Reklama

Tak zaczynał się najdłuższy weekend XXI wieku - (Nie)Bezpieczny Płock

10/05/2001 12:55
Ciepły, piątkowy wieczór. Początek weekendu, który dla niektórych potrwa aż do 6 maja. Płocka Starówka i Wzgórze Tumskie tętnią życiem. Tłumy młodzieży przechodzą z jednego pubu do drugiego, część wyrywa się w miejsca, w które nie dociera i tak bardzo dyskretne światło ulicznych latarni.Niby wszystko wygląda normalnie, nikt nie powinien mieć żadnych zastrzeżeń, tak powinno wyglądać centrum każdego normalnego miasta. Niestety jak w każdym mieście zdarzają się różne sytuacje. Na Placu Narutowicza patrol policji legitymuje młodego mężczyznę. Jego dwaj koledzy czekają w pobliżu. Nagle policjanci i studenci zostają otoczeni przez agresywnie zachowujących się młodzieńców, którzy jak się okazuje wybiegli z jednego z pubów na Grodzkiej. Napastników nie peszy wcale widok trzech policjantów z patrolu zmotoryzowanego i dwóch z pieszego, nie zwracają też uwagi na kolejnych pięciu policjantów, którzy dotarli na miejsce, żeby pomóc w wyjaśnieniu sytuacji... Jednak ta historia zaczęła się kilka godzin wcześniej, w zupełnie innym miejscu. Godzina 21.00 – odprawa Sala odpraw Referatu Patrolowo - Interwencyjnego Komendy Miejskiej Policji w Płocku jest już pełna, ponieważ nie jest to zbyt duże pomieszczenia odprawa policjantów, którzy w piątkową noc będą pilnować porządku na płockich ulicach odbywa się na dwie tury. Najpierw policjanci z KMP, później z Samodzielnego Pododdziału Prewencji. Funkcjonariusze zapisują marki, kolory i numery rejestracyjne skradzionych samochodów, dane poszukiwanych z różnych powodów ludzi, dziś jest tylko zaginiony nastolatek, ale jeszcze przed kilkunastoma godzinami musieli by zapisać Mariolę M., nauczycielkę z Czarnej Białostockiej... - Panowie, przypominam o wzajemnym ubezpieczaniu się w czasie interwencji domowych, na ulicach i podczas kontrolowania samochodów – dowódca zmiany udziela ostatnich rad. – Powodzenia. Godzina 22.00 – ale nuda Kolejne patrole trafiają na ulice miasta, które pomimo wieczorowej pory są bardzo ruchliwe. Początkowo, gdy usłyszałem, jaki rejon do patrolowania dostała załoga, z którą będę jeździł, nic mi to nie powiedziało. Kiedy Volkswagen Transporter wjechał na Tumską, gdzie zostawiliśmy dwa patrole piesze zacząłem się domyślać, że będziemy mieli pod opieką „centrum rozrywkowe Płocka”. Nie myliłem się. - Jedziemy zobaczyć jak wygląda sytuacja na Tumach – siedzący za kierownicą radiowozu Maciek kieruje pojazd w uliczkę pomiędzy budynkiem Sądu Rejonowego i Towarzystwa Naukowego Płockiego. Objeżdżamy Zamek Książąt Mazowieckich, Katedrę. Alejki najładniejszego płockiego parku są spokojne, chociaż pewnie zburzyliśmy spokój kilku parom siedzącym na ławkach, a może nawet nikt nie zwrócił na nas uwagi? Wracamy na Plac Narutowicza. Prawdziwe tłumy młodych ludzi są w tym miejscu. Zatrzymujemy się na postoju taksówek. - Siedzi – policjanci kogoś wypatrzyli, chociaż o kogo chodzi, będę wiedział dopiero za chwilę, na razie widzę tylko młodzież siedzącą na ławkach. – Zaczekajcie, idziemy po niego – Maciek i Jacek wysiadają z samochodu. - Co się stało – pytam. - Chłopak siedzi na oparciu ławki, nogi trzyma na siedzeniu – odpowiada Sławek, z którym zostaliśmy w radiowozie. Tym razem dla młodego człowieka kończy się to tylko pouczeniem, ale „przyjemność” siedzenia na oparciu ławki i opierania nóg na jej siedzeniu, co tak bardzo denerwuje starszych mieszkańców naszego miasta, może się zakończyć koniecznością zapłacenia stuzłotowego mandatu. Jedziemy dalej. Mijają kolejne minuty i nic się nie dzieje. Stacja milczy, W innym rejonie miasta jakiś radiowóz zostaje wysłany na interwencję domową. Kluczymy po ulicach Starego Miasta i centrum. Na Nowym Rynku, przed centrum handlowym TSS dwóch podpitych mężczyzn przeklina. Nie przestają nawet widząc policyjny radiowóz. To już kolejni legitymowani i chociaż zbliża się już północ, nadal nic się nie dzieje. Na dawnym dworcu PKS przy Jachowicza policjanci legitymują trzech młodych chłopaków. Jeden to uczeń jednego z płockich „ogólniaków”, dwóch pozostałych to gimnazjaliści. Już dawno minęła północ, a nie było jeszcze żadnej poważnej interwencji. Pokonujemy kolejne kilometry tych samych ulic. Noc zaczyna się dłużyć... Godzina 24.40 – coś dzieje Akurat byliśmy na skrzyżowaniu ulic Kilińskiego i Jachowicza, kiedy radiostacja ożyła. Okazało się, że jesteśmy najbliżej ze wszystkich patroli od miejsca, gdzie mogło dojść do włamania. - Ulica Kochanowskiego, sklep spożywczy, wyje alarm – to wszystko co przekazuje oficer dyżurny. Kilka minut wcześniej do naszego radiowozu wsiedli dwaj policjanci z pieszego patrolu z Tumskiej, którzy akurat mają przerwę. Jak widać ta przerwa może być dla nich pracowita. Dojeżdżamy na Kochanowskiego. - Dwóch wysiada przed wejściem do sklepu, my jedziemy od zaplecza – jeszcze zanim skręciliśmy w osiedlową uliczkę, Maciek wydaje dyspozycje. Na miejscu wszystko przebiega błyskawicznie. Volkswagen na moment się zatrzymuje, dwóch policjantów jest już na zewnątrz, auto jedzie dalej. Przy zapleczu sklepu jest już samochód firmy ochroniarskiej, która zajmuje się zabezpieczeniem obiektu. - Fałszywy alarm, od kilku dni mamy problemy z tym alarmem, włącza się bez powodu – informuje nas ochroniarz. Trzeba jednak wszystko obejść i sprawdzić, przed sklep podjeżdża jeszcze jeden radiowóz. Wszystko jest w porządku, można wracać. Kiedy dojeżdżamy do ulicy Mickiewicza, przez radio oficer dyżurny podaje informacje o kradzieży dziesięciu lamp sygnalizacyjnych z barierek przy budowie stadionu miejskiego. Niestety sprawcom tej kradzieży udało się uciec. Godzina 24.50 – „płaczę, jestem cała” Chwile po interwencji przy sklepie jedziemy ulica Jachowicza, rozglądając się czy ktoś przypadkiem nie niesie lamp ostrzegawczych. Na przystanku autobusowym siedzi zapłakana dziewczyna. - Wiem, płaczę, jestem cała, chcę zostać sama, proszę – to jedyna odpowiedź na uwagę jednego z policjantów, że samotne przesiadywanie w nocy na przystankach może być niebezpieczne. Po drugiej stronie ulicy, na przystanku przy Cechu Rzemiosł Różnych, też widać samotną postać, tyle tylko, że leżącą na ławce. Podjeżdżamy. Jacek wysiada z samochodu, podchodzi do leżącego – Proszę pana, nic się nie stało – pyta. Młody mężczyzna jest wyraźnie zaskoczony, przerwaliśmy mu sen. Niezbyt składnie odpowiada na zadawane pytanie. Jedno z nich sprawia mu wyraźna trudność, ale po kilku podpowiedziach ucieszony podaje imię matki, z imieniem ojca poszło mu bez problemu. Jeszcze tylko sprawdzenie w bazie danych i licealista, obiecuje, że jak najszybciej uda się do domu. Godzina 1.00 – tryskały z nich sterydy Wracamy na Plac Narutowicza. Ruch wcale się nie zmniejszył. Pomiędzy lokalami krążą grupy młodzieży, chociaż niektóre z pubów są już zamykane. Obserwujemy, jak policjanci z pieszego patrolu legitymują kilku młodych mężczyzn. Nagle Sławek zauważył jak idący od ulicy Grodzkiej mężczyzna zostawił na chodniku butelkę od piwa. Zatrzymuje go. Dwóch kolegów legitymowanego zatrzymuje się przy radiowozie. Są wyraźnie zniecierpliwieni, jakby chcieli jak najszybciej odejść. Kiedy policjant spisuje dane młodego mężczyzny, nagle zostajemy otoczeni przez kilkunastoosobową grupę wyraźnie zdenerwowanych i agresywnych młodzieńców, są podpici. Zaczyna się pyskówka pomiędzy nimi i kolegami legitymowanego. Sytuacja się zaostrza. Nagle słychać charakterystyczne uderzenie i ktoś pada na karoserię radiowozu. - Uderzył mnie, straciłem okulary – to jeden z kolegów legitymowanego mężczyzny. - On uderzył mojego kumpla – włącza się legitymowany. - Taki jesteś odważny, sam wyskocz, a nie policją się zasłaniasz – krzyczy jeden z napastników. – Zabiję cię jak cię zobaczę – jeden z napastników jest bardzo agresywny. Jak widać wypity alkohol dodaje mu odwagi, nie zwraca w ogóle uwagi na to, że przed nim stoją policjanci, a załoga kolejnego radiowozu właśnie dojeżdża. Dobiegli także ochroniarze z nowootwartego pubu na ulicy Grodzkiej, skąd wyszli agresywnie się zachowujący się mężczyźni. Jakoś udaje się rozdzielić zwaśnione strony. Agresywni młodzieńcy, których nadmiernie rozbudowane mięśnie wskazują na regularnie powtarzaną kurację sterydową, pod opieką ochroniarzy wracają do klubu przy Grodzkiej 9. My zabieramy do radiowozu trzech mężczyzn, z których jeden był przed chwilą legitymowany. Prawdopodobnie obie grupy weszły sobie w drogę w lokalu. Jakie mogły być tego przyczyny, nie wiadomo. Jeden z mężczyzn ma lekkie krwawienie z nosa. - Po co mamy się włóczyć po sądach – pada zgodna odpowiedź całej trójki na pytanie czy chcą złożyć zawiadomienie o dokonaniu przestępstwa. Dojeżdżamy do Jachowicza. Tu mężczyźni mogą już wysiąść i bezpiecznie wrócić do domu. Godzinę później Sławek i Jacek sprawdzają sklepy na ulicy Tumskiej. Zostaję z Maćkiem przy radiowozie. Akurat podjechał do nas dowódca zmiany, kiedy trzeba podjąć kolejną interwencję. - Panowie, chciałem zgłosić pobicie – podchodzi do około dwudziestoletni mężczyzna. – W bramie przy kasynie zostałem pobity przez wysokiego, ubranego w jasną bluzę mężczyznę. Postanowiłem sobie skrócić drogę do domu przez to podwórko, podszedł do mnie, zapytał czy mam papierosy i uderzył mnie. - Czy rozpozna pan sprawcę. Jeżeli tak, zapraszam do radiowozu, podjedziemy na miejsce – Maciek podejmuje szybką decyzję. W ciągu kilku sekund jesteśmy na Tumskiej 13. Napadnięty mężczyzna zostaje w radiowozie i podaje kolejne szczegóły. Jacek i Sławek patrolują podwórko. Nikogo już nie ma. Objeżdżamy jeszcze z poszkodowanym pobliskie ulice. Rysopis napastnika, oczywiście bardzo ogólny, zostaje przekazany do pozostałych patroli. Poszukiwania nie przynoszą efektu, odwozimy mężczyznę do domu. - Lekarz, który wykonuje obdukcje przyjmuje na ulicy Sportowej – Maciek podpowiada poszkodowanemu co można zrobić. - Jeszcze się zastanowię, czy powiadomić policję o dokonaniu przestępstwa – rzuca mężczyzna wysiadając z radiowozu, jednocześnie wyraża swoje niezadowolenie, że nikt, nie chciał mu pomóc. Nie może pogodzić się z faktem, że od osoby będącej pod wpływem alkoholu, a tak jest w jego przypadku, policjanci nie mogą przyjąć zgłoszenia. Niestety takie „kruczki” przewiduje polskie prawo karne, które przez jednych jest uznawane za zbyt liberalne, przez innych za bardzo surowe. Tak mijają kolejne godziny piątkowej nocy. Jak się okazuje, czasami lepiej wydać kilka złotych na taksówkę niż ryzykować samotny spacer. Nigdy nie wiadomo, czy uda się spokojnie dojść do domu. Godzina 4.05 – bułki Tuz przed godziną czwartą żegnam się z policjantami z Samodzielnego Pododdziału Prewencji. Jeszcze przez kilkadziesiąt minut będę jeździł z dowódca zmiany, żeby zebrać informacje o innych wydarzeniach. - Jak na piątek, to było dziś bardzo spokojnie – okazuje się, że nie było zbyt dużo zdarzeń. Jedziemy w stronę Maszewa. Trzeba sprawdzić drogi prowadzące do jednej z największych w rejonie Płocka dyskotek. Przez radio słyszymy jak oficer dyżurny wysyła jeden z patroli w rejon szpitala na Winiarach. - Grupa młodzieży zabrała sprzed sklepu przy szpitalu skrzynki z bułkami, rzucają się nimi. Teraz powinni być na przystanku autobusowym – słyszymy w stacji. Jedziemy na miejsce. Już na przystanku przy Izbie Wytrzeźwień widzimy grupy młodych osób, ale zachowujących się bardzo spokojnie. Jedziemy dalej. Na przystanku przy szpitalu jest już radiowóz. Policjanci dyskutują już z grupą młodzieży, która jest początkowo bardzo pewna siebie. Trzy dziewczyny i dziewięciu chłopaków są bardzo zdziwieni, czemu policjanci w ogóle ich zaczepiają. Dopiero kiedy jedna z dziewczyn zostaje odprowadzona do radiowozu, pozostali orientują się, że chyba tak łatwo nie uda im się wykręcić. Po chwili już wiadomo, kto wpadł na pomysł zabrania pieczywa sprzed sklepu. Skrzynki wracają na swoje miejsce, młodzież się rozchodzi, część na piechotę, część korzysta z jedynej na postoju taksówki. Dochodzi piąta rano, sobota 28 kwietnia. Nad Płockiem wstaje słońce. Ludzie wybierają się do pracy, jeżdżą samochody dostawcze. Ulice powoli zaczynają tętnić normalnym życiem. Część rozrywkowa miasta pustoszeje. Nie na długo, przecież zaczął się najdłuższy weekend XXI wieku. (jac) P.S. Dziękuję za pomoc w przygotowaniu tego materiału policjantom z Samodzielnego Pododdziału Prewencji oraz Komendy Miejskiej Policji w Płocku.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości