Reklama

W Chełstowie - Niedobrze mieć sąsiada

17/04/2003 14:02
Państwo G. mieszkają w niewielkim domku w Chełstowie, w gminie Radzanowo. Rodzina to ojciec i matka, sześcioro dzieci i dziadkowie. Mieszkają skromnie, żyją skromnie, ale głodni nie chodzą, jakoś sobie radzą z codziennymi kłopotami.Z jednym tylko sobie nie mogą poradzić, z sąsiadem, który od 16 lat opróżnia szambo, wylewając nieczystości, co prawda na swoje pole, ale 50 m od domu państwa G. Nie trzeba dodawać, że ma to ogromny wpływ na życie rodziny. Państwo G. mają niewielkie gospodarstwo 5,65 ha. Hodują świnkę, na własne potrzeby, krowę, by dzieciaki miały mleko, po podwórku chodzi drób. Ich miesięczny dochód to 180 zł, które otrzymują jako zasiłek rodzinny, trochę pomagają dziadkowie z renty, ale te pieniądze muszą wystarczyć na całomiesięczne wydatki. - Dlatego sami staramy się o mąkę, o ziemniaki, od czasu do czasu zabijemy świniaka i na jakiś czas wystarczy mięsa - tłumaczy pani G. - Najgorzej jest, gdy trzeba kupić cukier i środki czystości, nie ma za co. Zgłaszam się do opieki społecznej, ale dostaję odmowę. Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Radzanowie na pomoc dla wszystkich potrzebujących ma 3 tys. zł miesięcznie. W tym musza być zrealizowane zadania obowiązkowe. Na zasiłki celowe przypada więc minimalna ilość pieniędzy, co oznacza, że mało kto, może na nią liczyć. Dzieciaki nie chodzą głodne do szkoły. Teraz w domu jest sześcioro, najstarsza córka poszła już na swoje. Dwoje uczy się w gimnazjum, reszta w podstawówce. najtrudniej jest na początku roku szkolnego, kiedy trzeba kupić podręczniki. - We wrześniu dostaliśmy z gminy 200 zł na książki i zeszyty, resztę trzeba dołożyć z rodzinnego. Nie wszystkie podręczniki kupujemy od razu, rozkładamy to na kilka miesięcy - dodaje mama. Dzieciaki uczą się języków obcych, pracują na komputerach, ale nie bardzo wierzą, że kiedykolwiek im się to przyda. Najstarsza córka marzy o tym, by zostać krawcową, syn, który uczy się w gimnazjum, jeszcze nie ma planów na przyszłość. Maluchy zupełnie nie wybiegają w przyszłość, nie myślą, czy kiedykolwiek uda im się uciec do miasta, chyba nawet nie wierzą, że to jest możliwe. Dom nie jest skanalizowany, podobnie jak cała wioska. W domu jest tylko woda. Niektórzy pobudowali własne kanalizacje, tak jak sąsiad państwa G. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że nieczystości z własnego szamba wylewa na pole. - Co prawda sąsiad ma ekologiczne szambo - mówi pan G. - ale odprowadza ścieki prosto na pole. Fakt, że swoje, ale rura jest 50 m od mojego domu. Te ścieki zrzuca co dwa, trzy dni. Czy wiecie jak to śmierdzi. Teraz jest zimno, wiatr, smród się rozprzestrzenia, ale aż boję się wiosny i lata. My wszyscy wtedy chodzimy kołowaci, boli nas głowa, dzieciaki wymiotują. Nas nie stać na proszki, musimy się męczyć. Tego się nie da opisać, ale można sobie wyobrazić. Pole sąsiada ma spadek, wszystko spływa w naszym kierunku. U nas nie można drzwi otworzyć, trudno wyjść z domu. Pan G. tłumaczy, że nie mają już znajomych, rodziny. Jego brat, pracujący w ORLEN-ie, nawet nie chce przyjeżdżać, bo nie można wytrzymać. Nikt nie lubi jak łzawią mu oczy i stale zbiera się na wymioty. Twierdzą, że żyją jak w niewoli, bo przecież nie mają dokąd pójść, a na sąsiada nie ma rady. - Za którymś razem - opowiada pan G. - wszedłem na jego pole, by przysypać nieczystości żwirem, to policję zawołał. Sprawa jest w sądzie. Pani, oni nawet obsiewają to pole, tam rodzą się warzywa, zboże, ale nie wiem, co z tym robili, bo śmierdziało. Chyba tego nikt by nie kupił. Życie na wsi nie jest łatwe, zwłaszcza gdy trzeba żyć tylko z tego, co urodzi ziemia, której jest mało. A i żeby ona urodziła, to trzeba mnóstwo wysiłku. Dlatego państwo G. mają wielki żal do sąsiada, że tak ich traktuje. Są też pewni, ze tym smrodem, wykańcza dziadków, którzy chcieliby w spokoju, na łonie natury, a nie w smrodzie, dożyć swoich dni. - Sąsiadowi należy się kara, za to, że tyle lat nas męczy, że nie ma nikogo, kto byłby w stanie powstrzymać go od takich działań. Przecież wylewanie nieczystości na pole, to nie jest zgodne z ochroną środowiska - kończy rozmowę pan G. Niestety z sąsiadem nie udało nam się porozmawiać, nie był tym zainteresowany, pokrzyczał tylko na nas, że wchodzimy na jego pole, by zrobić zdjęcie rurze, przez która nieczystości wypływają na pole. Nie mogliśmy więc dać się wypowiedzieć na ten temat drugiej stronie. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski 1. Rodzina państwa G. 2. Rura, przez którą wypływają nieczystości na pole.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości