Reklama

Tragedia w Trębinie - Gdzie jest nasza mamusia?

05/06/2003 12:14
Siedmiomiesięczna dziewczynka jeszcze nie potrafi o to zapytać, Być może niewiele zapamięta z tego, co się stało, ale jej starszy braciszek długo może mieć przed oczami śmierć matki.Na pogrzebie tragicznie zmarłej 25-letniej Małgorzaty K. zebrała się najbliższa rodzina i osoby, które ją znały. Kobieta osierociła siedmiomiesięczną córeczkę i 2,5-letnioego synka. Informacja o śmierci Małgorzaty wstrząsnęła mieszkańcami Trębina w gminie Radzanowo, gdzie mieszkała wraz z dziećmi i matką, oraz pobliskich miejscowości. Wszyscy, którzy ją znali, nie mogli uwierzyć, że musiała odejść w taki sposób. Ciało Małgorzaty K. znalazła jej siostra, która mieszka w sąsiedniej wsi. Późnym popołudniem, 23 maja wybrała się z dwójką swoich dzieci w odwiedziny. Kiedy weszła do domu Małgorzaty zobaczyła siostrę leżąca na wersalce. W mieszkaniu było pełno dymu. Jedno z dzieci płakało, a drugie leżało w wózku. Przerażona próbowała sprawdzić, czy siostra żyje. Kiedy nie wyczuła pulsu, pobiegła do sąsiadki, żeby wezwać pogotowie. Wpadła do mnie krzycząc, że Małgorzata chyba nie żyje, żeby wezwać karetkę. Kiedy dzwoniłam, ona tam wróciła i wyniosła z domu dzieci - powiedziała sąsiadka. Spieszące z pomocą kobiety były przerażone tym co widziały. Z kanapy, na której leżała Małgorzata, unosiły się kłęby szczypiącego w oczy dymu. Czuć było zapach spalenizny. Siostra Małgorzaty zalała kanapę wodą. Okazało się też, że odkręcona jest butla z gazem. - Byłam w szoku. Przecież ta dziewczyna ani nie piła, ani nie paliła. Nie mogłam zrozumieć, co się stało. Powiedziałam, żeby zakręcić butlę gazową - dodaje sąsiadka. Kiedy na miejsce dotarła ekipa pogotowia, lekarz stwierdził, że dzieci Małgorzaty zostały z zadymionego domu wyniesione w ostatniej chwili. Ich matce nie można już było pomóc. Wezwano policjantów. Na szyi zmarłej zobaczyli ślady, które wzbudziły ich podejrzenia. Mogły wskazywać, że kobieta została zamordowana, a pożar był próbą zatarcia śladów. Przez całą noc na miejscu pracowali funkcjonariusze i prokurator. W ciągu kilku godzin zaczęli odkrywać okoliczności tragedii. To była miła dziewczyna Trębin to kilkanaście oddalonych gospodarstw od siebie. Czasami nie wiemy, co się u kogo dzieje - mówią mieszkańcy, z domów położonych na początku wsi. - O Małgorzacie nie możemy zbyt dużo powiedzieć. Mieszkała razem z matka i dziećmi od około dwóch lat. Dom nie był jej własnością. Kobiety mieszkały tam za darmo, nie miały nawet prądu, ponieważ właściciele wyprowadzili się dziewięć lat temu. Niewielki budynek sprawia bardziej wrażenie murowanej altanki na lato, niż domu. Ale jak mówią sąsiedzi, Małgorzata świetnie sobie radziła. Nie miała pracy, ale próbowała wiązać koniec z końcem. Dbała o dzieci, nawet pranie robiła na tarze, tak jak my kiedyś - opowiada sąsiadka. Jej synek traktował mnie jak drugą babcię. Gdy tylko zobaczył mnie na podwórku zaraz przybiegał, żeby porozmawiać. Sama lubiłam do nich chodzić i często spędzałam tam wiele godzin. To była wspaniała dziewczyna - potwierdzają wszyscy, którzy znali zmarłą. Dodają jeszcze, że była cicha, skromna i uczciwa. - Mówimy tak nie dlatego, że wydarzyła się ta tragedia, ale naprawdę ona taka była. Chociaż od chwili tragedii w domu nikt nie przebywa, to na sznurku rozciągniętym pomiędzy drzewami wisiały jeszcze dziecięce ubranka. Dlaczego... Kilka godzin po odkryciu tragedii do policyjnego aresztu trafił 30-letni Włodzimierz L. z pobliskiego Gilina. Jak się okazuje ojciec dzieci Małgorzaty. Mężczyzna przyznał się do zbrodni. Sąd w Płocku zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna ma jeszcze kilkuletnie dziecko z inna kobietą i prawdopodobnie jeszcze jedna kobieta jest z nim w ciąży. Małgorzata mieszkała jakiś czas z Włodzimierzem, wyprowadziła się od niego kiedy była w ciąży z drugim dzieckiem. Od tego czasu mężczyzna nie utrzymywał z nią kontaktów, ale w sądzie toczyła się sprawa o ustalenie ojcostwa siedmiomiesięcznej dziewczynki. Włodzimierz odmawiał poddania się badaniom argumentując, że go na to nie stać. Ostatnia ze spraw odbyła się na dwa dni przed śmiercią Małgorzaty. Jeszcze około południa w piątek brała mleko dla dzieci - mówią sąsiedzi. W tym czasie jej matka była u drugiej córki. Nikt nie zauważył, czy po południu przy domu Małgorzaty ktoś się kręcił. Nikt nawet nie wiedział, że może potrzebować pomocy. Przez kilka dni o tragedii mówili wszyscy mieszkańcy okolicznych wsi. Do tej pory takie historie mogli zobaczyć tylko w telewizyjnych serialach. Nawet w najczarniejszych myślach nie przypuszczali, że coś takiego może się stać w ich sąsiedztwie. Osieroconymi dziećmi, które kilka dni spędziły w szpitalu, zaopiekowała się najbliższa rodzina Małgorzaty. Teresa Radwańska Jacek Danieluk Fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości