Reklama

Wiączemin na mapie wielokulturowości

07/07/2015 12:11
Uroczyste otwarcie zabytkowego zboru ewangelicko-augsburskiego po pieczołowitym remoncie było głównym punktem obchodów sobotniego Święta Jana w Wiączeminie Polskim. Piękny kościół z czerwonej cegły jest pierwszym elementem nowo powstającego Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego, nad którym pieczę sprawować będzie Muzeum Mazowieckie w Płocku.
Na Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego złożą się domy mieszkalne – olenderskie i polskie. Zarząd Województwa Mazowieckiego niedawno przyznał dotację w wysokości 200 tys. zł, na przygotowanie dokumentacji, dzięki której będzie można się starać o środki unijne. Całość prac szacowana jest na 7,5 mln zł.
Przyszedł wreszcie ten dzień, w którym otwieramy kościół, przez wiele lat pełniący ważną funkcję dla społeczności lokalnych różnych wyznań – mówił dyrektor Leonard Sobieraj. – Tematem osadnictwa olenderskiego zainteresował mnie etnograf Tadeusz Baraniuk, kiedy obejmowałem dyrekcję Muzeum Mazowieckiego. Kiedy zapytałem, co trzeba jeszcze zrobić dla tej ziemi, odpowiedział: sprawa olenderska. Pojechaliśmy na objazd, oglądaliśmy domy i cmentarz, zaczęliśmy organizować obozy naukowe. Studenci etnologii rozmawiali z ludźmi i penetrowali teren od Płocka do Kazunia Nowego. Wspólnie z dwójką młodych etnografów z naszego muzeum podjęliśmy decyzję, że będzie to jeden z kierunków rozwoju płockiego działu etnografii – opowiadał. Wkrótce dyrektorowi zamarzyło się utworzenie w Wiączeminie skansenu. Na początek od gminy ewangelickiej za ponad 200 tys. złotych Muzeum zakupiło działkę ze zborem. Dotację przyznał Urząd Marszałkowski. – To był 2013 rok. Na początku ratowaliśmy kościół. Wszędzie ciekło – wspomina dyrektor.
Na remont prawie 300 tys. zł dołożyła Lokalna Grupa Działania Fundacji Aktywni Razem. Po kilku miesiącach prac naprawiono dach, podłogę, chór. Zbór ewangelicki zyskał nowy blask i wystawę opowiadającą o olenderskich osadnikach. Jej autorką jest Magdalena Lica-Kaczan z działu etnografii Muzeum Mazowieckiego. Dwujęzyczna ekspozycja ma kilka zasadniczych tematów: cmentarze, budownictwo, świątynie, krajobraz kultury i gospodarki, powódź w 1924 roku, potomkowie. Sam zbór zbudowany przez Olendrów na wzniesieniu powstał w 1935 roku. Po zakończeniu II wojny światowej, gdy mówiących po niemiecku osadników wysiedlono, kościół użytkowali katolicy. W początkach lat 90. pobliskie wsie opustoszały. Wiernych przejęły parafie w Zycku i Troszynie. Zbór zaczął niszczeć. W 2004 roku Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne „Ziarno” z Grzybowa i Szkoła Podstawowa w Świniarach zorganizowały w Wiączeminie plener ekumeniczny. Jego uczestnicy m.in. uporządkowali kościół i cmentarz.
W odnowionym zborze odbyło się Nabożeństwo Słowa Bożego uświetnione przez występ Ekumenicznego Zespołu Wokalnego Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Warszawie pod dyrekcją Pawła Hruszwickiego. O tym, w jaki sposób Olendrzy trafili na Mazowsze opowiedział licznym uczestnikom uroczystości etnograf i konserwator zbytków dr Jerzy Szłygin.
Olendrzy pochodzili z Fryzji i Flandrii. Ich napływ spowodowany był m.in. prześladowaniami religijnymi. Na Mazowsze trafili pod koniec XVIII wieku, ale już wcześniej w XVI wieku przybyszów, którzy doskonale radzili sobie na zalewowych terenach nadrzecznych osiedlono w okolicach Pasłęka (Prusy Książęce). W połowie XVII wieku wędrując wzdłuż Wisły dotarli aż do Warszawy, a potem do Kozienic. W Królestwie Polskim wyniszczonym wojnami napoleońskimi w 1816 roku pozwolono na osiedlanie się pożytecznym cudzoziemcom, który zakładając systemy rowów i grobli potrafili doprowadzić do kwitnącego stanu nawet najbardziej wydawałoby się nieużyteczne tereny. Ich pierwszym miejscem pobytu na Mazowszu była Saska Kępa. W sumie powstało ponad 190 osad holenderskich. Do dzisiaj, choć wiele z nich uległo przekształceniu i zurbanizowaniu, są prawdziwym fenomenem w mazowieckim krajobrazie. Drewnianych domów zachowało się bardzo mało. Spotkać można jeszcze wierzbowe płoty chroniące przed powodziami.
W połowie XVI wieku do granic Rzeczpospolitej przybywali ludzie, którzy nie mogli wyznawać swojej religii, swoich przekonań. Przynieśli nadzieję, wzbogacili nas o swoją kulturę, sposób gospodarowania. Osiedlali się także na Ziemi Płockiej. Przybywali, bo wiedzieli, że to jedyny kraj bez stosów. Wisła – ta groźna rzeka – potrafiła łączyć. W Wiączeminie jak w soczewce skupia się to, co jest wkładem polskim do cywilizacji świata – do tolerancji – mówił podczas otwarcia kościoła poseł Piotr Zgorzelski.
Na to, jak z powodów historycznych współżycie Olendrów i Polaków nie zawsze łatwo się układało, zwracał uwagę Peter Stratenwerth ze Stowarzyszenia „Ziarno”. – Dostali zadanie zagospodarowania ziemi, która była oporna. Potem musieli sobie odpowiedzieć na pytanie, jak mówił ostatni z osadników, którego odwiedziliśmy wraz z dyrektorem Muzeum Mazowieckiego w Niemczech, po której stronie być. Nie brali udziału w powstaniu styczniowym i od tego czasu byli bardziej „obcymi”. W czasie wojny niektórzy byli kolaborantami, ale są wśród nich bohaterowie, którzy walczyli wspólnie z polskimi partyzantami. To miejsce powinno o ich losach przypominać. Wkładając swój mały udział w ratowanie kościoła, chodziło nam o podkreślenie wątku wielokulturowości, że kiedyś różni ludzie żyli tu wspólnie, razem funkcjonowali. Ta piękna historia wielokulturowości uczy, jak trudno znaleźć się po właściwej stronie – powiedział Peter Stratenwerth. Ewa Smuk-Stratenwerth mówiła, że to miejsce ma służyć pojednaniu. Wszyscy podkreślali rolę mieszkańców i organizatorów Święta Jana, dzięki którym Wiączemin odżywa na nowo. Są wśród nich: nauczyciele i dyrekcja szkoły podstawowej w Świniarach, Stowarzyszenie „Ziarno”, parafie katolickie w Słubicach i Zycku Polskim oraz parafia Ewangelicko-Augsburska w Płocku.
Uroczyste otwarcie zabytkowego zboru ewangelicko-augsburskiego było głównym punktem tegorocznych obchodów sobotniego Święta Jana. Ale oprócz tego najmłodsi goście mogli wziąć udział w warsztatach artystycznych, a wszyscy mieszkańcy – zaśpiewać i zatańczyć razem z zespołem Grzybowianki. Wieczorem popłynęły tradycyjne wianki. Obchody Święta Jana poprowadził Sławomir Ambroziak. Nie krył radości gospodarz gminy Słubice.
– Lokalizacja skansenu osadnictwa nadwiślańskiego w naszej gminie to promocja jej walorów krajobrazowo-kulturowych i ciekawej historii – powiedział wójt Słubic, Krzysztof Dylicki. – Skansen będzie ściśle związany ze środowiskiem. Skorzystają na tym mieszkańcy gminy. Jest szansa, że przyciągną ich nowe propozycje uczestnictwa w kulturze, plenery, koncerty, które mogą się tutaj odbywać. Wiem, że chcą się włączyć także właściciele pałaców w Studzieńcu i Słubicach. Rozmawiamy z Muzeum o poprawieniu drogi gruntowej wiodącej do Wiączemina. Podjęliśmy już pewne działania, żeby ten 750-metrowy odcinek był przejezdny w każdej sytuacji pogodowej. Trudniejszą sprawą są drogi dojazdowe, ale będziemy o nie zabiegać z myślą o turystach i gościach – podsumował.
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości