Reklama

Sześć osób w dwóch izbach

10/04/2013 09:25
Renata Żółtowska z piątką dzieci mieszka w dwóch izbach, w domu, który ma niemal 100 lat i chyli się ku upadkowi. Kobieta marzy o wykończeniu dobudowanej części, o łazience i o tym, że w końcu nie będzie wilgoci. Ale bez pomocy życzliwych ludzi nie ma na to szans.
Gdy rozmawiamy o jej sytuacji życiowej Renata Żółtowska prawie cały czas ma łzy w oczach. Od trzech lat jest wdową. Mąż zmarł miesiąc po urodzeniu najmłodszego dziecka. I wtedy zaczęły się problemy.
Dom na jednej z ulic w Staroźrebach, w którym mieszka z piątką dzieci, w wieku od 3 do 19 lat, to trochę taki wyrzut sumienia. Dookoła nowe, dobrze utrzymane budynki i nagle pojawia się jej „lepianka” – tak swój dom określa Renata Żółtowska. 11 lat temu sprowadziła się tutaj z mężem i dziećmi. Wcześniej mieszkała u teściów. – Od początku zamierzaliśmy z mężem postawić nowy dom. Ale bardzo długo trwały sprawy związane z kwestiami własności. W końcu gdy wszystko udało się załatwić, mąż zachorował i zmarł. Z budowy nic nie wyszło – opowiada Renata Żółtowska.
Dzisiaj utrzymuje się z renty rodzinnej, zasiłku rodzinnego, okresowych zasiłków z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Stara się zapewnić dzieciom normalne życie, chociaż skromne. Ale na upragniony nowy dom już nie starczy. Ten, w którym mieszka obecnie, to dwa pomieszczenia. Czyste i schludne, jak na panujące warunki. W jednym jest kuchnia, w drugim regał i trzy kanapy. – Jak rozstawimy łóżka, to jest tak ciasno, że dzieci mają problem z dojściem do szafy z ubraniami – mówi Renata Żółtowska. Ale największym zmartwieniem jest wilgoć. Oba pomieszczenia ogrzewa niewielki piecyk w kuchni. Dzieci mają problemy z odrabianiem lekcji, bo brakuje miejsca na biurka, a najstarsza córka zdaje w tym roku maturę.
Do starego domu została dobudowana przybudówka. To trzy pomieszczenia. Renata Żółtowska chciałaby w nich zrobić kuchnię, pokój i łazienkę. Ale na razie przybudówka to tylko pustaki z oknami i drzwiami. Nie ma tynków, zalanych podłóg, dach też jest prowizoryczny. – Ta przybudówka stoi już od roku i boję się, że jeśli nie zostanie wykończona, to zmarnieje – mówi mieszkanka Staroźreb.
Kiedy jeszcze żył mąż Renaty Żółtowskiej, to kupili pustaki na budowę. Po jego śmierci kobieta dostała zapomogę z GOPS-u, którą wydała na cement. Dwa lata temu o sytuacji Renaty Żółtowskiej napisała jedna z płockich gazet. Zaczęli pojawiać się ludzie dobrej woli. Ktoś załatwił plany budowlane, jedna z firm dała materiały budowlane, inna blachę. Pojawił się sponsor na piec do centralnego ogrzewania. Pomaga też rodzina. – Teść kupił pustaki i drzwi. Brat zbudował tę przybudówkę, kupił kable. Gmina dała pieniądze na drzewo na dach – wylicza Renata Żółtowska. Teraz przybudówka wymaga wykończenia. Ale na to też potrzebne są pieniądze. Renata Żółtowska wylicza, że to kilkanaście tysięcy złotych. Ale tych pieniędzy nie ma. – Nie chodzi mi o żadne luksusy. Gdyby udało się zalać podłogi, to można na nie położyć jakieś dywany i już mieszkać – mówi.
Marzenie Renaty Żółtowskiej to najpierw wykończenie przybudówki. A potem chciałaby rozebrać stary dom i dostawić kolejne dwa pomieszczenia. – Wtedy w pokojach byłoby po dwoje dzieci, a najmłodszy mieszkałby ze mną. Mielibyśmy naprawdę dobre warunki – mówi.    (gsz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości