Tycjan, Mark Twain, to kolejne tematy w Teleturnieju Wielka Gra, w których najwyższą nagrodę otrzymała płocczanka Krystyna Grochowska. W lutym br. zdobyła ponownie 40 tys. złotych za wiedzę o Picassie. W chwili obecnej jest już po eliminacjach z tematu Sztuka Młodej Polski.W Wielkiej Grze była cztery razy, przegrała tylko raz, na przedostatnim pytaniu w finale, z Mehoffera. Znała odpowiedź, ale jak twierdzi, widocznie w momencie stresu „Pan Bóg odebrał mi rozum”. - Te dziedziny, którymi się zajmuję, są trudne, a sami jurorzy bardzo wymagający. Pan Michałowski na przykład tak potrafi uwikłać pytanie, że nawet znając temat można się zdezorientować. Trochę doświadczenia ma, aczkolwiek gdy pierwszy raz (z Tycjana) grały z koleżanką, trudno jej było wykrztusić odpowiedź, zapomniała nawet jak się nazywa. Ale to minęło. – Teraz już nie zwracam uwagi jak wyglądam i co się zdarzy. Sztuką zainteresowała się w Rosji, wtedy gdy jeździła na staż lub ze studentami. Odwiedzały teatry i muzea. Była kilkakrotnie w Ermitażu i Galerii Tretiakowskiej, w domach pisarzy: Majakowskiego, Puszkina, Dostojewskiego i Tołstoja: - Dokładnie pamiętam salę w Ermitażu, poświęconą malarstwu włoskiemu i holenderskiemu. Tam również był Pablo Picasso, bo Rosja ma bardzo piękny zbiór 55 płócien artysty. Ówcześni prywatni kolekcjonerzy kupowali bezpośrednio od niego albo od jego manszardów, po śmiesznie niskich cenach. Jeden z moskiewskich kupców kolekcjonerów już przed I wojną światową udostępnił swoje prywatne sale Picassa i Matissa, tak jak wcześniej zrobił to również Tretiakow. Krystyna Grochowska ukończyła dwie filologie, najpierw polską później rosyjską, ponieważ w szkole, gdzie rozpoczęła pracę potrzebowali specjalistów w tych dwóch przedmiotach. Już w ciągu pierwszego semestru tak się zaangażowała, że po roku zdała normalny egzamin na filologię rosyjską na UJ. Chociaż pierwsza polonistyka była w Łodzi, zawsze pociągał ją Kraków, z jego bogatą historią i sztuką. Doktorat zrobiła z językoznawstwa polsko-rosyjskiego. Żałuje, że nie dokończyła habilitacji, choć trzykrotnie podejmowała temat. Była przy tym dwa razy w Jasnej Polanie, ponieważ chodziło o język Lwa Tołstoja, później o Mickiewicza, ale trzeba byłoby pojechać na miejsce i badać dialekty, a sytuacja temu nie sprzyja. Zresztą po co i dla kogo, skoro pracy dla polonistów coraz mniej, a o rusycystach lepiej nie wspominać. Decyzję o tym, że trzeba ze swojej wiedzy zrobić użytek, podjęła podczas dwumiesięcznego pobytu w szpitalu, miała ciężką żółtaczkę, bez wyjścia do domu. Przedwiośnie. Niezwykle rzadkie odwiedziny, porozmawiać można było z bliskimi tylko przez okno. Jedna z chorych miała telewizor w sali, a oglądając wspólnie Wielką Grę, spostrzegła, że pani Krystyna się w tym orientuje, że na różne tematy związane z kulturą potrafi interesująco dyskutować, więc gorąco namawiała. – Pojechałam na pierwsze eliminacje w kilka miesięcy po wyjściu ze szpitala, ale nie pisała o Tadeuszu Kościuszce. Zorientowała się tylko, że za miesiąc będą kolejne do Tycjana. Zawsze lubiłam się uczyć, więc wzięłam się do pracy i w ciągu trzech tygodni opanowałam to, co potrzebne do pierwszego etapu. Jaka jest recepta na szybkie zdobywanie wiedzy? Krystyna Grochowska twierdzi, że trzeba jeść orzechy, pestki dyni i słonecznika. To jest witamina 3xM, czyli Mądrość, Miłość, Młodość. Ważna jest systematyczność, choćby każdego dnia zapamiętać coś dodatkowego – jedno nazwisko, jedną pracę, dzieło – kojarzyć, rozbudowywać, drążyć i poszerzać w różne strony. Nie obędzie się bez pracowitości: - w dzieciństwie nie wymawiałam „r”, dzieciaki śmiały się ze mnie, więc szłam do szkoły i ćwiczyłam po drodze wymowę, aż doszłam do perfekcji. Zrobiła też kurs dla pilotów wycieczek zagranicznych (w języku rosyjskim), ale tak się złożyło, że nie była z żadną wycieczką. A chciałaby pojechać do Hiszpanii, do Barcelony, przyjemnie byłoby pochodzić po Paryżu, bo wiedeńską secesję zna świetnie, córka tam kiedyś mieszkała. - Z nagrody najbardziej cieszą się moje dzieci, bo wiedzą, że je wspomogę. Za poprzednie wygrane kupiłam im mieszkanie i mam ten luksus, że nie muszę się już nimi zajmować. Poza tym znacznie lepiej, jeśli młodzi mieszkają oddzielnie. Syn mówi, że powinnam kupić komputer. Odpowiadam, że mam go w głowie i w notatkach. Niech tam sobie młodzi klikają. Od dzieciństwa lubiła książki Marka Twaina . Szczególnie zainteresowała ją biografia pisarza. Jechał na Dziki Zachód, dyliżansem przez trzy tygodnie i wiózł ze sobą ogromny słownik, bo sądził, że mu się przyda. Pociąga ją Faulkner, ale nie ma go wśród telewizyjnych propozycji. Są rosyjscy pisarze, ale z racji wyuczonej profesji, z tego tematu nie może grać. Są takie kryteria, że jeśli się studiowało ten kierunek, lub pracowało w danej dziedzinie, nie można uczestniczyć z tego tematu. Duże pieniędzy wydaje na książki i albumy, które są coraz piękniejsze. Krystyna Grochowska twierdzi, że w Płocku zawsze miała problemy z pracą i akceptacją. – Płock mnie nie chciał. Może dlatego, że byłam jedną z pierwszych nauczycielek z doktoratem? Wytykano mi to – mówi bez goryczy. Składała naturalnie oferty pracy do płockich wyższych uczelni, ale bez rezultatu. - Wielka Gra to wyjątkowy teleturniej, gdzie ludzie są sobie życzliwi. Nawet gdy pani Ryster, po eliminacjach wyznacza pary, nikt nie traktuje tego, w ten sposób że jedno tylko wygrywa. Zawsze myśli się, że może dwie osoby będą laureatami. Zaprzyjaźniłam się z ludźmi. Kiedy wygrałyśmy obie z Wiesią Kuśnierek (z Łodzi) z Tycjana, to był ewenement. Teraz znów jestem szczęśliwa, że i mój partner w temacie Picasso został laureatem. Udział w Wielkiej Grze jest kolejnym sprawdzianem, czy jeszcze coś potrafi. Gdy ma konkretny termin, wtedy jest bardzo zmobilizowana i zaangażowana, jeśli nie, robi inne rzeczy z ogromnego wachlarza zainteresowań. Zajmuje się na przykład rolnictwem w wymiarze działkowym: - Jeśli wiem, że skopię, zgrabię, posieję i to mi wyrasta, to czasem sprawia mi większe zadowolenie niż napisanie artykułu. Tłumaczy też różne dokumenty, szczególnie akty notarialne, księgi metrykalne i darowizny i jak twierdzi ich odczytywanie sprawie jej satysfakcję. Jednym słowem, nie ma czasu na nudę, a wiele godzin spędza w bibliotekach. Aktualnie wykłada językoznawstwo i kulturę języka w wyższej szkole humanistyczno-pedagogicznej w Łowiczu: - Byłam kiedyś bardzo pryncypialną nauczycielką i chciałam od uczniów bardzo dużo, myślę za dużo, z biegiem czasu jestem bardziej tolerancyjna, niekoniecznie uczeń musi umieć to co nauczyciel. Co potem? Ze sztuką Młodej Polski łączy się Malczewski, który jest w tematach Wielkiej Gry. Pewnie spróbuje jeszcze raz, choćby z tego powodu, że malarz dzieciństwo spędzał tam, gdzie rozpoczynała pracę – w Wielgiem, 30 km od Radomia. Teraz myśli o wiośnie w Murzynowie. Czy mróz nie zaszkodził winnej latorośli? Zanotowała: Lena Szatkowska Fot. DarO
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze