132 uczniów z podstawowych i średnich szkół muzycznych z całej Polski wzięło udział w zmaganiach młodych pianistów na kolejnej edycji Konkursu im. prof. Ludwika Stefańskiego.Zainteresowanie w tym roku było tak duże, że organizatorzy: Państwowa Szkoła Muzyczna I i II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Płocku oraz Płockie Towarzystwo Muzyczne im. Lachmana, zmuszeni byli ograniczyć ilość zgłoszeń tylko do dwóch uczestników z każdej szkoły, w danej grupie. Na rosnącą wciąż renomę płockiego konkursu nie bez wpływu pozostaje skład jury, pod przewodnictwem Haliny Czerny-Stefańskiej. W komisji zasiadają sławni muzycy i pedagodzy, będący również jurorami europejskich i światowych konkursów: prof. Elżbieta Szczepańska (Kraków), Andrzej Artykiewicz (Gdańsk), Paweł Skrzypek (Warzawa), Czesław Stańczyk (Katowice), Teruyuki Okada z Japonii – utalentowany uczeń prof. Stefańskiego, laureat konkursu w Barcelonie. Sekretarzem jury jest dyrektor Płockiej Szkoły Muzycznej Mikołaj Burakowski. Formuła konkursu zakłada tylko jeden etap, w którym uczestnik prezentuje swój program, złożony z utworu obowiązkowego (Mozart), w grupie najstarszej dodatkowo jedną etiudę Chopina lub Liszta i dwie wybrane przez kandydata kompozycje z epoki baroku, romantyzmu lub twórców współczesnych: C. Debussy, M. Ravel, S. Prokofiew, B. Bartok. Według prof. Artykiewicza obowiązkowy Mozart okazał się bardzo trudnym dla młodzieży, co jest materiałem do dyskusji w przyszłych edycjach, ale w każdej grupie było kilku bardzo dobrych pianistów i to znalazło odzwierciedlenie w werdykcie. - Ogromnie się cieszę, że konkurs się tak wspaniale rozwija i dziękuję kolegom jurorom za profesjonalną dyskusję, ocenę i przygotowanie kandydatów – powiedziała Halina Czerny-Stefańska. Nie zawsze ilość jest jakością. W muzyce, to nie jest prosta sprawa być utalentowanym i pięknie grającym Tu trzeba i talentu i znakomitego profesora, by młody artysta wykazał swe możliwości. Najważniejszy jest tekst, który się gra, a nie jakieś znaki teatralne. Podczas tegorocznej edycji konkursu były i talenty ale i słabe numery. Uważałam czasem, że niepotrzebnie grali, a może właśnie potrzebnie. Zmierzyli się z konkurencją, dostrzegli jak grają inni, to im dobrze zrobi. Albo uznają, że nie mają takiego talentu, jaki trzeba mieć w naszej sztuce. Ewenementem płockiego konkursu jest jawność ocen. Każdy z uczestników i pedagogów mógł się zapoznać z punktacją jurorów. Prof. Mariusz Tytman z Płockiej Szkoły Muzycznej uważa, że to świetny pomysł, natomiast przewodnicząca jury wolałaby otwartą dyskusję z uczestnikami i nauczycielami, otwarte lekcje. - Ten konkurs płocki jest konkursem nowoczesnym – uważa Paweł Skrzypek. – My eksperymentujemy, szukamy najlepszej formy. W poprzedniej edycji była dyskusja otwarta, teraz zastosowaliśmy, jako jedyni w Polsce system jawnej punktacji, na wzór poniekąd zawodów sportowych. Na mistrzostwach łyżwiarskich, każdy sędzia pokazuje swoją notę, nikt się nie ukrywa. To jest pewna koncepcja, czy się sprawdzi, to się okaże. Musimy poczekać jeszcze na odzew środowiska, czy będzie się to podobało nauczycielom. Wszystko to z nimi przedyskutujemy i być może, za dwa lata będzie całkiem inna formuła. Czy na VI Płockim Konkursie Pianistycznym pokazały się indywidualności? Według prof. Stańczyka, takie ujawnią się dopiero z czasem. Najpierw musi być nauka czytania i jurorzy przede wszystkim chcieli usłyszeć tekst muzyczny. Czasem okazało się to niedostępne nie tylko dla dzieci, także, co jest smutne, dla pedagogów. Również na tę bolączkę zwróciła uwagę znakomita klawesynistka Elżbieta Stefańska: Jeśli chodzi o Bacha czy o Mozarta, przeczytanie bardzo dokładne tekstu i nawet zagranie, to jest trochę za mało. To, co trzeba by wiedzieć, znajduje się już w książkach. To samo z rytmami barokowymi, które w nutach są inaczej zapisane, a inaczej trzeba je wykonywać. Trzeba też doczytać teorię i historię tego okresu muzyki, który się gra, by na przykład określić tempo tańców barokowych. Okazało się, że wymagający jurorzy mobilizują młodzież i pedagogów, a otwarta formuła konkursu pozwala uczestnikom odnaleźć siebie w muzyce, która jest im najbliższa. W każdej więc grupie wiekowej przyznano trzy regulaminowe nagrody pieniężne (również dla pedagogów) oraz wiele wyróżnień. W grupie I – klasa IV-VI (szkoły muzyczne I stopnia) laureatami zostali w kolejności miejsc: Le Than Thao (PSM w Warszawie), Agnieszka Jarosz (PSM Gdańsk-Wrzeszcz) i Ewa Tytman (PSM Płock), z klasy prof. Mariusza Tytmana. Również w tej grupie wyróżnienia otrzymali płocczanie: Natalia Hapek i Maria Kania. W grupie II – klasa VII-IX (szkoła muzyczna II stopnia klasa I-III) najlepszymi okazali się: Gracjan Szymczak (Wrocław), Dobrochna Krówka (Kraków) i Dao Minh Thuy (Warszawa) – nagroda II. Na trzecim miejscu uplasowała się Dominika Glapiak z Gdańska. Płoccy uczestnicy zostali zauważeni również i w tej grupie. Wyróżnienie otrzymał Tomasz Zgorzelski, w którego programie znalazła się Fantazja d-moll Mozarta, Bachowska fuga i Polones Ges-dur Chopina. Najtrudniejsze zadanie mieli najstarsi uczestnicy konkursu (z klas maturalnych) i od nich też najwięcej wymagano. Mikołaj Burakowski stwierdził przy ogłoszeniu wyników, że ta właśnie grupa wzbudziła najwięcej emocji i nieomal burzliwe obrady jury. I nagrodę uzyskał Jacek Mysiński (z klasy prof. Pawła Skrzypka) z PSM im. F. Chopina w Warszawie. On także wyjechał z Płocka z nagrodą specjalną Elżbiety Stefańskiej, za najlepsze wykonanie utworu J.S. Bacha. Laureatką drugiego miejsca jest Maria Darocha z Łodzi (prof. Anna Juszczyk); dwa miejsca trzecie uzyskali: Eugenia Kobiec (Gdańsk), także najlepsza wykonawczyni utworu W.A. Mozarta oraz Juliusz Trawiński (z klasy prof. Elżbiety Karaś-Krasztel, Warszawa) również nagrodzony przez Halinę Czerny-Stefańską i Teruyuki Okadę, który zaprosił młodego pianistę wraz z nauczycielem na cykl koncertów do Japonii. - Bardzo dużo pracuję – mówi Maria Darocha. W maju wybieram się do Stanów Zjednoczonych, to jest nagroda, która została przyznana na kursach dla pianistów w Kolbudach. Będę tam przebywać dwa tygodnie. Moje rodzeństwo również gra na instrumentach i być może, kiedyś, założymy trio. Boję się nowej matury, którą będę zdawać za rok, ale najważniejszy jest dla mnie fortepian. Koncert laureatów, który odbył się 10-go stycznia (tak jak wszystkie przesłuchania) w Muzeum Mazowieckim rozpoczęła 9-letnia japońska pianista Kana Okada, laureatka trzeciej nagrody I Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego Haliny Czerny-Stefańskiej w Ajigasawa. Utalentowana młoda pianistka (gra od 3-go roku życia) dedykowała swoje wykonanie wszystkim tym, którzy pomagali jej przezwyciężyć grypę. Dodajmy, że wojewódzki dotąd konkurs został zaakceptowany przez miasto, a jego fundatorem był Wydział Kultury Urzędu Miasta Płocka oraz sponsorzy Dominet, Orlen S.A., Zakład Energetyczny, Drukarnia AGPRESS, Pcgraf. Przysłuchując się konkursowi wybrałam swoją faworytkę. To Marysia Darocha. Adagio w jej wykonaniu było dla mnie najpiękniejsze. Marysia wypowiadała swoją muzykę w sposób bardzo ciepły, kobiecy, z fantastyczną wyobraźnią. Do tego wszystkiego trzeba dołożyć technikę. Po zakończeniu koncertu jeszcze raz gratulowałam nauczycielce, ponieważ na sukces ucznia składa się ogromna praca pedagogów. Ta wrażliwa, niezwykle oryginalna wypowiedź Marysi kojarzy mi się z koncertem rumuńskiej pianistki na Konkursie Chopinowskim. Wolę jednak Marię Darochę – powiedziała Hanna Witt-Paszta. Dodajmy jeszcze, że Płockie Towarzystwo Muzyczne przyznało swoją nagrodę najlepszej spośród naszych uczestników – Ewie Tytman, a dyrektor Tadeusz Zaremba otrzymał medal stulecia Towarzystwa. Lena Szatkowska Fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze