Reklama

Uratował rodzinę przed cichym zabójcą

25/03/2009 08:52
- W takich chwilach nie ma czasu na zastanowienie. O pomoc wołała już matka dzieci, której udało się wyskoczyć z domu przez okno. Kolejna sąsiadka zaalarmowana przez nią biegła do mnie, by powiedzieć, że w sąsiednim domu dzieje się coś złego, bo widać kłęby dymu. Nie myślałem o niczym innym, tylko o będącej w środku dwójce malutkich dzieci, które trzeba bezpiecznie wydostać na zewnątrz. Wiedziałam,, że liczą się sekundy i każdą wspólnie z innymi sąsiadami, którzy przybiegli pod dom, musieliśmy wykorzystać – tak dziś, już spokojnie o całym wydarzeniu mówi bohater Jan Burasiński. To on, nie zważając na płomienie i kłęby duszącego dymu, wszedł do mieszkania i wyniósł malutkie dzieci z palącego się domu.

Kiedy następnego dnia rozmawiamy z panem Janem, na słowo „bohater“ reaguje z zażenowaniem.

- Każdy tak by się zachował w podobnej sytuacji. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Najzwyczajniejszy ludzki odruch - mówił Jan Burasiński, mieszkaniec wsi Karwowo Podgórne, w gminie Staroźreby.

Innego zdania jest matka dzieci i sąsiedzi: Renata Karwowska i Mariusz Buraczyński, którzy od razu byli przed domem pani Karoliny, by pomagać w tym dramatycznym wydarzeniu. Wszyscy mówili, że Janek to prawdziwy bohater, nie zawahał się, żeby wejść do środka domu, myślał tylko o dzieciach. Jemu rodzina zawdzięcza to, że wszystko skończyło się szczęśliwie. – Wiadomo, każdy starał się jak najlepiej pomóc w danej chwili, ale to Janek wszedł do środka, to on szukał dzieci w kłębach dymu. Stojąc na zewnątrz denerwowaliśmy się i przeżywaliśmy, a co dopiero kiedy jest się tam wewnątrz? Nie każdy by się odważył. Bo wchodzi się w niewiadomą - mówili sąsiedzi.

Wewnątrz domu rzeczywiście nie było tak łatwo. Kiedy Jan Burasiński wszedł do środka, wszystko było tak zadymione, jakby się opony zapaliły. Na szczęście ognia i płomieni nie było wiele. Ale gryzący, gęsty dym uniemożliwiał poruszanie się po domu. – Kiedy wszedłem pierwszy raz przez okno, to od razu musiałem zawrócić, bo dym był straszny. Spróbowałem ponownie. Gdyby jednak dzieci nie zapłakały, to bym ich nie znalazł. Tam dosłownie na wyciągnięcie ręki nic nie było widać. Stałem metr od okna, ale mój kolega, który był na zewnątrz nic nie widział. Nie wyobrażałem sobie, że ten dym jest taki zażarty, tak duszący - relacjonował Jan Burasiński.

Za drugim razem udało się wynieść dzieci: trzyletniego Dawidka i jednomiesięczną Wiktorię i przekazać matce. Kiedy były bezpieczne, pan Jan po raz trzeci wszedł do mieszkania, wyważył od środka drzwi, żeby jak najszybciej dym wydostał się na zewnątrz. Sąsiedzi wracając w rozmowach do tego wydarzenia mówią, że całe szczęście, iż dzieci leżały nisko. Mniej wdychały tego dymu. – Cały dym szedł do góry. Inaczej, to kto wie, jakby się wszystko mogło potoczyć. Całe szczęście, że wszyscy przeżyli. W ciągu kilku chwil udało się uratować tak wiele - mówili sąsiedzi.

Rodzina pogorzelców otrzyma także pomoc ze strony władz gminy. Jak powiedział przewodniczący rady gminy w Staroźrebach Marek Ciećwierz, będzie to rzeczowe wsparcie pozwalające odnowić zaczadzone mieszkanie. – Póki co, nie ma możliwości żeby w nim mieszkać. W tej chwili są podjęte starania, by rodzina pobierała materiały niezbędne do oczyszczenia i pomalowania mieszkania. Samorząd gminy przeznaczy pieniądze. Oczywiście nie zapomnimy o panu Janie i jego heroicznej postawie, powiedział Marek Ciećwierz.

Podziękowania będą przekazane przez władze gminy w najbliższą sobotę, podczas uroczystego spotkania w Urzędzie Gminy.    rad

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości