Reklama

Szczęście przerwała tragedia

16/01/2013 10:12
To miały być niezwykle radosne święta Bożego Narodzenia. Dziewięcioosobowa rodzina państwa Witkowskich cieszyła się, że spędzi je w gruntownie wyremontowanym mieszkaniu w Dobrosielicach (gm. Drobin). Niestety kilka tygodni przed świętami, pod kołami samochodu zginęła Marzena Witkowska. Osierociła siódemkę dzieci.
Państwo Witkowscy mieszkali w Karasach. Na nieco ponad 30 metrach kwadratowych mieszkało dziewięć osób. Na dodatek warunki nie były najlepsze, brakowało chociażby łazienki. Budynek został wyłączony z eksploatacji. – Od kilku lat proponowaliśmy przeprowadzkę, ale rodzina nie była tym zainteresowana. Ale w końcu została podjęta decyzja, że jest to nieuniknione – mówi Sławomir Wiśniewski, burmistrz Drobina.
Na początku listopada gmina rozpoczęła generalny remont dwóch pomieszczeń w dawnym dworku w Dobrosielicach. W sumie mieszkanie liczyło ponad 60 metrów. Remont obejmował wymianę sieci kanalizacyjnej i wodnej, elektrycznej, wymianę okien, podłóg, podłączenie pieca centralnego ogrzewania, zrobienie łazienki. Rodzina Witkowskich wiedziała, że do nowego mieszkania przeprowadzi się na święta Bożego Narodzenia.
Niestety doszło do tragedii. 10 listopada Marzena Witkowska zginęła pod kołami samochodu. Osierociła siódemkę dzieci w wieku od 4 do 17 lat. Dzieci zostały z ojcem Janem Witkowskim, który po udarze mózgu nie odzyskał w pełni sprawności. Ta tragedia poruszyła lokalną społeczność. Rozpoczęła się zbiórka pieniędzy, ale nie tylko. Pieniądze zbierano w Urzędzie Gminy i Zespole Szkół w Drobinie. Ks. Andrzej Kucharczyk, proboszcz drobińskiej parafii, kupił dla rodziny Witkowskich pralkę i lodówkę. Drobiński oddział Banku Spółdzielczego „Mazowsze” przekazał meble kuchenne. Zbiórka pieniędzy pozwoliła na zakup niemal całego podstawowego wyposażenia mieszkania. Kupiono meble, pościel, wyposażenie kuchni, a nawet firanki i karnisze. Zostały zamówione specjalne piętrowe łóżka. To wszystko trafiło do nowego mieszkania. Rodzina Witkowskich wprowadziła się do niego przed świętami Bożego Narodzenia. Ale były to jedne z najsmutniejszych świąt.
Z zewnątrz dawny dwór w Dobrosielicach, w którym kiedyś mieściła się szkoła, nie sprawia najlepszego wrażenia. Zupełnie inaczej jest po przekroczeniu progu mieszkania rodziny Witkowskich. Dwa duże pomieszczenia są czyste i schludne. Łazienka pachnie nowością. Duży pokój to połączenie kuchni z salonem. Jest regał, duży stół, kanapa. W mniejszym pokoju królują piętrowe łóżka.
Gdy odwiedzamy pana Jana Witkowskiego, w domu jest 4-letni Michał. Pozostałe dzieci są w szkole. Najstarsza 17-letnia Justyna chodzi do szkoły w Płocku i mieszka w internacie. W domu jest w weekendy. 16-letnia Kamila i 14-letni Hubert chodzą do gimnazjum, a 12-letnia Patrycja, 9-letni Kacper i 8-letni Dominik do podstawówki. Michał, gdy wchodzimy do mieszkania, natychmiast ląduje na kolanach taty. Jest bardzo zawstydzony i nawet bliski płaczu. Ale po kilku minutach rozmowy zaczyna się uśmiechać i pokazywać na paluszkach, ile ma lat. A na pożegnanie nawet „przybija piątkę”.     (gsz)
fot. Grzegorz Szkopek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości