Jakby nie dość było wrażeń związanych z VII Festiwalem Muzyki Jednogłosowej, już dwa dni później, we wtorek 27 marca w katedrze można było usłyszeć znaną barokową kompozycję „Stabat Mater” G. B. Pergolesiego, opracowaną przez organistę katedry Wiktora Bramskiego i zaśpiewaną przez chór chłopięcy „Pueri Cantores Plocenses” pod kierunkiem żony Bramskiego - Anny. Płockim wykonawcom towarzyszyło dwoje solistów, Iwona Sobotka – sopran oraz Jan Monowid – kontralt.Skomponowane oryginalnie na dwa wiodące wysokie głosy, orkiestrę smyczkową i organy „Stabat Mater” to jeden z najsłynniejszych utworów sakralnych baroku, pełen wyjątkowo pięknych melodii i charakterystycznych rozwiązań aranżacyjnych, z których wiele stanowi już pomost między barokiem, a następującym po nim klasycyzmem. Na kompozycji wychowało się i wzorowało wielu późniejszych kompozytorów, pod jej wrażeniem był na pewno Mozart i słychać to wyraźnie w jego „Requiem”. Równie legendarną postacią pozostaje sam autor, Giovanni Battista Pergolesi (1710-1736), którego zaledwie 26-letnie życie wystarczyło, by pozostawił po sobie kilka znaczących dzieł (sławę przyniosła mu zwłaszcza opera buffa „La serva padrona”) oraz legendę o wielkiej niespełnionej miłości. Według niej kompozytor zakochał się w dziewczynie wyższego stanu, której rodzina nie zgodziła się na ślub, więc zrozpaczona ukochana wybrała życie w klasztorze. Tam jednak wkrótce umarła z tęsknoty, zaś młody Giovanni natrafił przypadkiem na obraz z Matką Boską, której rysy do złudzenia przypominały twarz wybranki serca - i to właśnie on zainspirował całe dzieło. Ile w tym prawdy, nie wiadomo. Faktem jest jednak, że „Stabat Mater” to kompozycja pełna tak intensywnych emocji, miłosnej żarliwości, a przy tym tak sugestywnie wyrażonego poczucia żalu i utraty, że naprawdę można się zastanawiać, czy wywołałyby je uczucia tylko religijne. Wersja „Stabat Mater” zaprezentowana we wtorkowy wieczór w Płocku, zdawała się potwierdzać te przypuszczenia, bo została opracowana szczególnie. Wiktor Bramski zastąpił partie orkiestrowe kameralnym tłem organowym, przez co kompozycja zyskała bardziej wyciszony, intymny charakter. Ale najważniejsze okazało się zastąpienie dużej części fragmentów wokalnych, przeznaczonych na dwa głosy, śpiewem całego chóru. Niepowtarzalne brzmienie chłopięcych głosów, delikatne, wręcz anielskie, przeniosło cały utwór w inny, niemalże mistyczny wymiar. Podobnego zabiegu dokonał kiedyś znany dyrygent Christopher Hogwood, wprowadzając chłopięcy chór do mozartowskiego „Requiem”, ale chór znakomicie przygotowany przez Annę Bramską może się z tamtym, słynnym wykonaniem śmiało porównywać, bo tu efekt był równie frapujący i na długo pozostający w pamięci. Mimo tych zmian w aranżacji pozostawiono sporo miejsca także solistom. Iwona Sobotka i Jan Monowid pokazali przede wszystkim bardzo dobre przygotowanie warsztatowe. Ich głosom brakuje jeszcze być może trochę indywidualnej barwy, ale z melodyką i kontrastami radzili sobie bez zarzutu. Mocny, ekspansywny sopran Sobotki równoważony był przez łagodny kontralt Monowida, co tworzyło świetnie wpisującą się w klimat utworu harmonię. Całość robiła wrażenie solidnej, przygotowywanej przez wiele miesięcy pracy, dużego profesjonalizmu, a przede wszystkim odwagi i zapału jej twórców, wyraźnie kochających to, co robią. A muzyka potrafi odwzajemniać miłość. I o tym właśnie opowiadało „Stabat Mater” przygotowane przez Annę i Wiktora Bramskich. Maciej Woźniak Fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze