Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Kępie Polskiej powstała w 1924 roku. Na początku funkcjonowała jako straż dworska, ale już w roku 1930 została przekształcona w Ochotniczą Straż Pożarną. W tym samym roku druhowie brali udział w akcji gaszenia pożaru w Bodzanowie. Druhowie w Kępie Polskiej walczą z żywiołami zarówno na lądzie, jak i w wodzie.
W jednostce w Kępie Polskiej służy siedemnastu druhów oraz trzy druhny. Obowiązkiem członków Ochotniczych Straży Pożarnych jest udział w szkoleniu, z którego wynoszą umiejętności do wykonywania podstawowych czynności ratowniczych, w tym gaśniczych. Druhowie posiadają również wiedzę na temat prowadzenia czynności ratowniczych w trakcie powodzi, prowadzenia łączności w sieciach radiowych PSP, a także kierowania ruchem podczas działań ratunkowych. – Takie kwalifikacje posiada aż ośmiu druhów w Kępie Polskiej. Jest to pełne przeszkolenie podstawowe pierwszego stopnia. Ponadto jedna osoba ma za sobą kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy dla straży pożarnej. Dwoje strażaków ma uprawnienia do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi, a kolejnych dwóch uprawnienia do obsługi łodzi ratunkowej – informuje nas prezes OSP Kępa Polska Krzysztof Stawiarski.
Strażacy walczą z żywiołami i pomagają każdemu, kto znajdzie się w potrzebie. Każda akcja wymaga pełnego zaangażowania i pełnej odporności na stres. W służbie zdarzają się jednak nie tylko zdarzenia, które kończą się szczęśliwie. Z relacji strażaków z Kępy Polskiej dowiedzieliśmy się, że ich najtrudniejsza akcja miała miejsce w wodzie. Druhowie pewno dnia otrzymali dyspozycję do wypłynięcia na Wisłę. Dyżurni oddelegowali druhów z Kępy Polskiej do poszukiwania osób, które wypadły z łodzi do Wisły. Strażacy szukali zaginionych ponad 5 godzin, jednak bezskutecznie. Działania ratunkowe przerwano z uwagi na zapadający zmrok oraz brak jakiejkolwiek widoczności na wodzie. – Wracaliśmy do jednostki, nikt z nas się nie odzywał. Wiedzieliśmy, że jesteśmy bezradni. Po tak długim czasie poszukujemy już nieżywego człowieka. Zwłoki zostały odnalezione trzeciego dnia od zaginięcia – wspomina prezes OSP.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
ap
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze