Minęło trochę czasu od losowania baraży do mistrzostw świata w Katarze. I dobrze. Emocje opadły, do marca dużo czasu… Można bez nadmiernej presji skomentować to, co się stało. Nie da się tego zrobić bez wykonania kroku wstecz, do nieszczęsnego meczu z bratankami znad Dunaju, który zamykał fazę grupową eliminacji. Do tego wydarzenia odnosi się wszak tytuł dzisiejszego tekstu. Napisałem już o tym w jednym ze wcześniejszych felietonów kilka słów, niczego nowego się nie dowiedziałem, ale sprawa warta jest chyba szerszego skomentowania. I to jest najlepszy moment. Nie po zakończeniu baraży. Ich wynik, podobnie jak wyniki losowania nie może w najmniejszym stopniu wpłynąć na ocenę decyzji selekcjonera reprezentacji. Kiedy ją podejmował, nie miał żadnej wiedzy „w tych tematach”.
N ie wiemy do końca, i zapewne się nie dowiemy, jakie motywy stały za tym, by na mecz o wielką stawkę (nie bójmy się tych słów) wysłać na plac drużynę pozbawioną filarów w każdej formacji. I tylko w jednym przypadku nie on o tym zadecydował (absencja za kartki). Ale w pozostałych… Tak, są „przecieki”, że nie tylko w tym wypadku. Sam o tym wspomniałem. Ale dotyczą jednego nazwiska. Napastnika, a tutaj mamy ostatnio „kłopoty bogactwa”. Tymczasem nie zagrał człowiek – ostoja defensywy oraz rozgrywający – wiecznie nie spełniona „nadzieja białych”, ale przecież nie mamy na tej pozycji zmiennika podobnej klasy i wobec braku drugiego filaru linii pomocy (kartki)…
Dość, bo jak dalej tak pójdzie, to stanę do najbliższego konkursu na selekcjonera reprezentacji (oby nie w marcu)! Co ma do powiedzenia „w temacie” obecny? Jedyne wyjaśnienie, jakie można potraktować poważnie to takie, że młodzi muszą się uczyć brania odpowiedzialności. I teraz mogę zaszaleć, bo nie jest to argument fachowy, dotyczący wiedzy czysto piłkarskiej, ale szeroko rozumianego zarządzania. A tu już mogę uchodzić za fachowca, bo mam stosowny dyplom. Wprawdzie z czasów peerelu i od skończenia studiów rzadko wyjmowany z szuflady, ale zawsze…
To nie był mecz bez stawki. Przeciwnie, na stole leżały wielkie pieniądze. W przenośni i dosłownie! Czy w takiej sytuacji można kluczowe role powierzać ludziom, którzy dopiero się uczą? A niekiedy nawet tej nauki nie zaczęli? Bo któż się pojawił na boisku zamiast rutyniarzy, których selekcjoner posadził na ławce? Młodzi zdolni, którzy w swoich klubach, bynajmniej nie z europejskiego topu, wręcz przeciwnie, czasem występujących na drugim szczeblu krajowych rozgrywek, grywają od czasu do czasu, najczęściej w niepełnym wymiarze. Jaka presja na nich ciąży? Czy ktoś od nich oczekuje wzięcia na swoje barki odpowiedzialności za los zespołu? Może kiedyś, w przyszłości tak będzie. Życzę im tego. Ale na dziś w reprezentacji kraju mogą co najwyżej patrzeć na „starszych i mądrzejszych” kolegów i uczyć się. A tak na marginesie, selekcjoner też debiutuje w tej roli…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze