Reklama

Sprawniejszy niż wielu sprawnych

31/03/2015 10:45

To był moment. – Ja tego nawet nie pamiętam, ale podobno tak się to odbyło – jechałem motocyklem do domu w Górze, na łuku drogi wcisnąłem hamulec, a potem… już byłem transportowany helikopterem. To było 17 lutego 2012 roku – opowiada Rafał Bieńkowski, reprezentant Polski w ampfutbolu, czyli piłce nożnej dla osób po amputacji kończyn.
Po wypadku trafił po szpitala. Okazało się, że stracił nogę. Miesiąc leżał w łóżku, potem został przeniesiony do Konstancina, gdzie nauczył się chodzić na protezie. – Nie byłem załamany. Szybko doszedłem do siebie, miałem kupę szczęścia. Przecież mogłem stracić życie, złamać kręgosłup, a nie mam tylko kawałka nogi – tłumaczy. Od zawsze był zakochany w piłce nożnej. Zaczął grać jak miał 6 lat i ta miłość cały czas się rozwijała. Amatorsko był zawodnikiem Błękitnych Raciąż i Świtu Staroźreby. Nawet na łóżku szpitalnym, kiedy leżał i myślał o przyszłości, problemem nie był brak nogi, ale właśnie futbolówki. Jak tu żyć bez kopania, bez boiska…


 

[caption id="attachment_66515" align="aligncenter" width="640"] fot. D. Ossowski[/caption]

Szybko okazało się, że można połączyć piłkę nożną z brakiem nogi. – Na orliku grałem wcześniej z Kamilem Brzezińskim, który miał różnych znajomych, między innymi Arka Wernera. Tak się kiedyś zgadało, że istnieje drużyna, reprezentacja Polski, złożona z zawodników po amputacjach. Arek powiedział, że wkrótce będzie zgrupowanie kadry i gdybym chciał, to mogę pojechać do Warszawy. Chyba nikogo nie zdziwiło, że pojechałem – wspomina. Miał wtedy protezę, która nawet nie nadawała się do chodzenia, a co dopiero do uprawiania sportu. Ale do piłki nożnej wcale nie jest potrzebna proteza, tylko kule, a najważniejsze jest nauczenie się biegania na nich. Początki były bardzo trudne. – Wyraźnie odstawałem od innych, nie umiałem biegać, nie miałem kondycji, nie potrafiłem przyjąć piłki. Mocno zastanawiałem się, czy jechać na następne zgrupowanie, czy to w ogóle jest dla mnie, ale gdy pomyślałem, że miałbym odpuścić, zrezygnować, nie, musiałem spróbować – mówi.
I zaczęła się nauka biegania, kopania piłki. Duża w tym zasługa Zbigniewa Pawłowskiego, kierującego GKS Góra, który przygarnął Rafała i umożliwił treningi w szkolnej sali gimnastycznej. – Byłem na dwóch zgrupowaniach, wiedziałem, jak powinien wyglądać trening, widziałem, że jestem coraz lepszy i coraz bardziej rozumiałem, że to mój sposób na życie. Trenował z pełnosprawnymi kolegami. W 2013 roku utworzył sekcję ampfutbolu w GKS Góra i rozpoczął współpracę z trenerami Maciejem Barcińskim i Marcinem Sielczakiem. W końcu obie dyscypliny – piłka nożna i ampfutbol niewiele się różnią. Zasady są takie same, tak samo wygląda trening. W zespole grają piłkarze z: Raciąża, Rypina, Nasielska, a także z Poznania. Po tym jak powstał klub w Górze, na mapie Polski zaczęły pojawiać się następne. Dziś są drużyny w Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Radomiu i Bielsku Białej. Na przełomie kwietnia i maja ruszy liga ampfutbolu. Na razie systemem turniejowym drużyny walczyć będą o tytuł mistrza Polski, ale potem być może ruszy regularna liga. Zasady rozgrywek będą takie same, jak w piłce nożnej dla pełnosprawnych. Drużyny będą spotykać się w jednym z ośrodków i grać przez dwa dni systemem każdy z każdym, 2x25 min, na orliku. Boisko ma wymiary 60x40 m, bramki 2x5 m.

Reklama


ciąg dalszy na drugiej stronie


Do pełni szczęścia potrzebnych jest tylko więcej zawodników. Teraz regularnie trenuje w kraju około 50 piłkarzy. Bardzo trudno jest tę liczbę zwiększyć, mimo tego, że mężczyzn, a także kobiet (panie też mają swoje drużyny) po amputacji kończyny dolnej jest sporo. A do drużyny może przyjść każdy, kto jest po amputacji nogi lub ma wadę wrodzoną. Nie ma dyskryminacji osób po amputacji ręki – chętni mogą zostać bramkarzami. Dlatego nie warto użalać się nad sobą, szukać odpowiedzi, dlaczego właśnie ja, tylko spełniać swoje marzenia. Rafał w czasach pełnej sprawności grał w lidze okręgowej. To najwyższa klasa rozgrywkowa, gdzie mógł realizować swoją pasję. Po wypadku stanęła przed nim szansa kariery w reprezentacji Polski. – W listopadzie ubiegłego roku, w koszulce z orłem na piersi, reprezentowałem Polskę podczas mistrzostw świata rozgrywanych w Meksyku. Zajęliśmy IV miejsce, dwa lata wcześniej drużyna narodowa w Kaliningradzie zajęła XI miejsce na XII zespołów. W gronie 24 ekip walczyliśmy o podium. To był progres – chwali się wynikami Rafał Bieńkowski.
Najważniejsze, że jego życie przed i po wypadku, z dwiema i z jedną nogą, niewiele się zmieniło. – Cały czas pracuję i trenuję. Nie wiem, co by było, gdybym nie znalazł sobie tej pasji. Mogę zapewnić, że jestem sprawniejszy niż wielu sprawnych kolegów. Dla mnie ampfutbol to taka sama dyscyplina, jak piłka nożna, różni się tylko tym, że biegamy o kulach. To taki sam kontaktowy sport, są faule, często pękają kule. Nie ma co prawda wślizgu, ale i tak są ogromne emocje – zapewnia.
Dzięki pasji może podróżować. Z reprezentacją był w Meksyku, Hiszpanii, Rosji, Irlandii, a przed nim są kolejne mecze. To jedna z dyscyplin rozwijających się najszybciej na świecie. W Polsce jest coraz więcej klubów i zawodników, choć do np. Turcji jeszcze Polakom daleko. – Tam są dwie ligi, mecze pokazywane w telewizji, ekscytujące kibiców transfery, no i na liście jest około 500 piłkarzy. Nam do takich wyników daleko, ale robimy co możemy, żeby dyscyplina była coraz bardziej popularna – tłumaczy. Polska jest popularyzatorem ampfutbolu w Europie. Mateusz Widłak z Warszawy przyczynił się do rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju, powołując do życia reprezentację. Kilka tygodni temu powstała europejska federacja ampfutbolu i Mateusz został jej pierwszym prezesem.
Największym problemem ampfutbolu jest małe zainteresowanie ludzi po amputacjach, którzy zechcieliby trenować. – Zapraszam wszystkich chętnych na trening. Wcale nie trzeba się od razu angażować. Wystarczy spróbować, pobiegać, usprawnić się, słowem – wyjść z domu i zacząć czynnie uprawiać sport. Czekamy na telefony od ludzi, którym się wydaje, że już nic nie mogą osiągnąć. Jestem najlepszym przykładem, że stratę nogi można przekuć na sportowy sukces – kończy rozmowę, podając nr tel. – 502 522 071.
Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości