Pierwszy raz na pływalnię przyszedł z kolegami z III klasy. Wszyscy uczyli się pływać, a jemu jakoś wyjątkowo się to udawało. Ale nie myślał wtedy, że to może być jego sposób na życie. – Chciałem grać w piłkę, biegać, ale trener Stanisław Zotow przekonał moich rodziców, że moją przyszłością jest pływanie. Nie pozwalał mi brać udziału w innych dyscyplinach, więc dla świętego spokoju zgodziłem się na pływanie. Dziś jestem szczęśliwy, że wtedy trener nie dał mi wyboru. Właśnie kończą się wakacje, więc teraz dzień Damiana i jego rodziny wygląda nieco inaczej niż wtedy, gdy trenuje. – Codziennie, z wyjątkiem niedziel i wakacji, wstajemy z rodzicami o godz. 5.50. Nawet bez śniadania wsiadamy do samochodu, żebym o 6.30 mógł wejść do basenu i rozpocząć trening. Po zajęciach była szkoła, w czerwcu skończyłem Gimnazjum nr 8, a od września jestem uczniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego przy ZST 70. Na „lądzie” trenujemy około pół godziny, a potem już tylko 1,5 godziny w wodzie. O 18.00 kończymy, o 19.00 jestem w domu. Jem szybki obiad, trochę czasu spędzę nad książkami, a potem kolacja, spać i rano o 5.50 pobudka – opisuje swój plan dnia. Po szkole jest jeszcze dodatkowy trening, do domu wracają dopiero po godz. 18.00. Trochę brakuje czasu na odrabianie lekcji, przyjemności czy nawet na leniuchowanie. Ale to wszystko rekompensują zwycięstwa w zawodach, medale, tytuły mistrza Polski, zainteresowanie sponsorów, a przede pewne miejsce w reprezentacji Polski i marzenia o udziale w igrzyskach olimpijskich. Może jeszcze nie za dwa lata, nie w Rio de Janeiro, ale na pewno za 6 lat w Tokio. Jola Marciniak fot. Archiwum
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze