Reklama

Tu się nie da wyżyć za 800 zł

14/02/2007 13:51
Był ogrodnikiem, ale podstawową jedyną jego pracą było koszenie trawników na polu golfowym. Wystarczyły 3 lata, by z zarobionych pieniędzy mógł kupić pod Płockiem działkę i wybudować dom. Takie cuda nie dzieją się dzięki pracy w Polsce. Trzeba jechać do Irlandii. Nic dziwnego, że coraz więcej osób ma już dość pracy „za darmo” w Płocku. – Czekamy tylko do wiosny i ruszamy na Zachód – deklaruje co trzeci pracownik na wielu płockich budowach. I jeśli budowlańcy dotrzymają słowa, nie wiadomo kiedy dokończony zostanie teatr czy kino, o innych inwestycjach aż strach wspominać. Płocczanie ruszają do Hiszpanii, Norwegii i Irlandii. Budowy są przecież wszędzie.
– Tam monter zarabia 12 tys zł miesięcznie, a spawacz 18 tys zł, a ja na budowie 800 zł oficjalnie, a z nadgodzinami do koperty muszę się cieszyć z 1200 zł — opowiada Michał. Skończył tylko liceum. Na studia nie może iść, bo w domu z pieniędzmi jest krucho. – Nie jestem w stanie zarobić na to, żeby się uczyć i jednocześnie jakoś się utrzymywać i opłacać rachunki. Chcę jechać za granicę, bo w Płocku nie da się wyżyć, a co dopiero myśleć o normalnym starcie w dorosłe życie i utrzymaniu rodziny.
Kontakt łatwo złapać. Nie ma chyba rodziny w Płocku, w której ktoś nie pojechał za chlebem. Zawsze znajdzie się wujek, ciotka, brat, którzy pomogą się gdzieś załapać.
– Pojechałam do siostry do Anglii na wakacje. Skończyła w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej anglistykę, teraz sprzedaje konfekcję damską w sklepie. Postanowiła mnie ściągnąć, bo miałam problemy z opłaceniem czesnego – opowiada Magda, również studentka anglistyki.
Znalazła pracę w kawiarni. Spodobali jej się ludzie, którzy na nic nie narzekali. Byli zawsze uśmiechnięci i prosili, by mówiła im po imieniu. Skończył się jej „pracowity urlop” i pracodawcy nie chcieli puścić Magdy do Polski. – W końcu powiedzieli, że jeśli kiedykolwiek wrócę do Anglii, zawsze mam u nich pracę — wspomina Magda. W ciągu kilku miesięcy zarobiła znacznie więcej niż na czesne. Narzekać jedynie mogła na warunki mieszkaniowe. W jednym domku jednorodzinnym mieszkała z 40 osobami!
Tu Polacy pomagali sobie nawzajem. Nie brakowało również innych nacji: Ukraińców, Arabów, Czechów. Jedni pracowali na budowach, inni sprzątali w domach. W znalezieniu dobrze płatnej pracy siostrom z Płocka bardzo pomogła znajomość języka angielskiego. – Ale jest też wielu takich, którzy nie potrafią powiedzieć ani słowa. Jeśli nie mają znajomych, przeżywają dramat. Nie mogą znaleźć mieszkania, zrobić zakupów, co dopiero mówić o znalezieniu pracy — tłumaczy płocczanka.
Z kolei Janka trafiła do włoskiego domu. Opiekuje się staruszką, pomaga utrzymać porządek w domu, robi jej zakupy. Jest emerytką, którą w Płocku dziś niewiele trzyma.
– Dzieci się usamodzielniły. Mieszkają oddzielnie. Mnie został dom na utrzymaniu i śmieszna emerytura. Znam trochę język włoski i francuski. Znajoma chciała nieco odpocząć od opieki nad włoską staruszką i zaproponowała mi żebym ją zastąpiła.
To niestety praca dzień w dzień i do tego 24 godziny na dobę. Janka ma utrzymanie, wyżywienie, dach nad głową, a także niezłą pensję, która pozwoli jej w przyszłości jakoś egzystować.
– Najgorsze jest to, że chociaż wszyscy szanują Polaków to myślą, że jesteśmy 100 lat za Murzynami. Włosi uczyli mnie obsługi pralki automatycznej. Nie wytrzymałam i powiedziałam, że mam lepszą w domu. Nie mogli uwierzyć — mówi kobieta.
Polaków cenią też w Irlandii. Bardzo rozwija się tu gospodarka i potrzebne są każde ręce do pracy. Między naszymi krajami jest jakaś nić porozumienia i sympatii. Obecnie z większą nieufnością patrzymy za to na Anglię. Może dlatego, że coraz więcej jest tu naszych rodaków.
– Ludzie zamiast poszukiwać ofert pracy za granicą w urzędach pracy, odpowiadają na ogłoszenia zamieszczane w gazetach. Nie sprawdzają danych i jadą w ciemno. Wiąże się to z bardzo dużym ryzykiem – mówi Piotr Dyśkiewicz, dyrektor Filii w Płocku Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Trafili do niego płocczanie, którzy zostali oszukani w Anglii.
Okazało się, że pojechali w wyznaczonym terminie pod wskazany adres. Pośrednicy już czekali. Obiecywali jeszcze dopełnić formalności związanych z zakwaterowaniem. Najpierw pobrali jednak od wszystkich zaliczki, a potem zawieźli grupę pod jakiś budynek.
– Pod pretekstem zabrania kluczy, które oszuści rzekomo zostawili w samochodzie, kazali wszystkim czekać — opowiada Piotr Dyśkiewicz. Po godzinie czekania płocczanie już wiedzieli, że nikt po nich nie przyjdzie.
W takich sytuacjach jedynym ratunkiem jest pomoc ambasady. Żeby nie dać się tak oszukać, trzeba lepiej sprawdzać oferty pracy za granicą. Warto jednak pamiętać, że od tego roku pośrednictwem pracy zagranicznej nie zajmują się już jednak urzędy pracy a Ochotnicze Hufce Pracy. Mimo to do WUP-u w Płocku wciąż trafiają ludzie, którym przydarzyły się takie nieprzyjemne historie, jak i ci, którzy marzą o wyjeździe zarobkowym, by w końcu móc żyć normalnie. Tych, których ściągać za granicę będą rodziny i znajomi, pewnie także nie zabraknie.
Kto zostanie w Płocku? Ci, którym mimo wszystko powodzi się dobrze, albo ci, którzy nie mają odwagi lub możliwości opuścić kraju. A może sytuacja się zmieni. Zdarza się, że już w niektórych prywatnych firmach remontowych szefowie zaczynają płacić fachowcom kładącym płytki po 1700 zł, ale w umowach o pracę i tak mają najniższą krajową. Niby się opłaca, ale czy na pewno?
Blanka Stanuszkiewicz

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości