę dyscyplinę, jest to jego zawód. Na pewno dodatkowym argumentem na tak jest miejsce. Gdybym miał wybrać, czy grać dla GKS Bełchatów, gdzie na stadion przychodzi niewiele osób, bo to małe miasto, czy w Trójmieście, to przy podobnym kontrakcie i podobnych możliwościach rozwoju wybrałbym Trójmiasto. Podobnie z Maderą, gdzie najważniejsza była drużyna. Ale niech nikt nie myśli, że praca tam ma coś wspólnego z wyjazdem na wakacje. Inna sprawa, że gdybym mógł tam zostać trzy lata, pewnie byłyby to najlepsze lata mojego życia.
– Nie chcę, byś porównywał Płock do Madery, ale musisz zdradzić, co było powodem przyjęcia propozycji Wisły.
– Nie chcę rozmawiać o względach sportowych. To długa historia, dlaczego jestem tu, a nie w innym miejscu. Prezes Dmoszyński złożył mi konkretną propozycję, a ja wiem, że mam okazję tu odbudować się sportowo. Powiem tak, obijało mi się o uszy, że w Płocku „piłkarze umierają”, że nie jest to najlepsze miejsce do grania w piłkę. Jestem zdziwiony tymi opiniami, spodziewałem się czegoś gorszego. Smutnego miasta, braku możliwości spędzania wolnego czasu, a teraz stale jestem mile zaskakiwany. Widzę miasto zadbane, uporządkowane, w którym mogę mieszkać. Trafiło mi się niezłe mieszkanie na Podolszycach, idealne miejsce, bo mogę dodatkowo spędzić czas na fitnesie. Rano jadę na trening, potem jest czas na odpoczynek i drugi trening w fitnesie. Powiem tak, można w Płocku skupić się tylko na piłce nożnej.
– Możemy nie rozmawiać o przeszłości, ale gra w II lidze to przecież krok do tyłu w Twojej karierze...
– Mój wewnętrzny cel to powrót do ekstraklasy i wierzę, że to się uda. Nie chodzi tylko o to, by udowodnić złośliwcom, którzy twierdzą, że mi się nie uda, ale sobie. Mam cel, wiem, po co pracuję, uwielbiam taką sytuację. Chcę wyciskać pot na treningu, wiedząc, do czego dążę. Tak się potoczyła moja kariera, że musiałem się w niej cofnąć. Wyjechałem do Portugalii z wielkimi nadziejami, wróciłem i niestety, mówiąc kolokwialnie, w moim klubie zostałem zrobiony w „dzwona”. Wszystko wyglądało nieciekawie, trenowałem, ale byłem odsunięty na daleki boczny tor. Płock to dla mnie powrót na szczyt. W życiu każdego człowieka są sinusoidy, mam nadzieję, że teraz jestem na szczycie. Ostatnie lata to była kontuzja, długa rehabilitacja, czyli jakaś dolina, potem wdrapałem się na szczyt, znów byłem na dole i teraz mam nadzieję iść na szczyt. Nie można być cały czas na górze, bo traci się wtedy kontakt z rzeczywistością. Jak jest fajnie, to wielu rzeczy się nie docenia. Ja wiem, że jak coś osiągnę, to moja radość będzie ogromna. Mam cel, do którego dążę.
– Masz podpisany w Płocku kontrakt na półtora roku, który może być szybciej rozwiązany, jeśli nie będzie awansu. Czy to Cię mobilizuje do pracy?
– Tak, jak nie będzie awansu, to kontrakt zostanie rozwiązany automatycznie. Ja jestem przekonany, że my wszyscy, cała drużyna, wiemy, o co walczymy. Nie ma możliwości innej niż awans. Po trzech kolejkach jest mocno średnio, ale jestem przekonany, że to musi piłkarsko odpalić. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jeśli awansu nie będzie, to nie będzie łatwo zmienić klub i spokojnie żyć dalej. Będzie nam bardzo ciężko znaleźć następne miejsce pracy. Niech nikt nie myśli, że nam nie zależy, że my się z klubem nie identyfikujemy. Dla każdego z nas ma to znaczenie w dalszej karierze. Jak nie będzie awansu, to wszyscy w swoich CV będą mieli taką informację. Przecież nam zależy na pracy w dobrym klubie, nie jest sztuką tułać się po niższych klasach, każdy ma swoje ambicje. Ja wychodzę z założenia, że jeśli kocham piłkę nożną, to muszę to robić na profesjonalnym poziomie. Gdyby miało być inaczej, to myślę, że oszczędziłbym sobie czasu i zajął się czymś innym w życiu.
– Niektórzy kibice dopatrują się gry drużyny przeciwko obecnemu trenerowi. Czy mają rację?
– Nie jestem od komentowania takich rzeczy, ale chcę te opinie zdementować. Uważam, że jest teraz dobrze, a my mamy wykonywać 100% swojej roboty, bez względu na to, kto prowadzi drużynę. Mamy cel, który trzeba zrealizować, a nie dyskutować.
– Dobrze to chyba nie jest, bo zespół traci coraz więcej punktów do lidera...
– Najlepiej nie jest, ale nie można zapominać o wielu rzeczach, choćby o tym, że zespoły z wyższych miejsc będą grały ze sobą. Mamy teraz mecze u siebie, trzeba w nich punktować. Bardzo ważny będzie ze Świtem na wyjeździe, zresztą każde spotkanie będzie ważne. Ja bym tylko prosił, by nie robić sztucznej złej atmosfery wokół drużyny, tylko wspólnie wierzyć, że awans wywalczymy. Patrzmy optymistycznie w przyszłość, nie martwmy się niczym na zapas. Rozmowa odbyła się 29 marca.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze