Trwa ustanowiony przez Radę Miasta Płocka Rok Teatru – jubileusz 50-lecia zawodowej sceny przy Nowym Rynku. Za nami: wydawnictwa, pierwsze premiery, pokaz kostiumów i wystawa teatralnych plakatów. Przed nami – prapremiera z repertuaru współczesnej dramaturgii polskiej. W obchody włączyły się Towarzystwo Naukowe Płockie i Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru, które wspólnie z Teatrem Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego przygotowały okolicznościową sesję. Odbyła się tradycyjnie w zabytkowej kanonii przy Placu Narutowicza – siedzibie TNP.
Drogę do otwarcia placówki w nowo wybudowanym dla Petrochemii budynku – domu kultury przypomniała historyk teatru Barbara Konarska-Pabiniak. Zawodowa scena była de facto reaktywowaniem tradycji teatralnych Płocka, przeniesieniem ich po latach ze zniszczonego przez okupacyjne władze niemieckie pięknego teatralnego gmachu ze Wzgórza Tumskiego na Nowy Rynek. W 1812 roku za sprawą prefekta departamentu płockiego Rajmunda Rembielińskiego miasto otrzymało stałą scenę w zniszczonym i odbudowanym kościółku św. Trójcy. Była to niewątpliwie nobilitacja.
Dopiero po dekadzie powstały teatry np. w Lublinie, później Radomiu, w 1879 roku – Kielcach.
„Jeszcze u schyłku XIX wieku większość teatrów na prowincji mieściła się w drewnianych budynkach, stajniach, zjeżdżalniach, wozowniach, sieniach zajazdów, a nierzadko w szopach specjalnie na teatr przerobionych”.
Tam występowali aktorzy z wędrownych trup teatralnych, ponieważ ani miasto, ani prywatni dzierżawcy nie zatrudniali stałego zespołu. Tak było i w Płocku. Po odzyskaniu niepodległości teatr zyskał publiczność i mógł wystawiać ciekawy repertuar.
W 1945 roku, gdy przyjezdne zespoły teatralne grały w „Przedwiośniu”, zaczęto znowu mówić o stałej scenie, m.in. utworzeniu w Płocku filii Teatru Ziemi Mazowieckiej z dyrektorem Aleksandrem Sewrukiem.
– Z ramienia TNP przeprowadzono ankietę wśród 2500 robotników budowlanych zatrudnionych w płockim zagłębiu budowlanym. Jak się okazało, 46% ankietowanych było już w teatrze, a 70% życzyło sobie teatru w Płocku – powiedziała w swoim wystąpieniu Konarska-Pabiniak.
O teatr zabiegali również entuzjaści z powstałego w 1968 Towarzystwa Przyjaciół Teatru, zapraszając na scenę do Klubu MPiK stołecznych artystów. Stała scena została powołana zarządzeniem prezydenta Henryka Rybaka i naczelnika powiatu Stanisława Tytera w 1974 roku. Dyrektorem został Jan Skotnicki. Na inaugurację wystawił „Krakowiaków i górali” Bogusławskiego.
O Jerzym Szaniawskim – patronie płockiego teatru i braku jego sztuk w repertuarze teatrów mówił badacz literatury polskiej XX wieku Radosław Sioma z UMK. Zastanawiał się, na ile znikanie Szaniawskiego ze scen, listy lektur szkolnych i księgarń to wina pewnej staroświeckości jego utworów. A może nie rozumiemy dzisiaj Szaniawskiego „komedii wysokiej” i przeciwstawiającego się awangardzie – „konserwatywnego modernizmu” w twórczości samotnika z Zegrzynka?
Teatr Dramatyczny w Płocku na przestrzeni półwiecza systematycznie wystawiał utwory Szaniawskiego. Skotnicki zrealizował „Ptaka” i „Żeglarza”, Jerzy Stępniak – „Dwa teatry”. Jagoda Jakubowska-Opalińska, porównując pięć płockich etapów dyrektorskich w ciągu 50 lat sceny, podkreśliła zasługi dyrektora Marka Mokrowieckiego w przypominaniu twórczości samotnika z Zegrzynka. Mokrowiecki rozpoczął od kameralnego spektaklu wg „Opowiadań profesora Tutki” – „Zaszczepiłem mu tego motylka, panowie”, zrobił autorską inscenizację „Dwóch teatrów” (2019), a w czasie lockdownu wraz zespołem zrealizował czteroodcinkowy film „Nie wszystko się kończy z zapadnięciem kurtyny”. Teatralny projekt urzekł autorkę biografii Szaniawskiego. Pisała:
„Cztery części, które reżyser Marek Mokrowiecki spiął plastyczną klamrą postaci Szaniawskim malowanych. Aktorzy nie tyle wychodzą, ile wyłaniają się z lasu. Niesie ich po równo przyroda oraz sztuka. Idą w stronę życiowego pędu i scenicznej iluzji. Idą schodami do spalonego dworku. Idą rytmem Jego wyobraźni. Szlachetna synteza i czytelny drogowskaz dla kolejnych filmowych kadrów”.
Dodać wypada, że za dyrekcji Mokrowieckiego oglądaliśmy jeszcze dwukrotnie komedie Szaniawskiego: „Papierowego kochanka” w reż. Pawła Paszty i brawurowego „Lekkoducha” zrealizowanego przez Jana Tomaszewicza.
Prezes PTPT Jarosław Wanecki podniósł jubileuszowe emocje, stawiając pytanie retoryczne: „czy teatr potrzebuje widza?”. W swoim wystąpieniu zastanawiał się, jaka publiczność byłaby idealna oraz czy widz to wyłącznie dwugodzinny gość, który podnosi procenty frekwencji. Konkludując, stwierdził, że
„teatr w wymiarze powszechnym zawsze podążał za widownią, ale potrafił także grać na przekór modom i zyskom, włączając się do społecznej debaty, a nie tylko szukania mecenasów jarmarcznych widowisk obrażających współczesnego odbiorcę kultury”.
Reklama
Dedykując swój referat recenzentom, zwróciłam uwagę, że
„z jednej strony obserwujemy zmierzch prawdziwych recenzentów – dziennikarzy specjalizujących się w określonej dziedzinie, przestrzegających kodeksu etyki dziennikarskiej”, z drugiej – „mamy ich wysyp”.
Dzisiaj każdy, kto ma smartfon, może tworzyć profesjonalnie wyglądające filmy, założyć własny kanał informacyjny, podcast i tam recenzować. Swoimi opiniami dzielić się w grupach znajomych i w ogóle nie interesować się opiniami „obcymi”.
„Papierowym czasopismom trudno konkurować z błyskawicznym przekazem w mediach społecznościowych. Ba – Chat GPT może wygenerować pełen artykuł w kilka sekund”.
Reklama
Jako przykład przedstawiłam dwie recenzje z najnowszej realizacji teatru – „Iwony, księżniczki Burgunda”. Jedną napisał Chat.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat nie było na płockiej scenie takich przedstawień, które ściągnęłyby tłumy recenzentów. Przyjeżdżali natomiast członkowie konkursowych komisji. I tak: „Papierowy kochanek” Szaniawskiego w reż. Pawła Paszty znalazł się w Ogólnopolskim Konkursie na inscenizację dawnych dzieł literatury polskiej Klasyka Żywa (2021). Autor tekstu Zenon Butkiewicz chwalił przede wszystkim wykonawców. Startujące w tej samej kategorii „Damy i huzary” Aleksandra Fredry w reż. Krzysztofa Szustera na portalu e-teatr omówił Michał Misera, także komplementując obsadę sztuki:
„Spektakl stoi przede wszystkim dobrym aktorstwem, ujawniającym solidny i opanowany warsztat komediowy i umiejętność mówienia klasycznego wiersza”.
„Broniewski” Radosława Paczochy w reż. Julii Mark został wyróżniony w Konkursie na wystawienie polskiej sztuki współczesnej.
Czy recenzenci zostaną, czy znikną? Czy będą jeszcze potrzebni widzom i teatrowi? Kultowe czasopisma teatralne przenoszą się do sieci. W 2025 roku w Płocku ukazuje się jeden papierowy „Tygodnik”, kilka portali i niezliczone recenzje (opinie nie tylko o teatrze) na FB. Dobrze, że również w mediach społecznościowych można trafić na profesjonalistów.
Wystąpienie dyrektora płockiej sceny Marka Mokrowieckiego odczytał aktor Henryk Jóźwiak. Referat „Impresje pięćdziesięciu lat” dotyczył przemian, jakim podlegał teatr w ciągu ostatniego półwiecza. Mokrowiecki przywołał historie z początków działalności sceny, które ilustrują, jak płocczanie oswajali się ze sztuką teatralną: „Warto przywołać dwa epizody.
Pierwszy związany jest z premierą «Romea i Julii» w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego, która de facto otwierała działalność teatru. Przedstawienie rozpoczyna się bójką Montekich i Kapuletich. Część widzów nie zrozumiała, że to scena teatralna – uznali, że doszło do autentycznej awantury. Wzywano milicję, próbowano rozdzielać aktorów. Drugi epizod to «Brat naszego Boga» Karola Wojtyły, wystawiony przez Andrzeja Marię Marczewskiego i Jerzego Stępniaka. W scenie religijnej widzowie spontanicznie włączali się do modlitwy. Niektórzy wchodzili na scenę. W obu przypadkach teatr tak silnie stykał się z rzeczywistością, że granice między nimi zacierały się. To pokazuje, że dla wielu ludzi teatr był wówczas terra incognita – rzeczą, z którą stykali się po raz pierwszy”.
Reklama
Podróżując przez dekady, przypomniał pomysł Andrzeja Marii Marczewskiego, Jerzego Stępniaka i kierownika literackiego Bohdana Urbankowskiego, żeby powołać w Płocku teatr artystyczny, „sięgający po wielką literaturę i podstawowe wartości uniwersalne”. Lata siedemdziesiąte w historii lokalnej sceny to czas twórczego fermentu i wielkich inscenizacji operujących metaforą. Dyrekcja Tomasza Grochoczyńskiego przyniosła powrót do klasyki wyważonej dramaturgią współczesną (znakomite inscenizacje, takie jak słynne „Róbmy swoje” Wojciecha Młynarskiego, „Samobójca” Erdmana, „Montserrat”, „Zemsta”).
Marek Mokrowiecki objął teatr w 1990 roku, w okresie transformacji ustrojowej. Później jak każdy teatr – mierzył się z komercjalizacją i koniecznością zdecydowania, czy grać także lżejszy repertuar, który przyciągnie innych widzów. „Farsa zagościła na naszej scenie – nie dlatego, że społeczeństwo „zgłupiało”, ale dlatego, że teatr musi również dawać rozrywkę.
„«Również» – to słowo jest tu kluczowe. (…) Podstawową funkcją teatru pozostaje jednak zachowanie i pomnażanie dziedzictwa narodowego. Nie chodzi o muzealne odtwarzanie klasyki, lecz o pielęgnowanie jej przy wykorzystaniu nowoczesnych środków wyrazu. Stąd odejście od kostiumowej dosłowności i quasi-realizmu na rzecz współczesnych interpretacji, które pozwalają widzowi zobaczyć w klasyce własną rzeczywistość”.
Teatr wychodził poza budynek, przygotowując wielkie widowiska plenerowe na Dni Historii Płocka. Grał na placach, bulwarach wiślanych, przed pomnikiem Broniewskiego. W plenerach Opinogóry, Sierpca, Sannik i Zegrzynka.
Dwa ostatnie widowiska: „Na Wiśle śpiewają oryle. Szlakiem nadwiślańskich gmin północnego Mazowsza” i „Florian w powiecie płockim”, których scenariusze powstały w oparciu o kroniki, legendy, anegdoty poszczególnych miejscowości, obejrzała wielotysięczna publiczność.
Mokrowiecki podkreślił, że w roku jubileuszowym chcieliby przywrócić świetność nagrobkowi Szaniawskiego na Powązkach.
Moderatorem sesji był sekretarz literacki Leszek Skierski. Patronem honorowym - Marszałek Województwa Mazowieckiego.
Fot. Maciej Wróbel
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze