Renata Żółtowska z piątką dzieci mieszka w dwóch izbach, w domu, który ma niemal 100 lat i chyli się ku upadkowi. Kobieta marzy o wykończeniu dobudowanej części, o łazience i o tym, że w końcu nie będzie wilgoci. Ale bez pomocy życzliwych ludzi nie ma na to szans.
Gdy rozmawiamy o jej sytuacji życiowej Renata Żółtowska prawie cały czas ma łzy w oczach. Od trzech lat jest wdową. Mąż zmarł miesiąc po urodzeniu najmłodszego dziecka. I wtedy zaczęły się problemy.
Dom na jednej z ulic w Staroźrebach, w którym mieszka z piątką dzieci, w wieku od 3 do 19 lat, to trochę taki wyrzut sumienia. Dookoła nowe, dobrze utrzymane budynki i nagle pojawia się jej „lepianka” – tak swój dom określa Renata Żółtowska. 11 lat temu sprowadziła się tutaj z mężem i dziećmi. Wcześniej mieszkała u teściów. – Od początku zamierzaliśmy z mężem postawić nowy dom. Ale bardzo długo trwały sprawy związane z kwestiami własności. W końcu gdy wszystko udało się załatwić, mąż zachorował i zmarł. Z budowy nic nie wyszło – opowiada Renata Żółtowska.
Dzisiaj utrzymuje się z renty rodzinnej, zasiłku rodzinnego, okresowych zasiłków z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Stara się zapewnić dzieciom normalne życie, chociaż skromne. Ale na upragniony nowy dom już nie starczy. Ten, w którym mieszka obecnie, to dwa pomieszczenia. Czyste i schludne, jak na panujące warunki. W jednym jest kuchnia, w drugim regał i trzy kanapy. – Jak rozstawimy łóżka, to jest tak ciasno, że dzieci mają problem z dojściem do szafy z ubraniami – mówi Renata Żółtowska. Ale największym zmartwieniem jest wilgoć. Oba pomieszczenia ogrzewa niewielki piecyk w kuchni. Dzieci mają problemy z odrabianiem lekcji, bo brakuje miejsca na biurka, a najstarsza córka zdaje w tym roku maturę.
Do starego domu została dobudowana przybudówka. To trzy pomieszczenia. Renata Żółtowska chciałaby w nich zrobić kuchnię, pokój i łazienkę. Ale na razie przybudówka to tylko pustaki z oknami i drzwiami. Nie ma tynków, zalanych podłóg, dach też jest prowizoryczny. – Ta przybudówka stoi już od roku i boję się, że jeśli nie zostanie wykończona, to zmarnieje – mówi mieszkanka Staroźreb.
Kiedy jeszcze żył mąż Renaty Żółtowskiej, to kupili pustaki na budowę. Po jego śmierci kobieta dostała zapomogę z GOPS-u, którą wydała na cement. Dwa lata temu o sytuacji Renaty Żółtowskiej napisała jedna z płockich gazet. Zaczęli pojawiać się ludzie dobrej woli. Ktoś załatwił plany budowlane, jedna z firm dała materiały budowlane, inna blachę. Pojawił się sponsor na piec do centralnego ogrzewania. Pomaga też rodzina. – Teść kupił pustaki i drzwi. Brat zbudował tę przybudówkę, kupił kable. Gmina dała pieniądze na drzewo na dach – wylicza Renata Żółtowska. Teraz przybudówka wymaga wykończenia. Ale na to też potrzebne są pieniądze. Renata Żółtowska wylicza, że to kilkanaście tysięcy złotych. Ale tych pieniędzy nie ma. – Nie chodzi mi o żadne luksusy. Gdyby udało się zalać podłogi, to można na nie położyć jakieś dywany i już mieszkać – mówi.
Marzenie Renaty Żółtowskiej to najpierw wykończenie przybudówki. A potem chciałaby rozebrać stary dom i dostawić kolejne dwa pomieszczenia. – Wtedy w pokojach byłoby po dwoje dzieci, a najmłodszy mieszkałby ze mną. Mielibyśmy naprawdę dobre warunki – mówi. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze