Z Witoldem Missalą, zarządcą komisarycznym ZPDz "“Cotex" rozmawia Jola Marciniak Jako pierwszemu udało się Panu uporządkować sytuację w płockim "Cotex-ie".Proszę powiedzieć, jakie Pan ma doświadczenie w tej pracy, pracy uzdrowiciela przedsiębiorstw państwowych? Z wykształcenia jestem ekonomistą po Wydziale Handlu Zagranicznego, jeszcze SGPiS w Warszawie, poza tym w latach osiemdziesiątych ukończyłem studia podyplomowe prawno - administracyjne na Uniwersytecie Warszawskim. W momencie, kiedy w Polsce rozpoczęła się transformacja gospodarcza, zacząłem od 1992 roku zajmować się wykonywaniem obowiązków syndyka masy upadłościowej, likwidatora przedsiębiorstw państwowych, nadzorcy sądowego w postępowaniach układowych i zarządcy komisarycznego. Równolegle jeszcze, przed wejściem w życie ustawy o doradztwie podatkowym zacząłem również tym się zajmować. Właściwie te dwie sfery działania, to znaczy uczestniczenie w procesach restrukturyzacyjno - gospodarczych i doradztwo podatkowe wykonuję cały czas. Jeśli chodzi o działania naprawcze, to niewątpliwie każde postępowanie układowe jest częścią programu restrukturyzacji poszczególnych przedsiębiorstw. Wydaje mi się, że w tym zakresie, największe doświadczenie zdobyłem w ZPC Ursus. Można śmiało powiedzieć, że to postępowanie układowe w Ursusie, sam układ z wierzycielami, nie pozwolił na wyciągnięcie się ze wszystkich problemów, ale był początkiem takiej restrukturyzacji przedsiębiorstwa, która z różnym powodzeniem trwa do dziś. Trzeba także powiedzieć, że nawet w postępowaniach likwidacyjnych są pewne elementy restrukturyzacyjne. Szczególną satysfakcję likwidator ma wówczas, gdy poprzez swoje działania kreuje nowe podmioty gospodarcze, które po prostu sobie radzą. Przykładem takiego działania mogą być Zakłady Wykonawstwa Sieci Elektrycznych w Pruszkowie, czy Budoprojekt Stomil w Piastowie. W płockim “Cotex-ie” jest Pan już półtora roku. Co przez ten czas udało się zrobić? Doświadczenie “Cotex-u” jest dla mnie pierwszym w przemyśle lekkim. Obowiązki zarządcy komisarycznego objąłem 22 lutego 1999 roku. Załoga była podzielona na tę będącą w części produkcyjnej i byłej części administracyjnej. Załoga była skłócona, a proces produkcyjny nie był realizowany od połowy listopada 1998 roku, nowych zamówień w przedsiębiorstwie nie było żadnych, a te które miały być realizowane, nie mogły, z powodu braku produkcji. Na dodatek wolą organu założycielskiego było, żeby to przedsiębiorstwo znowu zaczęło funkcjonować i żeby znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli na pogodzenie racji formalno - prawnych związanych z niewypłacalnością przedsiębiorstwa i utrzymaniem miejsc pracy. Jak dziś wygląda sytuacja w “Cotex-ie”, na ile udało się już rozwiązać niektóre problemy? Przez te półtora roku stworzyliśmy nową firmę, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która miała do zrealizowania dwa cele: odnowienie dotychczasowych kontaktów handlowych i zdobycie nowych kontrahentów. Poza tym jest znów postrzegana na rynku jako partner, z którym warto współpracować. Drugi cel, który został osiągnięty, dotyczy załogi, która dostrzegła, że spółka może być pracodawcą, a spory dotyczą tego, w jaki sposób mogą stać się oni pracownikami spółki. Staraliśmy się stworzyć takie podstawy, które w przyszłości będą sprzyjać realizacji podstawowego celu spółki, czyli prowadzenia działalności gospodarczej. Jest jeszcze jeden istotny cel, którego na razie nie udało się osiągnąć. Chodzi tu o pozyskanie inwestora do spółki. Spółka jest własnością przedsiębiorstwa państwowego “Cotex”, a w przyszłości niezbędne jest zasilenie jej kapitałem, które pozwoli na wykupienie majątku, a także na zapewnienie niezbędnych środków obrotowych. Na razie prowadzimy różne działania, ale trudno mówić o konkretach. Mam nadzieję, że rozwiązanie tego problemu, jeszcze w tym roku, uda nam się znacznie posunąć do przodu. Chciałbym także dodać, ze nawet tu w Płocku, w samej branży nawiązaliśmy kontakty kooperacyjne, które pozwalają na zwiększenie produkcji. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie się nadal rozwijać, bo my nie jesteśmy konkurentami, ale w niektórych elementach jesteśmy sobie potrzebni. Oznacza to, że powoli nazwa “Cotex” powraca na rynek i zdobywa go na nowo? Oczywiście, każdy kontrahent znający przedsiębiorstwo, ma jeszcze cień wątpliwości, na ile ten stan, który jest na dziś, jest stanem trwałym, ale wiadomo, że on będzie się poprawiał, a nie pogarszał. My zdobywamy sobie pozycję wiarygodnego partnera i to dotyczy także firmy dostawczej, czy innych partnerów w zakresie współpracy, nawet kapitałowej. Czy to oznacza, że Pana działalność w “Cotex-ie” dobiega już końca? Ja nie ukrywałem, że kiedy spółka stanie się już pracodawcą dla tych 850 ludzi i odbuduje dawną pozycję “Cotex-u” na rynku, to moja rola będzie zbliżała się do końca. Bo tak na dobrą sprawę to pozostał do rozwiązania ostatni problem, ten od którego zacząłem, czyli niewypłacalności przedsiębiorstwa. Jest to kwestia kilku miesięcy. Jest nacisk wierzycieli przedsiębiorstwa, by ten problem możliwie szybko rozwiązać. Czy fakt, że poradził Pan sobie w Ursusie, gdzie także konieczne były rozmowy ze związkami zawodowymi sprawił, że wojewoda mazowiecki powierzył Panu obowiązki zarządcy w firmie, której załoga bardzo silnie walczył o swoje prawa? Każda sytuacja jest inna, zwłaszcza sytuacja społeczna. W sprawach gospodarczych można znaleźć podobne zjawiska, w społecznych, każda sprawa jest inna. Dlaczego mnie powierzono, a nie komuś innemu, to mógłby powiedzieć tylko wojewoda. Nie sądzę, żebym miał jakieś szczególne doświadczenia w rozwiązywaniu tego typu problemów, bo podobny problem pojawiał się w różnych miejscach Polski. Jednak tu i liczebność załogi i czas przerwania produkcji sprawiły, że samo zjawisko było dość szczególne. W tym przypadku chyba czymś innym kierował się wojewoda. Ja jestem człowiekiem kompromisu, a nie walki. Ważne było także, że w odpowiedzi na oczekiwanie wojewody widziałem możliwość rozwiązania tego problemu. Ilu pracowników liczy teraz spółka “Cotex”? Spółka liczy na razie ponad 60 osób, a zdecydowana większość zatrudnionych jest w przedsiębiorstwie państwowym. Te proporcje będą się zmieniały w najbliższych miesiącach. Ten proces polega na tym, że z jeden strony mamy w przedsiębiorstwie zwolnienia grupowe i we wrześniu w ten sposób zwolniliśmy 148 osób, w październiku będą następne. Ponieważ pozostali niemal wszyscy pracownicy, na przełomie roku mają stać się oni pracownikami spółki. Są dwie możliwości przejęcia pracowników do spółki. Albo zwalniać z przedsiębiorstwa i przyjmować, albo skorzystać z art. 23 ą KP, który mówi o przejęciu grupowym. Każde z tych rozwiązań ma plusy i minusy dla pracowników i pracodawcy. Pracownicy są uświadamiani przez zwolenników pierwszej i drugiej ścieżki, ale do końca jeszcze nie wiadomo, jak ta sprawa zostanie rozwiązana. Przewiduję, że nieduża grupa pracowników pozostanie do końca w przedsiębiorstwie. Musi Pan potwierdzić, że atmosfera w firmie nie jest najlepsza. Jakie są największe kłopoty? Chyba największe kłopoty mamy z wypłatą wynagrodzeń, bo pracownicy otrzymują je w ratach i to jest fakt, ale niestety brakuje środków obrotowych z bieżącej produkcji. To właśnie przekłada się na atmosferę w firmie i na kłopoty osobiste pracowników. Robimy wszystko, żeby zwiększyć kwoty wypłacanych pieniędzy i żeby były one wypłacane w terminach. Na dziś nie ma zaległości z września. Firma jest zadłużona i tę sprawę też chyba trzeba szybko rozwiązać? Tak, chcemy sprzedać niektóre nieruchomości przy al. Piłsudskiego należące do przedsiębiorstwa. Rozmowy są zaawansowane, ale nie ma ostatecznego rozwiązania. Cieszy stanowisko miasta, które przejmie jedną z nieruchomości w zamian za długi, które firma ma wobec miasta. Ale musimy też myśleć o tym, że jeszcze w tym roku trzeba podjąć kilka decyzji o charakterze inwestycyjnym. Myślimy o zakupie lub wzięciu w leasing niektórych urządzeń technologicznych, a wyeliminować stare. Muszę tu jeszcze dodać, że w trosce o należyte funkcjonowanie spółki, bardzo wiele uwagi poświęcamy sprawie zamówień na rok przyszły, bo nie możemy dopuścić do przerw w produkcji. Na razie jednak optymistycznie patrzymy w przyszłość. Dziękuję za rozmowę. Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze