Wszystko zaczęło się od siedmiu społeczników – ochotników. W tym gronie był miejscowy nauczyciel – Jan Majewski, gospodarz – Ludwik Lemański, młynarz – Jan Bednarski. Dołączył też Zygmunt Szewczykiewicz, Jan Morawski, Kazimierz Gościcki – były właściciel majątku ziemskiego oraz Jan Kacprzak. Od tych druhów zaczęła się historia straży OSP w Lelicach, która dziś świętuje 105-lecie działalności.
Powołana ponad wiek temu jednostka liczyła 30 druhów. – Były to zapewne osoby, które miały w sobie mnóstwo zapału, chęci niesienia pomocy. Musiały pracować w realiach historycznych, gdzie oprócz niesienia pomocy ofiarom pożarów potrzebna była ich pomoc przy odbudowie domostw. Cieszymy się, że założyciele mają tak wspaniałych następców, kontynuujących tradycję pożarnictwa, ideę niesienia pomocy. I, że mimo upływu ponad 100 lat wciąż są tu ludzie tak wielkich serc i ogromnego zapału – mówił o jubilatach Dariusz Kalkowski, wójt gminy Gozdowo.
Mówiąc o jubileuszu i o tym, jaki powinien być strażak, druhowie z OSP w Lelicach zaznaczają, że to ludzie, którzy strażacką posługę mają wpisaną w serce. A z nią idzie wielka miłość do pomagania. Bo tylko dzięki temu można bezinteresownie nieść pomoc i narażać swoje życie dla innych.
Najpierw była remiza z gliny i cegły, i „Grube ryby”
Jakie były początki strażaków w Lelicach? To czas po I wojnie światowej, a zatem wymagał od strażaków dużo pracy, ponieważ trzeba było odbudować zniszczone zagrody. – Przy wielkim udziale mieszkańców Lelic w krótkim czasie została wybudowana remiza, co prawda z gliny i cegły, kryta blachą, ale na ówczesne czasy wystarczająca. Służyła ona mieszkańcom aż do początku lat 60-tych ubiegłego stulecia. Szybko zakupiono również podstawowy sprzęt gaśniczy taki jak: sikawka ręczna, dwa beczkowozy konne o pojemności 600 litrów każdy, węże oraz drabiny, bosaki, wiadra i tłumice. Zakupiono także mundury oraz nieodzowne hełmy bojowe – to wszystko przy dużym zaangażowaniu mieszkańców Lelic, okolicznych wiosek i przy dużym wsparciu miejscowego dziedzica – pana Kazimierza Gościckiego – honorowego prezesa OSP – wspominają początki strażackiej działalności w Lelicach jej obecni druhowie.
Od początku w działalności nie mogło zabraknąć muzyki. W latach 20-tych ówczesny Zarząd zakupił instrumenty dęte i zorganizował orkiestrę. Przez kilkanaście lat orkiestra ta umilała chwile mieszkańcom, brała udział w różnych uroczystościach i świętach.
W następnych latach Zarząd zaczął zbierać fundusze, które składali mieszkańcy Lelic i okolicznych wiosek. W większości środki finansowe uzyskiwano z organizowania zabaw tanecznych, loterii fantowych. Kolejnym pomysłem na dodatkowe pieniądze dla jednostki było utworzenie grupy teatralnej. Pierwszą sztuką, jaką wystawili strażacy, była sztuka pt. „Grube ryby ”. Strażacy, którzy wcielali się w teatralne role to: J. Bruze, J. Gabryszewski i K. Morawski. W czasie świąt wielkanocnych popularną tradycją było objeżdżanie i polewanie domów w Lany Poniedziałek. Tradycja ta miała zapewnić budynkom ochronę przed pożarem.
Jak czytamy w zapiskach dotyczących historii jednostki, środki finansowe zbierane w ten sposób pozwoliły na zakup Sztandaru, na którym obecny był wizerunek św. Floriana – patrona Strażaków. W 1935 roku, w 20 rocznicę powołania Straży Ogniowej, Sztandar poświęcił ks. proboszcz Michał Kaczorowski. Od tej pory Sztandar towarzyszył strażakom w różnych uroczystościach państwowych i kościelnych. W latach 30-tych, kiedy uchwalono ustawę nakładającą na straż obowiązki w zakresie ratownictwa w czasie klęsk społecznych, strażacy to zadanie wzięli sobie do serca i zaczęli kupować sprzęt bojowy.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
Teresa Radwańska-Justyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze