Wisła Płock przegrała spotkanie 19. kolejki Ekstraklasy z Legią w Warszawie. Po meczu trener Radosław Sobolewski powiedział: – Rywale byli dziś drużyną lepszą, tutaj nie ma co ukrywać. Jest to zespół poukładany, dobrze operujący piłką, widać tu pracę trenera Vukovicia i również mu gratuluję. Niestety w grze zespołu z Płocka nie widać było żadnych pozytywów. Nafciarze bronili się niezbyt skutecznie i przez całe spotkanie oddali tylko dwa strzały celne, w tym jeden z jedenastu metrów. To zdecydowanie za mało, żeby myśleć o zdobyciu choćby punktu. Legia w tym czasie oddała 25 strzałów, w tym 7 celnych, a trzy wpadły do siatki.
Od momentu rozpoczęcia spotkania widać było, że Legia bardzo chce wziąć rewanż za porażkę 0:1 w Płocku. Wskazówka minutowa na zegarze nie zrobiła nawet jednego pełnego obrotu, gdy Legioniści zdążyli pokazać, jaki jest ich cel w tym meczu, całkowicie przejmując inicjatywę. Tylko w ciągu 60 pierwszych sekund bardzo groźne strzały oddali zza linii pola karnego najpierw Paweł Wszołek, a zaraz potem Domagoj Antolic. Chwilę potem, z niewiadomych przyczyn, szarżujący od początku pojedynku Jose Kante, koniecznie chciał pokazać Wiśle, jak skutecznym może być napastnikiem. Uderzył z dalszej odległości, widać było, że to jego pierwsze, a nie ostatnie słowo.
Na kolejne nie trzeba było długo czekać. Po próbie wykorzystania świetnego podania Luquinhasa, kiedy jego strzał został zablokowany, pierwszy raz zagrał w duecie z Jarosławem Niezgodą. Kolejna próba pokonania Thomasa Dahne się nie udała.
Przewaga Legii była wyraźnie widoczna, bo w tej części spotkania Wisła była tylko tłem dla gospodarzy, którzy całkowicie opanowali obie połowy boiska. W 22. min. akcję rozpoczęli Michał Karbownik z Luquinhasem. Ten drugi odegrał do Niezgody i napastnik Legii pewnym strzałem, po krótkim słupku zdobył pierwszego swojego gola w tym meczu, wyprowadzając drużynę na zasłużone prowadzenie.
Jeszcze nie ucichła radość kibiców Legii po wywalczeniu prowadzenia, a znowu mieli okazję do oklaskiwania swoich zawodników. Na połowie rywali futbolówkę stracił Ricardinho, po czym poszło długie podanie do Niezgody, który opanował piłkę, ale nie był w najlepszej sytuacji do strzelenia gola. Dojrzał Jose Kante, a ten kopnął piłkę obok dalszego słupka bramki Dähne. Tym samym zdobył swoją szóstą bramkę w sezonie i podwyższył prowadzenie swojej drużyny do 2:0.
Po trzydziestu minutach gry Antolić brzydko sfaulował w polu karnym szarżującego Giorgiego Merebashvilego, a po weryfikacji VAR sędzia podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Dominik Furman, który świetnym, technicznym strzałem zdobył kontaktowego gola.
Nie da się ukryć, że Wisła wróciła do gry. Nadzieję na zmianę stylu gry mieli wszyscy obserwatorzy spotkania. Niestety, do końca pierwszej połowy cały czas dominowali gospodarze, którzy koniecznie chcieli podwyższyć wynik.
Próbował, na szczęście nieskutecznie Marko Vešović, a kilka minut później doskonałej okazji nie wykorzystał Luquinhas. Tuż przed końcem pierwszej połowy gospodarze mieli jeszcze dwie okazje do zdobycia bramki. Najpierw kolejną akcję na swojej stronie przeprowadzili Karbownik i Luquinhas, kiedy to po uderzeniu drugiego z nich płockiego bramkarza uratował rykoszet. Zaraz potem na rzut rożny zblokowana została próba strzału Karbownika.
Po przerwie nadal dominowali gospodarze, choć odrobinę mniej to było widać. W końcu Wisła jeszcze miała czas na zmianę wyniku, trzeba było tylko stwarzać sobie szanse. A tych było jak na lekarstwo.
Jedną z takich sytuacji rozpoczął Dominik Furman, który z rzutu wolnego zagrał do Piotra Tomasika. Ten wrzucił w pole karne, a tam czatował na piłkę Alan Uryga, który nie wykorzystał dobrej sytuacji, strzelając głową. Piłkę bez problemu wyłapał Radosław Majecki.
Tempo gry nieco spadło, widać było wyraźnie, że Wisła w kolejnym meczu nie potrafi wrócić do formy sprzed dwóch miesięcy. A usatysfakcjonowani gospodarze próbowali wykorzystać którąś z przeprowadzanych akcji. Próbował zmienić wynik Karbownik, chciał ponownie wpisać się na listę strzelców Kanté, który efektownie strzelał szczupakiem po dośrodkowaniu Vešovicia.
Najgroźniejszą sytuację w ostatnich dwudziestu minutach spotkania przeprowadzili gospodarze. Najpierw po płaskim strzale Niezgoda trafił w słupek, a w 74. min napastnik Legii już się nie pomylił. Z lewej strony dośrodkował Antolić, a Niezgoda uderzeniem głową pokonał płockiego bramkarza.
Warto w tym miejscu dodać, że golkiper Wisły po raz 31. wyjmował piłkę z siatki. Więcej, bo 33 razy robili to tylko bramkarze Wisły Kraków i tyle samo – 31 razy – ŁKS-u Łódź.
Co prawda goście nadal próbowali zmienić wynik, ale niestety Legia w tym meczu była zdecydowanie lepsza i nie miała zamiaru dopuścić do żadnej niespodzianki. W 81. min po dograniu Furmana z rzutu wolnego, piłka uderzona głową przez Tomasika chyba nawet musnęła słupek, ale nie wpadła do siatki.
W końcówce spotkania Legia jeszcze miała szansę na podwyższenie wyniku, ale nie wykorzystał okazji wprowadzony z ławki Valeriane Gvilia. Precyzji zabrakło także szarżującemu Pawłowi Wszołkowi, choć skrzydłowy gospodarzy był już bliższy szczęścia. Po ostatniej akcji Luquinhasa arbiter zakończył spotkanie.
Najbliższy pojedynek, ostatni w tym roku, Wisła rozegra w sobotę, 21 grudnia. Na własnym stadionie zmierzy się z Piastem Gliwice, a kibiców zapraszamy na trybuny o godz. 17.30.
Legia: Radosław Majecki – Marko Vešović, Igor Lewczuk, Artur Jędrzejczyk, Michał Karbownik – Domagoj Antolić (90 Cafú), André Martins – Paweł Wszołek, José Kanté (73 Valeriane Gvilia), Luquinhas – Jarosław Niezgoda (86 Kacper Kostorz).
Wisła: Thomas Dähne – Cezary Stefańczyk, Damian Michalski, Alan Uryga, Piotr Tomasik – Damian Rasak, Dominik Furman – Suad Sahiti (63 Maciej Ambrosiewicz), Mateusz Szwoch (86 Karol Angielski), Giorgi Merebashvili – Ricardinho (75 Olaf Nowak).
Po meczu trener Radosław Sobolewski powiedział: – Chciałbym pogratulować Legii zdobycia trzech punktów i zasłużonego zwycięstwa. Co do nas pozostaje mi powiedzieć, że walczymy dalej i za tydzień czeka nas mecz z mistrzem Polski, w którym będziemy chcieli dobrze się zaprezentować i przynajmniej odrobinę osłodzić naszym kibicom ten ostatni czas.
Aleksander Vuković, trener Legii dodał: – Na pewno było to kolejne dobre domowe spotkanie w naszym wykonaniu. W pierwszej połowie mecz był nie powiem, że doskonały, bo zawsze może być lepiej patrząc chociażby na fakt, że daliśmy rywalom strzelić bramkę z rzutu karnego. Ta pierwsza połowa była jednak prawie idealna w wykonaniu drużyny. Tak zdominować rywala, konstruować akcje i stwarzać sytuacje, a w defensywie w jedenastu mądrze bronić dostępu do bramki. Duże brawa dla zawodników za pierwszą połowę, choć za drugą również, ponieważ nie pozwoliliśmy Wiśle na zbyt wiele, kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Strzeliliśmy trzeciego gola, a mogliśmy kilka więcej. Było to kolejne dobre doświadczenie, które możemy wykorzystać w przyszłości. Dziękuję też kibicom zgromadzonym na trybunach.
Pozostałe wyniki: Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 2:1, Raków Częstochowa – Górnik Zabrze 2:1, Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:1, Wisła Kraków – Pogoń Szczecin 1:0, Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 3:0, Korona Kielce – Cracovia 1:0, Piast Gliwice – ŁKS Łódź 2:1.
Tabela po 19. kolejce
1. Legia Warszawa 19 38 39-18
2. Pogoń Szczecin 19 35 22-15
3. Śląsk Wrocław 19 34 27-19
4. Cracovia 19 33 27-16
5. Piast Gliwice 19 31 21-19
6. Lech Poznań 19 30 32-19
7. Lechia Gdańsk 19 30 23-19
8. Jagiellonia Białystok 19 29 31-23
9. Wisła Płock 19 27 23-31
10. Zagłębie Lubin 19 25 29-27
11. Raków Częstochowa 19 25 21-29
12. Górnik Zabrze 19 20 21-27
13. Arka Gdynia 19 20 16-27
14. Korona Kielce 19 18 11-24
15. Wisła Kraków 19 14 18-33
16. ŁKS Łódź 19 14 18-33
Jola Marciniak
fot. www.pixabay.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze